You're currently on:

ŻWIROWNIA POTRAFI ZASKOCZYĆ - I TO JAK !

Podczas tygodniowego urlopu postanowiłem zupełnie na spontanie wybrać się na pobliską żwirownię, znajdującą się ok. 15 km od Lublina, aby nieco powędkować.

Zadanie było jasne – zwabić jak najszybciej ryby w łowisku, gdyż miałem na łowienie dosłownie kilka godzin. Wiedziałem, że pływają tam bardzo dorodne karpie i to właśnie one były celem mojej zasiadki.

Co do nęcenia łowiska, moja decyzja była szybka i stanowcza. Zaopatrzyłem się w 10-cio kilogramowy worek kulek Tandem Baits o smaku Truskawka 18mm, którymi miałem nadzieję skusić karpie. Postanowiłem łowić na głębokościach: 2.5 m i 4.5 m.

Na włos założyłem tę samą kulkę z arsenału, którym nęciłem, a do tego doczepiłem kukurydzę pływającą.

Po 2 godzinach łowienia, usłyszałem dosłownie grzmot z sygnalizatora. Gdy uniosłem wędkę do góry, od razu wiedziałem, że to nie będzie mała ryba.

Hol był bardzo emocjonujący. Karpik nieźle mną manewrował, gdyż jego pole do popisu było dość szerokie. Zważywszy na fakt, że w tym zbiorniku znajduje się wiele uskoków i płycizn od 1 do 8 metrów, hol takiego osobnika nie należał do najłatwiejszych. Wymagał także solidnego i wytrzymałego sprzętu wędkarskiego.

Na całe szczęście po 15-minutowym holu karp o wadze 13,400kg wylądował w podbieraku, a ja miałem już super nastawienie na resztę połowu!

Choć zamierzenia miałem dobre, tego dnia już nic więcej nie udało mi się złowić. Jednak dzięki emocjom towarzyszącym podczas holowania karpia, dzień zaliczyłem do jak najbardziej udanych. Tym bardziej, że miałem niewiele czasu na konkretną pracę nad łowiskiem.

Mój przykład pokazuje, że warto spędzać nad wodą każdą chwilę, każdą godzinę, bo nigdy nie wiadomo, kiedy będzie branie i jak duża ryba zainteresuje się naszym zestawem. Dajmy zatem sobie szansę w każdej sytuacji, nawet jeśli ta wygląda na totalnie beznadziejną. Po prostu wędkujmy do skutku.

Powodzenia!

Pozdrawiam wszystkich i do zobaczenia nad wodą.