Pewnie wielu doświadczonych karpiarzy zauważyło zależności w intensywności żerowania karpi w stosunku do panującej pory roku. Zarówno temperatura wody, jak i jej głębokość mają duże znaczenie dla powodzenia zasiadki. W tym artykule przedstawię Wam moją technikę doboru kulek w danej porze roku.

Wiosna to czas pierwszych zasiadek oraz tego upragnionego kontaktu z rybą. Po tak długim okresie bez wędki w ręku, nie wszystko od razu wychodzi, co jest zupełnie normalne. Pierwszy rzut nigdy nie wyjdzie idealny, a podczas pierwszego holu pojawią się drobne błędy. Chyba, że jesteś karpiarzem całorocznym, który nawet śnieżycy się nie boi :).

Każdy z nas nie może się doczekać kiedy lód zejdzie z wody, żeby tylko rozpocząć sezon. W efekcie tego te pierwsze zasiadki są zawsze pełne nadziei i ekscytacji, co jednak często kończy się porażką. Podczas wczesnej wiosny karp prawie w ogóle nie żeruje. Są dwie możliwości, gdzie można znaleźć wtedy rybę i są to albo najgłębsza część zbiornika, albo wręcz przeciwnie, ta najpłytsza. W tak wczesnym okresie sezonu już dwa stopnie różnicy temperatury mogą zmienić wszystko. Właśnie takie miejsca wybieram na pierwsze zasiadki. Moja metoda nęcenia i przygotowania zanęty jest dość prosta. Najczęściej używam siateczki PVA, do której wsypuję pokruszone kulki, drobny pellet oraz stick mix. To wszystko zalewam intensywnie pachnącym SuperFeed Liquid i zostawiam na około 10 minut przed zarzuceniem, aby kulki i pellet nasiąknęły zapachem.

Ważną rzeczą jest rozmiar przynęty - na włosie powinna być ona jak najmniejsza. Idealnie spisują się wtedy pup-up lub malutkie kulki o średnicy 12 mm. Najczęściej na wiosnę używam słodkich smaków. Według mnie jest to najlepsza metoda na początek tej pory roku. Późniejszą wiosną, kiedy słońce gości na niebie coraz częściej i wyżej, a temperatura idzie w górę, powoli zaczynam stosować troszkę grubszy pellet, połówki kulek oraz ziaren. Wiem, że niektórzy już wtedy używają całych kulek, jednak ja unikam ich w tym okresie.

Lato jest tą porą roku, kiedy zaczyna się zabawa. Niektórzy planują długie, nawet kilkudniowe zasiadki, zaś inni krótkie, kilkugodzinne wypady. Ja bardzo uwielbiam tę porę roku, ponieważ zwykle towarzyszą mi piękna pogoda i ciepłe noce. Właśnie wtedy spędzam najwięcej czasu nad wodą i łowię najwięcej karpi i amurów. Mój sposób nęcenia zależy od długości zasiadki oraz charakterystyki samego zbiornika. Kiedy jadę nad wodę na kilka godzin, zwykle stawiam na szybko pracującą zanętę, taką jak mieszanka gotowych ziaren serii CARP FOOD, połówki kulek oraz pellet 10/12mm. Zasypuję to wszystko Stick Mix i zalewam CARP FOOD CLS. Tak przygotowana zanęta idealnie sprawdza się na szybkich i spontanicznych zasiadkach. Plusem takiego zestawu jest możliwość osiągnięcia szybkiego brania, ponieważ karp podczas kopania w zanęconym miejscu całkiem sprawnie odszuka kulkę, która jest na włosie. Ta metoda ma jednak jedną wadę - nie zawsze skutkuje ona dużą rybą na haczyku. Mimo to, wszyscy dobrze wiemy, że nawet zanęcenie samymi kulkami nie gwarantuje nam, że nie złowimy leszcza.

Kiedy wybieramy się na dłuższą zasiadkę na łowisko, w którym pływają karpie przekraczające 20 kg, to raczej nie chcemy łapać maluchów. W takich przypadkach stawiam na trochę większy kaliber. Podstawą zanęty są kukurydza zmieszana z orzechem tygrysim oraz całe kulki w różnych rozmiarach (przeważnie 16/18 mm). Całość zalewam LIQUID MAIZ serii CARP FOOD. W zależności od łowiska modyfikuję tę metodę, ponieważ na niektórych wodach zabroniona jest kukurydza, a na innych orzech. Unikam tutaj używania pelletu ze względu na to, że może przyciągać drobnicę, której nie chcemy gościć w okolicy naszego zestawu. Z moich obserwacji wynika, że takie połączenie przynosi dość dobre rezultaty, z których jestem zadowolona. Trzeba troszkę uzbroić się w cierpliwość i poczekać na efekty, ponieważ na dnie nie leży tylko kulka, która jest na włosie, ale również te, które są w zanęcie. Myślę jednak, że warto.

Jesień to pora roku, kiedy podobno spełniają się marzenia nie jednego karpiarza. Niestety dla mnie oznacza to powrót do szkoły, co skutecznie ogranicza wyjazdy nad wodę.

Na początku zajmijmy się teorią - niemal każde zwierzę gromadzi tłuszcz na zimę, żeby przetrwać niskie temperatury, niedobór pokarmu i niekorzystne warunki atmosferyczne. Karpie robią dokładnie to samo, czyli muszą nabrać masy, aby móc przetrwać do wiosny. Jest to dla nas dobra informacja, niestety zawsze musi być to jedno “ale”. Karp po wakacyjnym szaleństwie może pamiętać haczyk oraz szum robiony przez łódki i spomby, co sprawia, że mógł stać się bardziej ostrożny podczas żerowania. Uważam więc, że warto zaryzykować i spróbować ,,cichego nęcenia”. To jest czas, kiedy kobra oraz nitka PVA idą w ruch. Dzięki nęceniu kobrą kulki, które trafiają do wody są rozmieszczone w różnych odległościach od zestawu. Daje nam to bardziej naturalny efekt niż kupka usypana na dnie z ziaren. Warto dodać kilka kulek na nitce PVA, żeby mieć pewność, że będą one leżeć przy zestawie. Moimi faworytami na tę porę roku są smaki rybne, czyli powszechnie nazywane ,,śmierdziele”. Nie ma co, nazwa adekwatna do zapachu! ?

Jeszcze jedna ważna rzecz - pamiętajcie, że każde łowisko jest inne. To, że na jednej zasiadce coś się sprawdza, nie znaczy, że na następnej będzie tak samo. Każdy karpiarz powinien mieć swoje własne wypracowane przemyślenia i swoje doświadczenie. Według mnie nie można przyjechać nad wodę ze sztywnie określonym planem. Trzeba obserwować wodę, zwracać uwagę na co były, a na co nie było brań, na bieżąco modyfikować i zmieniać taktykę. Wtedy czeka nas nagroda w postaci pięknego karpia, czego Wam wszystkim i sobie życzę.

Połamania kijów i do zobaczenia nad wodą!

Pozdrawiam,
@carp_stories
Martyna Wyrobek