Wybraliśmy się wspólnie z bratem na weekendową zasiadkę nad dzikie jezioro, na którym wędkujemy cały ten sezon. Miejscówki zostały wybrane, wędki wywiezione, pozostało czekać…

O godzinie ok. 4:00 obudził nas ciągły sygnał centralki. Ryba, która skusiła się na 3 naturalne ziarna gotowej kukurydzy (miejscówka zasypana serią "Ananasowy Sok"), po zacięciu od razu zaczęła uciekać wzdłuż brzegu. Szybko się zorganizowaliśmy i wsiedliśmy w ponton. Na drodze między nami, a rybą stawały kapelony, trzciny i jak się potem okazało, kołki od starego pomostu, w które wpłynęła nasza zdobycz. Kilka minut walki, odplątywania żyłki od kołków i naszym oczom ukazał się piękny dzikus.

Pierwsze podejście z podbierakiem skończyło się przepłynięciem karpia za kolejny kołek, lecz już druga próba okazała się skuteczna. I UDAŁO SIĘ, w naszym podbieraku wylądował piękny dzikus. Rybę bezpiecznie przechowaliśmy w worku do dziennej sesji, by rano wypuścić ją do wody. Jest to dopiero nasz drugi karp z tego jeziora, więc radości nie zabrakło, a emocje jeszcze długo nas trzymały, nie pozwalając zasnąć.

Rano, gdy leniwie jedliśmy śniadanie, nagły dźwięk, który kochamy najbardziej, wyrwał nas letargu. Potężna rola na zbalansowanym zestawie o smaku Homar&Rak, szybko zmobilizowała nas do działania. Wsiedliśmy w ponton i popłynęliśmy w kapelony po kolejnego dzikiego karpia. Walka na pontonie trwała około 15min. Była to niesamowicie silna ryba, a kapelony nie ułatwiały sprawy. Karp cały czas uciekał w liście, ale nie zamierzaliśmy się poddać. W końcu udało się go podebrać! Nie ma chyba takich słów w słowniku, aby opisać to, co wtedy czuliśmy - radość i satysfakcja była ogromna.

Po wyciągnięciu ryby na brzeg, schowaliśmy ją na chwilę do worka, a następnie zrobiliśmy fotki i karpie bezpiecznie wróciły do wody.

Do końca zasiadki już nic więcej się nie wydarzyło, ale mimo to byliśmy niesamowicie szczęśliwi, że udało nam się złowić piękne dwie ryby. Woda wynagrodziła nam w końcu spędzony tutaj czas i pracę włożoną w dokładne jej poznanie. Myślę, że kluczem do sukcesu była cierpliwość. Wyczekaliśmy swoje i przyszła w końcu zasiadka, która dała nam niesamowitą satysfakcję.

Pozdrawiam
Mateusz Zalisz