Nadszedł ten moment, bardzo ceniony przeze mnie - czas zasiadki. A żeby nie było tak łatwo to wybrałem sobie pobliską wodę PZW. Zdecydowałem, że zabieram ze sobą jedynie to, co niezbędne do "szybkiego" łowienia, a jednocześnie coś, co pozwoli zatrzymać rybę w łowisku - padło na CARP FOOD MIX BOILIES - Fruit&Sweet.

Po pierwszej dobie nic szczególnego się nie wydarzyło, oprócz tego, że w końcu troszkę odpocząłem. Postanowiłem jednak nieco poobserwować wodę, aby z tej wyprawy nie wrócić “o kiju”. Po mojej prawej stronie, około 150 metrów od stanowiska, znajdowała się zatoczka, a wokół niej rosnące kapelony. A więc wywózka - bo postanowiłem właśnie tam ulokować moje zestawy.

Jak się okazało, to był świetny pomysł. Po 8 godzinach wraz z moim kompanem zanotowaliśmy pierwsze branie. Karp zaparkował w kapelonach. Podpłynęliśmy do niego, szybkie podebranie i JEST! Po dotarciu do brzegu znów uzbroiłem zestaw i powtórnie wywiozłem w to samo miejsce. Po chwili sygnalizator dał znać o kolejnym braniu. Ryba zachowywała się podobnie, rozmiarowo również wyglądała tak samo, jak jej poprzedniczka, czyli jakieś 5-6kg. Była noc, więc zdecydowaliśmy poczekać do rana, aby zrobić zdjęcia, po czym wypuściliśmy je z powrotem do wody. Dzień nie przyniósł już żadnych brań, więc skupiliśmy się na opalaniu.:)

Następnie zaczęliśmy przewózkę i na tę samą miejscówkę poleciał "śmierdziuch - bałwanek" wyłożony na "słodkim dywanie". W okolicach 3:30 usłyszałem właśnie to: specyficzny, powolny odjazd, który charakteryzuje duuuże ryby! W pośpiechu wsiedliśmy na ponton i sprawnie dopłynęliśmy do kapelanów. Nagle zwrot! Ryba uciekła na otwartą wodę. Zaczęła się walka na 11 metrach głębokości. Nie mogłem sobie wyobrazić nic piękniejszego w tamtym momencie. Cała aura panująca wokół była nieziemska i niepowtarzalna. Dzień właśnie zaczynał się budzić, w tle słychać było ptaki, a na pierwszym planie trzeszczał mój kij od odjazdów karpia wprost w głębinę tajemniczego jeziora. Po 30-minutowym holu, karp w końcu się pokazał. Dał się podebrać za pierwszym razem. Od razu pomyślałem - jest magiczne 20+! Po dopłynięciu i ważeniu okazało się, że… tak JEEEST! Mamy to! Karp ważył dokładnie 21.3 kg.

Ogarnęło mnie ogromne szczęście, chodź w pierwszych godzinach to do mnie jeszcze nie docierało. Po sesji zdjęciowej zwróciliśmy rybie wolność i podziękowaliśmy za walkę . Ostatniej doby nic więcej się nie wydarzyło, więc do południa byliśmy już złożeni i spakowani w drogę do domu.

Nadszedł czas refleksji i planowania kolejnego wyjazdu nad tę wodę. Zobaczymy czy uda się to powtórzyć w takim samym stylu.

Pozdrawiam
Jakub Bąk - KKTB