Ostatni wyjazd okazał się przegraną, więc tym razem, ze zdwojoną motywacją wyruszyliśmy nad wodę. Nie miało być jednak zbyt łatwo. Pierwszą przeszkodą okazał się wiatr, zwiewający ciepłą wodę na stanowiska z naszej prawej strony. Nie mieliśmy zamiaru się jednak tak łatwo poddawać.

Po szybkim rekonesansie postawiliśmy na miejscówki "za zakrętem", blisko trzcin, na głębokości 1,7 i 2,5 m. Druga miejscówka pokryta była delikatną warstwą namułku oraz "laskiem" roślinności.

Nasza taktyka nie była jakaś skomplikowana. Malwina postawiła na swój ulubiony "zespół" kulek czyli 2x18 mm Doskonała Truskawka z serii Perfection Hookers oraz Dojrzała Morwa z serii Boosted Hookers. Całość pokryła X-Core'm o aromacie Doskonałej Truskawki.

Oboje zastosowaliśmy przypony Blow Back Rig'i złożone z haków Stealth Gamer. Nasze miejscówki zasypaliśmy mixem całych i pokruszonych kulek Carp Food Boilies 18mm Dojrzała Morwa, Euro Boilies 18mm Truskawka oraz Top Edition Boilies 20 mm GLM Euphoria.

Po pierwszej dobie bez najmniejszego pika, pojawiły się złe demony w naszych głowach: może jednak nie te przynęty, zły przypon, źle wytypowane miejscówki, może to wina ciśnienia, wiatru…

W sobotni wieczór pojawiły się spławy, ryba się ruszyła, wiatr ustał. To napawało optymizmem. Po kolacji, siedząc wygodnie w fotelach przy ognisku, zaobserwowaliśmy jak wiatr zmienia kierunek w naszą stronę. Noc przebiegała raczej spokojnie. Pojedyncze "popikiwania" się pojawiały, ale były leniwe, niemrawe - pewnie leszcze kombinowały jak dobrać się do żarełka… W pewnym momencie z twardego snu wyrwało nas ciągłe i dzikie piiiii!

Zaspany próbowałem znaleźć moje buty gdzieś pod łóżkiem. Kiedy podniosłem głowę, zobaczyłem moją drugą połówkę, stojącą na boso z kijem w ręku. Nareszcie branie! Po prawie 6 miesiącach bez ryby, jest hol! Początkowa faza nie zapowiadała trudności, ale szybko okazało się, że "cwaniak" zdołał ukryć się za "laskiem" zielska.

Szybka decyzja: “wskakujemy na zaparkowaną przy brzegu łódkę i kierujemy się w stronę ryby”. Kilkanaście minut walki na otwartej wodzie między zielskami i ryba w końcu się wyłoniła! Uff, jest ulga! Piękny grubasek wylądował w podbieraku. Przy brzegu Malwina stwierdziła, że karp ma pewnie z 6-7 kg. Odhaczyliśmy rybę, włożyliśmy do wanienki, a tam przeeeeogromny brzuszek! “Będzie PB” - myślałem sobie w głowie. Zdezynfekowaliśmy karpiszona, szybko oblaliśmy wodą i na wagę z nim! Ta zatrzymała się dokładnie na 13 kg. Malwina przecierała oczy ze zdumienia. Pojawił się uśmiech na jej twarzy, że w końcu udało się przełamać złą passę. Ja cieszyłem się z faktu, że będę lał wodą!

Mimo presji z tyłu głowy i prób za wszelką cenę wyrównania rachunków, cierpliwość i spokój pozwoliły uporać się z "klątwą w Popowie". Przyniosło to nam przepięknego, walecznego grubaska oraz nowe PB Malwiny. Oby tak dalej!

Do zobaczenia nad wodą!
Damian Strzelec