You're currently on:

Wiosna - wyrobiska

WYROBISKA page_gallery_495e522c9988a_maksNareszcie wiosna, teoretycznie najlepszy okres połowu karpia. Wraz z budzącą się z zimowego letargu przyrodą zwiększa się aktywność ryb, a tym samym nasze szanse na ich złowienie. Po kilku miesiącach poszczenia ryby powinny być wygłodniałe i chętne do współpracy. Jeżeli jednak przeanalizuję sobie kilka poprzednich sezonów, to wcale nie było tak pięknie. Ryby brały słabo, a często w ogóle nie chciały żerować. Pojawiały się w łowisku na krótko, po czym znikały niewiadomo gdzie, na wiele dni. Myślę, że nie tylko ja zadaję sobie pytanie „jak skutecznie łowić na początku sezonu”. Spróbuję na nie odpowiedzieć, koncentrując się na żwirowniach i gliniankach, które są moimi wiosennymi łowiskami. W związku z dużą różnorodnością tych zbiorników najważniejsze rzeczą jest odnalezienie miejsc, w których aktualnie przebywają ryby. Ich aktywność, szczególnie wiosną, zależy od dwóch podstawowych czynników: temperatury wody i ilości znajdującego się w niej tlenu. Decydujące znaczenie mają tu nasłonecznienie i kierunki wiatru. Właśnie one decydują o tym, gdzie w danym momencie będę łowił. Oczywiście sukces zależy również od kilku innych zagadnień, ale o tym później. Interesującymi miejscami są okolice wysp, trzcinowiska i wypłycenia z resztkami zeszłorocznej page_gallery_495e5284d6465_maksroślinności.  Wybieram blaty o głębokości około 2-2,5 m sąsiadujące z głębszymi, pełnymi zawad partiami zbiornika, w których ryby zimowały. Na początku sezonu ryby nie pokonują jeszcze dużych odległości, więc większe jest prawdopodobieństwo brania w okolicach ich zimowisk. Oczywiście pierwszeństwo mają miejscówki znajdujące się w okolicach nawietrznych brzegów. Tam woda jest cieplejsza i bardziej natleniona. W takich miejscach karpie pojawiają się zaraz po zejściu lodu. Wystarczy kilka dni silnego wiatru, aby je obudził. Niewykluczone, że odwiedzanie takich „gorących miejsc” mają w genach. Kierowane instynktem pojawiają się tam, gdzie już wkrótce rozwinie się naturalny pokarm.  Zadziwiające, ale większość wczesnowiosennych brań miałem późną nocą, pomiędzy godziną drugą a świtem. Wydaje się, że ich aktywność ma bezpośredni związek z dobowym cyklem temperatur wody. W dzień ogrzewają się powierzchniowe warstwy zbiornika. Pod wieczór i po zachodzie słońca ryby bardzo chętnie przebywają w cieplejszej wodzie, z reguły pod samą powierzchnią. Ostatnią rzeczą, o jakiej wtedy „myślą” jest żerowanie. page_gallery_495e52aa1e97a_maksW nocy, kiedy wierzchnie warstwy wody oddają ciepło, przenoszą się w okolice dna i przez chwilę żerują. Taki schemat sprawdzał się na wielu, nie tylko polskich łowiskach. Sporadyczne brania w dzień miałem przy silnie wiejącym wietrze zwiastującym załamanie pogody. Moje wiosenne wyjazdy w dużej mierze uzależniam od pogody, i raczej nie planuję ich z wyprzedzeniem. Z reguły są to krótkie jedno-dwudniowe wypady poprzedzone kilkoma dniami stabilnej ciepłej aury. Wolę efektywnie wykorzystać czas, jaki mogę przeznaczyć na łowienie, niż siedzieć bez brania tydzień nad wodą. Najlepsze wyniki miałem przy długo utrzymujących się frontach niskiego ciśnienia, zachmurzonym niebie i silnym południowo zachodnim wietrze. W związku z niską jeszcze temperaturą wody, a tym samym małą aktywnością ryb, nęcę bardzo ostrożnie. Zanęta powinna zasygnalizować rybom o atrakcyjnym pożywieniu, a nie zalegać, nie wyjedzona na dnie. Garstka pelletu i drobno pokruszonych kulek w zupełności wystarczy. Bardzo często jedyne całe kulki w moim łowisku to przynętówki. page_gallery_495e52cf35039_maksWiosną ograniczam ilość zanęty, stawiając zdecydowanie na jej jakość. Nie stosuję innych ziaren poza konopiami. Dobrym sposobem punktowego nęcenia jest oblepienie ciężarka pastą wykonaną z Fish Pelletu, albo specjalnie spreparowaną zanętą smużącą. Pastę wykonuję w następujący sposób: mieszam pellet rybny z dodatkiem rozpuszczalnego w wodzie liquid’u. Dodaję kilka drobno pokruszonych kulek i garść gotowanych konopi. Po chwili całość zalewam gorącą wodą. Po pewnym czasie granulat częściowo się rozpuszcza i wchłania nadmiar wilgoci. Zanętę przygotowuję podobnie. Do kilograma dodaję 20 dag zmielonego granulatu rybnego i garść konopi. Nawilżam wodą z łowiska z dodatkiem liquidatraktora, aż do uzyskania lekko przemoczonej konsystencji. Na koniec dosypuję najdrobniejszego Fish Pelletu, który „wypija” nadmiar wilgoci. W obu przypadkach uzyskuję masę o konsystencji gliny, którą oblepiam ciężarki. Jako przynęty stosuję kulki o neutralnej pływalności i małe bałwanki. Jestem przeciwnikiem mocno aromatyzowanych kulek, więc przynętę zanurzam w dipie tylko na chwilę. Uważam, że kulki wykonane z dobrego miksu są dla ryb wystarczająco atrakcyjne. page_gallery_495e52f339d24_maksKażdy ma jakieś swoje sprawdzone smaki, ja używam Natural Food i Liquid Food Liver. Być może to przypadek, ale więcej wiosennych brań miałem na bałwanka z dwóch małych kulek, niż na jedną o średnicy 18mm. Wraz ze stopniowym ocieplaniem się wody sytuacja ulega zmianie. Ryby stają się coraz bardziej aktywne, zaczynają zdradzać swoją obecność, a przede wszystkim więcej jeść. Regularnie patrolują przybrzeżne płycizny, a brań można się spodziewać przez całą dobę. Większa aktywność wymusza zastosowanie innej niż wczesną wiosną taktyki. Nęcę trochę więcej, ale z zachowaniem umiaru. Otwieram łowisko garścią kulek, Hook Pelletu i kilkoma garściami drobnego Fish Pelletu. Moim wiosennym faworytem są kulki wykonane na bazie rybnego miksu z dodatkiem mąki z kryla zmielonego granulatu rybnego, oraz Robin Reda. Aby podnieść ich atrakcyjność używam naturalnych mięsnych ekstraktów, stymulatorów i wzmacniaczy. Przekonałem się, że wiosenne karpie lepiej reagują na miękkie świeże kulki. Niewykluczone, że ma to związek z ich menu, które w tym czasie w większości składa się z miękkich larw. Dobry okres brań kończy się wraz z początkiem tarła leszcza. Karpie podążają za stadami białych ryb w okolice ich tarlisk, a dobre dotychczas łowiska pustoszeją. Kilka razy udało mi się je zaobserwować pływające pośród trących się leszczy. Były wyraźnie pobudzone i nie przejawiały oznak  żerowania. page_gallery_495e53361b90b_maksMoje wiosenne zestawy są znacznie odchudzone. Używam przyponów tylko z miękkich, wolno tonących plecionek i lekkich haków w rozmiarach 6 i 4. Sztywniaki zostawiam na lato i jesień. W przezroczystej pozbawionej roślinności wodzie ryby są bardziej nieufne i trudniej je podejść. Duże znaczenie ma odpowiednie maskowanie zestawów. Używam ciężarków o odcieniach zbliżonych do koloru dna. Stosuję przypony asekuracyjne z fluorocarbonu o długości kilkunastu metrów. Jest to materiał nie odbijający promieni słonecznych, a tym samym całkowicie niewidoczny dla karpi. Przydaje się jako dodatkowa asekuracja, gdyż w większości przypadków łowię w okolicach zaczepów. I jeszcze jedno – każdą wolną chwilę spędzam nad wodą. Chcę się nacieszyć wiosną, zanim się skończy. Tomasz Wasilewski

Dodaj komentarz