You're currently on:

WIOSENNE ELDORADO

5 kwietnia to data rozpoczęcia mojego sezonu wędkarskiego. Postanowiłem zainaugurować go, jadąc na pobliską wodę na trzydobową zasiadkę karpiową. W wyobrażeniach już widziałem ogromną ilość ryb na mojej macie.

Karmiony więc tą nadzieją, z dużym entuzjazmem jechałem na obrane przeze mnie miejsce w poszukiwaniu karpi.
Po przyjechaniu na łowisko ogarnęły mnie dobre myśli, gdyż wiatr był skierowany w moją stronę. Temperatura wskazywała 15 - 20 stopni i przez te kilka dni utrzymywała się w tej skali. To wszystko napawało dużym optymizmem. Moje pozytywne odczucia schłodził jednak opiekun, który poinformował mnie, że na całym łowisku brania są mizerne i do tej pory zostało złowione dosłownie kilka sztuk. Nie poddawałem się jednak.

Przyszedł czas na dźwiganie sprzętu i rozbijanie się. Po dwóch godzinach ogarnąłem swoje stanowisko. Następny etap to przygotowanie wędek i zestawów na grube karpie.

Zaznaczę, że łowiłem na trzy kije. Na pierwszy zestaw na zwykłym przyponie poszedł Pop-Up Ananasowy Sok 15 mm, tylko pokrojony w formę dumbellsa i podbity sztuczną kukurydzą. Na następnym kiju umieściłem kulkę Banan 16 mm na przyponie z fluorocarbonu na pętli D-rig, zastopowaną czerwonym sztucznym robakiem. Na ostatnią, trzecią, skrajną wędkę umieściłem zwykłą kukurydzę z puszki, zastopowaną sztuczną kukurydzą. Na każdym kiju ulokowałem PVA z Pelletem 2-4-6 mm, zalane Morwą z TB.

Na pierwszy ruch wędki czekałem do 21:30. Szybkie, energiczne branie i po kilkunastu minutach w podbieraku witałem pełnołuskiego karpia o wadze 10 kg. Szybka zmiana przynęty na nową i ponowny wyrzut. Koło godziny 8.00 rano obudził mnie potężny kilkunastosekundowy odjazd z lewej wędki na dumbelsa. Po 10 minutowej walce, podebrałem 12-kilowego karpia. Cieszyłem się z niego jak dziecko, jednak po kilku godzinach, taka ryba była już dla mnie normalką. Udało mi się dołowić bowiem jeszcze trzy karpiki powyżej 12kg.

Ostatnia nocka przebiegła spokojnie, ale za to ranek znów powitał mnie miłym akcentem. Odjazd na wędce i już po kilku minutach holu witałem się z niedużym 6kg karpiem. Miał to być jednak tylko wstęp do pięknego zakończenia tej zasiadki. W południe znów usłyszałem ten magiczny dźwięk wysuwanej z kołowrotka żyłki. Zaciąłem. Holując, już w duchu cieszyłem się z grubej ryby. „Tylko oby tego nie zepsuć”. Po kilku minutach jest i on – zwieńczenie mojej zasiadki. Karp 15,10kg. Cieszyłem się ogromnie, byłem bardzo usatysfakcjonowany tym wypadem.

W sumie złowiłem 80kg karpi. Było to fantastyczne rozpoczęcie sezonu, napawające mnie optymizmem. Była to zresztą jedna z moich lepszych zasiadek. Byłem dumny z tego, że mimo dość trudnych warunków udało mi się wypracować sporą ilość ryb. Świetne uczucie!

Życzę każdemu takiego i jeszcze lepszego wyniku!

Do zobaczenia nad wodą!