You're currently on:

TAKTYKA NA DZIKIE KARPIE

Wędkuję ponad 20 lat głównie na dzikich zbiornikach, bo nie będę ukrywał, że właśnie takie łowiska najbardziej mnie interesują. Nie jest tam łatwo o rybę, ale za to każda wyciągnięta naprawdę bardzo cieszy.

W ostatnim czasie miałem okazję na takiej wodzie pobić swoje PB. Dzikus o wadze 22,1kg zagościł na mojej macie, ale nie tak zupełnie przypadkowo. Doświadczenie dało mi już parę lekcji, z których wyciągnąłem odpowiednie wnioski. Kilkoma z nich chciałbym się z Wami podzielić.

Tak jak już wspomniałem, łowię głównie na dzikich wodach PZW lub łowiskach przejętych przez miejscową gminę. Ze względu na dość dużą konkurencję, musiałem obrać odpowiednią taktykę, która miała skierować ryby w moje zestawy. Fakt, że nie jestem w stanie zawsze zająć jednego, długo wypracowanego miejsca i często się przemieszczam, zmusił mnie do opracowania nieco innych form dobrania się do ryb. W tym artykule zdradzę kilka szczegółów.

Poznaj swoje łowisko.

Pierwszy etap łowienia zawsze zaczynam od rozpoznania wody. Sonduję dno, szukam odpowiedniej miejscówki. Świetnie, jeśli trafię na jakąś niezarośniętą „polanę” wśród zielska lub dobre miejsce za wodną roślinnością. Tam najczęściej chowają się największe osobniki. Obranie odpowiedniej miejscówki jest według mnie jednym z najważniejszych punktów przygotowawczych do udanej zasiadki. Warto także przed łowieniem nieco się rozejrzeć, poszukać ruchów wody świadczących o aktywności ryb. Taka skrupulatność i cierpliwość z pewnością doprowadzi nas do sukcesu.

Sprawdź prezentację swojej przynęty.

Innym ważnym aspektem jest odpowiednia prezentacja przynęty. Osobiście najbardziej lubię kulki zbalansowane i pływające, które delikatnie pracują w wodzie, nie strasząc przy tym ryb, a jednocześnie je zaciekawiają. W ostatnim czasie bardzo dobrze zaczęły mi się sprawdzać przynęty Diffusion o smaku Kałamarnica – Pomarańcza w rozmiarze 14mm. Taką kulkę zakładam tylko jedną na zestaw. Przed zarzucaniem jednak zawsze oceniam jej pracę w wodzie, zanurzając ją w wiadrze lub gdzieś na płyciźnie blisko brzegu. Zwracam uwagę na to, jak przynęta się zanurza i jak szybko tonie.

Donęcić można zawsze.

Jeśli chodzi o nęcenie, to raczej jestem oszczędny. Staram się nie przekarmiać ryb, sypiąc dwie łopatki mieszanki na zestaw. W moim przypadku, jest to przygotowany przeze mnie miks dwóch smaków kulek, Krab-Banan i Kałamarnica-Pomarańcza, do którego dokładam orzecha tygrysiego oraz pellet rybny.  Dodatkowo przy zestawie umieszczam jeszcze siatkę PVA z soft pelletem o smaku Orzecha Tygrysiego. Oszczędne nęcenie ma to do siebie, że karpie nie napychają się jedzeniem i mają ochotę na więcej. Jeśli jednak okazuje się, że jest to niewystarczające, po prostu jeszcze dodatkowo lekko donęcam wybraną miejscówkę.

Opisane przeze mnie wyżej trzy punkty są dla mnie zawsze złotymi zasadami, których trzymam się od wielu, wielu lat. Dzikie łowiska, na których łowię, są bardziej wymagające i potrzebują nieco więcej uwagi w działaniu. Na takiej wodzie nie jest tak prosto dobrać się do dużych osobników, dlatego niejednokrotnie należy dochodzić do perfekcji metodą prób i błędów.

Taktyka, którą przedstawiłem sprawdza mi się najczęściej. Potwierdzeniem tego, jest moje ostatnie PB z początku października. Wędkowałem wtedy na łowisku, gdzie bywałem w ostatnim czasie dwa razy w tygodniu. Jest to zbiornik naturalny, który ma niecałe 7ha. Nie podnęcałem wcześniej stanowiska, ale częstotliwość łowienia pozwoliła mi już przyzwyczaić nieco ryby do wybranego miejsca. Branie nastąpiło ok. 2h od wywózki, tuż po godzinie 10.00. Było dość znaczące, więc od razu zorientowałem się, że ryba do najmniejszych należeć nie będzie. Sam hol mogę określić jako średnio trudny. Karp z początku wypłynął na środek jeziora, po czym starał się ukryć w zaroślach i wbił się w kępę grzebienia białego. Na szczęście udało mi się go wyciągnąć z zielska, choć nie było to najłatwiejsze. Tę udaną akcję zawdzięczam strzałówce, która w tym momencie wytrzymała naprawdę wiele. Po tej sytuacji sprawa była już prosta. Karp pięknie wpłynął do podbieraka, aby za moment pojawić się na mojej macie. Wszystko trwało może gdzieś 10 minut, choć dla mnie wydawało się o wiele dłużej. Karp prezentował się niezwykle obficie. Czułem, że będzie miał ponad 20kg. Kiedy waga pokazała 22,10kg moja twarz się rozpromieniła, bo właśnie dotarło do mnie, że mam nowe PB na swoim koncie.

Złowienie takiego dzikusa naprawdę należy do wielkiej przyjemności. Być może jest to nieco trudniejsza forma karpiowania, ale niezmiernie satysfakcjonująca. Tak jak wspominałem, wędkuję w ten sposób już ponad 20 lat, bez ustanku poszukując karpi w dzikich wodach. Pierwszego, większego osobnika złowiłem w 1993 roku. Wtedy mój karp ważył 15kg i sprawił, że już na zawsze wciągnąłem się w ten sport. Ostatnie moje PB, to ryba o wadze 21,50kg z 2007 roku, również wyciągnięta z tej samej wody, co obecny rekord. Fakt ten daje mi do myślenia, że jest to woda z dużym potencjałem, więc myślę, że jeszcze nie powiedziałem co do tego łowiska, ostatniego słowa.

Pozdrawiam
Piotr Burno