You're currently on:

TAKTYKA GWARANTEM SUKCESU?

Początkiem lipca, jak co roku, udałem się wraz z moją żonką na zasłużony urlop. Nasze wakacje wyglądają podobnie od kilku lat. Mamy sprawiedliwy podział - tydzień nad wodą na rybach, a tydzień nad morzem.

Wybór padł na zbiornik, który dużo ludzi nazywa „wanną” z rybami, a mianowicie Gosławice. Zapewne wielu z Was myśli, że dalsza część moich wypocin będzie w stylu byłem i połowiłem. Po części macie racje, ponieważ udało mi się złowić 18 pięknych karpi, ale nie do końca było łatwo, tak jak się wszystkim wydaje.

Gosławice większości kojarzą się z dużymi karpiami, które działają jak magnes i mają istotny wpływ na wybór tego łowiska, także i u mnie. Chociaż woda oferuje wiele innych udogodnień, które po prostu lubimy. Wiele razy rozmawiając z kimś na temat mojej wyprawy w to miejsce słyszałem: „wanna”, „nałowisz się dwudziestek”, „trudniejszej wody nie było?”, „tam trzeba zakładać kulkę na włos?”. Staram się nie komentować tych złotych myśli, ponieważ wiem w jak dużym błędzie są ich nadawcy. Często zastanawiam się skąd biorą takie komentarze na temat wód posiadających w swoim rybostanie dużą populacje ryb 20+? Brak wiedzy na temat zbiornika? Frustracja spowodowana brakiem zadowalających efektów, czy po prostu zazdrość? Jedno jest pewne - z moich obserwacji wynika, że najwięcej niepochlebnych komentarzy jest od ludzi, którzy albo nie byli nad daną wodą albo byli i po prostu zderzyli się z betonową ścianą rzeczywistości, jednak duma nie pozwala przyznać im się do błędnie wystawionej tezy.

Wybierając wodę typu Gosławice, dokonuje świadomego wyboru, który jest elementem mojej taktyki spotkania się z karpiami 20+. Tak, tak. Jadąc nad wodę, zawsze myślami krążę wokół złapania największych okazów i nie kryję się z tym. Oczywiście każda ryba mnie cieszy, ponieważ jest efektem dobrze dobranej taktyki, ale czy na pewno dobra taktyka jest gwarantem sukcesu? Nad tym tematem chciałbym się pochylić.

Nie wiem jak wy, ale ja wybierając się na zasiadkę, dłuższą czy krótsza, zawsze staram się układać jakiś mały plan w głowie dotyczący łowienia. Uważam, że tylko w ten sposób jestem w stanie łowić świadomie, ale także mogę reagować w sytuacji niepowodzeń lub wyciągać wnioski w momencie porażki.

W mojej taktyce zawsze zaczynam od zbierania informacji na temat wody i aktualnych preferencji kulinarnych karpi na danym łowisku. Uważam to za bardzo pomocne, ponieważ te informacje dają mi podstawowy obraz zbiornika oraz gruntowny zarys tego, jak będę chciał tam łowić. Wiele razy informacje z nad wody dawały mi fajny początek w postaci kilku ryb i wtedy wiedziałem, że nie ma sensu kombinować z inna taktyką, skoro ta się sprawdza. Dużo razy jednak też taktyka, która sprawdzała się tydzień wcześniej, nie dawała spektakularnych efektów w tygodniach następnych. Stąd ważna jest wiedza, bo bez niej nasze efekty mogą być po prostu mizerne. Przykład? Każdy, kto jest bywalcem na Gosłach wie, że jednym z ulubionych zestawów karpi jest podanie przynęty na ronnie rigu. Sam miałem okazję się o tym przekonać rok oraz dwa lata wstecz, gdzie największa ilość karpi była złowiona na ten przypon. Ten rok zacząłem od sprawdzonych metod i ku mojemu zaskoczeniu, efekt był mizerny. Po jakimś czasie i próbowaniu wszystkiego, okazało się, że karpie preferują pojedynczą kulkę tonącą, gdzie na tym łowisku uważałem ten zestaw za niedający piorunujących efektów. A jednak…

O taktyce pisało już wielu mądrzejszych ode mnie. Czy aby jednak na pewno mistrzowska taktyka jest gwarantem sukcesu?

Od jakiegoś czasu moje zdanie na ten temat nie jest do końca oczywiste. Owszem, taktyka jest bardzo ważna w łowieniu i na pewno jest pomocna w fajnych rezultatach. Jednak, moim zdaniem, zajmuje ona jakiś procent ogółu dobrych wyników. Łowiska komercyjne zmieniają się z roku na rok. Pojawia się coraz więcej ryb 20+, a za nimi podąża rzesza wędkarzy. Czy wy też to widzicie, że wędkarstwo karpiowe stało się modne? Mam wrażenie, że większość moich znajomych zaczęła łowić ryby, gdzie w życiu nie powiedziałbym, że złapią wędkę i wyruszą nad wodę. Kiedyś rezerwacja dobrego łowiska z marszu w sezonie była możliwa i realna. Dzisiaj? Nie wiem jak wy, ale ja, chcąc zarezerwować interesujące mnie stanowisko na danej wodzie, muszę to robić w styczniu. Piszę o tym, ponieważ łowiska mają pełne obłożenia przez cały sezon, co za tym idzie, ryby dostają z tygodnia na tydzień mnóstwo pokarmu. Idąc dalej, stają się wybredne, ponieważ są po prostu przeżarte. Ryby są również ostrożniejsze ze względu na częstotliwość pojawiania się na matach wędkarzy. Wyobraź sobie, że przyjeżdżasz nad wodę i dowiadujesz się, że gość siedzący przed Tobą sypał grubo, mimo braku żerującej ryby, ponieważ wychodził z założenia „albo grubo, albo wcale”. I gdzie Twój plan łowienia punktowego, jak głębokość Twojej szteli zmniejszyła się o parę centymetrów, ze względu na bezcelowe wrzucenie żarcia rybom przez kolegę przed Tobą? Szczegóły mają znaczenie. Mógłbym pisać o nich bez przerwy, ale wydaję mi się, że to temat rzeka. Przejdźmy do meritum sprawy.

Mimo dobrego, trwającego sezonu, owocnego w złapanie bardzo wielu karpi uważam, że jednym z najistotniejszych czynników warunkujących nasze dobre rezultaty jest po prostu pogoda. Nie odkryłem Ameryki, wiem. O dobrze dobranych taktykach słyszymy, gdy rzeczywiście się one sprawdzą, jednak jak wiecie, człowiek nie jest skory do chwalenia się porażkami. Analizując moje zasiadki i moją taktykę stosowaną nad wodą wiem, że na pewno pogoda, czyli głównie temperatura i ciśnienie, miała najistotniejszy wpływ na rezultaty.

Jak pisałem wyżej moje podejście pod kątem każdej zasiadki jest podobne. Taktyka zazwyczaj wiele nie różni się od tej stosowanej na innej wodzie. Będąc na Gosławicach, pierwsze parę dni dało mi 2 ryby w granicach 12-13 kg. Uważam, że ogromny wpływ na brak żerującej ryby miało skaczące ciśnienie, ale też po prostu brak szczęścia. No bo jak taki karp ma coś zjeść, jeśli ciśnienie nieustannie reaguje na jego pęcherz pławny. To tak, jak z człowiekiem. Jeśli ciśnienie Ci nie sprzyja, boli Cię głowa lub jesteś senny, to nie myślisz o jedzeniu i piciu. Ciśnienie jest bardzo ważnym elementem naszego efektywnego łowienia. I wróćmy znów do naszego przygotowania i taktyki pod kątem danej zasiadki. Co z tego, że przygotujesz się odpowiednio, zbierzesz informacje na temat wody i zastosujesz odpowiednie środki, skoro ryba najzwyczajniej stoi i nie myśli o jedzeniu. Ostatnio rozmawiałem z moimi znajomymi na ten temat i dowodem, że w 100 procentach się zgadzamy, była ich 10 dniowa zasiadka na wodzie, którą odwiedzali niejednokrotnie. Ich efekty na tym łowisku były przeplatane. Ten wyjazd niestety zakończył się 2 braniami przez 10 dni – powód? Ciśnienie. Nie byli w stanie zrobić nic więcej niż liczyć na powrót szczęścia i powrót stabilnego ciśnienia. Sam osobiście przeżyłem mnóstwo takich zasiadek, gdzie raz połowiłem na maxa, a następnym razem na tej samej wodzie i stanowisku skutek był mizerny. Efektywne karpiowanie w dzisiejszych czasach dla mnie, to po prostu dobre przygotowanie się pod kątem zasiadki, ale przede wszystkim wstrzelenie się w dobry czas na żerowanie ryb i kupa szczęścia.

Istotnym elementem naszego sukcesu na koniec zasiadki jest również dobranie odpowiedniego miejsca. Obserwacja łowisk na portalach społecznościowych jest bardzo pomocna w analizie stanowisk dających dużo ryb oraz tych mniej uczęszczanych przez karpie. Wybór stanowiska to bardzo ważny czynnik naszej taktyki, który już na starcie może nam pokrzyżować plany lub też dać dobrą pozycję startową. Osobiście, przed rezerwacją stanowiska na danym łowisku, zbieram wszystkie potrzebne informacje, które później decydują o ewentualnym wyborze miejsca.

Wszystkie wyżej wymienione elementy są ważnymi składowymi udanej zasiadki i uważam, że są zależne od siebie. Dobre stanowisko przy odpowiednio dobranej taktyce da efekty, jeśli pogoda będzie odpowiednia dla żerowania karpi.

Tym razem Gosławice nie obdarzyły mnie największymi okazami tej wody. Początek zasiadki należał do nie najlepszych. Jednak analiza, kombinowanie i próba wstrzelenia się w gusta karpi oraz coraz lepsze warunki atmosferyczne, zaczęły wreszcie przynosić oczekiwane efekty. Doskonała Truskawka z serii Boosted Hookers oraz Mini Boosted Hookersy o smaku Homar Rak i Kokos Wanilia dawały najlepsze rezultaty. Skutkiem końcowym było położenie 18 karpi na macie, co uważam za bardzo dobry wynik.

Oby każda zasiadka kończyła się podobnie, czego życzę i Wam z całego serca. Życzę jeszcze, aby „karpiowa” pogoda rozpieszczała Was zawsze, gdy jesteście nad wodą.

Trzymajcie się.
Mateusz Mazur