Pierwsza porządna zasiadka na Łowisku Karpik za mną i śmiało mogę ją zaliczyć do udanych. Kilka dni przed wyjazdem zastanawiałam się, czy w ogóle na nią jechać, prognozy pogody nie były obiecujące, a temperatury w nocy mały spaść poniżej 0.

Jednak po walce z myślami postanowiłam, że nie odpuszczę ( kto nie ryzykuje ten nie pije szampana). W dniu wyjazdu czułam podekscytowanie i stres, ale już na miejscu wszystko ustąpiło, poczułam się jak ,,ryba w wodzie". Po rozbiciu obozu nastał czas na przygotowanie zestawów i zanęty. Miałam do dyspozycji trzy wędki, więc dużo możliwości. Postanowiłam, że dwie pierwsze będą typowo na karpia, a trzecia na amura.

Pierwszy zestaw: kulka o smaku Chili Robin Red oraz połówka pop up Robin Fruit

Drugi zestaw: pojedyncza kulka o smaku Japońska Kałamarnica

Trzeci zestaw: kulka o smaku Ananasa podbita pływającą kukurydzą.

Taki plan okazał się skuteczny, bo tuż po zapadnięciu zmroku jeden z moich sygnalizatorów dał o sobie znać. Serce biło mi jak oszalałe, a ręce i nogi trzęsły się. Wiedziałam, że to będzie piękny okaz, ale kiedy waga wskazała 14 kg byłam przeszczęśliwa. Po szybkiej sesji zdjęciowej karp bezpiecznie wrócił do swojego domu. Ten osobnik skusił się na zestaw nr 2.

Noc minęła bez brania i to nawet lepiej, ponieważ temperatura spadła poniżej 0 stopni. Dopiero około 5.00 nad ranem obudziła mnie moja centralka i szybko wybiegłam z namiotu. Podczas holu wszystko przebiegało zgodnie z planem i karp znalazł się w podbieraku. Waga wskazała 10.500 kg, szybkie zdjęcia i ryba trafiła z powrotem do wody. Reszta dnia przebiegła spokojnie, dopiero w nocy około 2.00 mój sygnalizator znowu dał o sobie znać. Tym razem był to ponad 11 kg AMUR. To było to, po co przyjechałam!! Tym samym ustanowiłam swoje nowe PB. Ten cudowny okaz wziął na zestaw nr 3.

Po takiej dawce adrenaliny nie mogłam długo zasnąć. Następny dzień był dokładnie taki jak poprzedni, cisza ani piknięcia. W nocy powtórka z rozrywki. O 1.00 branie, tym razem troszkę mniejszy karp około 6 kg i dwie godziny później kolejny o wadze 8 kg.

Podsumowując: może nie złowiłam największych okazów, ale wróciłam z tej zasiadki z uśmiechem na twarzy. Jestem zadowolona z siebie i z tego, że mimo słabego żerowania ryb, udało się coś wydłubać. Już wiem, że wrócę tam i będę walczyć o większe okazy.

Pozdrawiam
Martyna Wyrobek