You're currently on:

PRAWDZIWY KARPIOWY POGROM

Przyszedł czas na kolejną relację znad wody. Oczywiście, jak to u mnie bywa, nie obyło się bez przygód. Moim poligonem wędkarskim było tym razem łowisko Dobro Klasztorne.

Na tej zasiadce postanowiłem nie marnować czasu i działać szybko. Zresztą byłem do niej wyjątkowo dobrze przygotowany.

Cały towar naszykowałem sobie wcześniej w domu: PVA, pellety, kulki itd. Dzień przed wypadem wszystko dopaliłem CSL Czysty Kryl. Po dotarciu na miejsce, bez zastanowienia zacząłem się rozpakowywać i przygotowywać do wywózki.

Ten wypad zdecydowałem się oprzeć na pop-upach. Ze względu na dużą głębokość miejsca, w którym zamierzałem łowić, i dość ciemne dno, postawiłem na jaskrawe kolory. Do każdego zestawu dołożyłem PVA z pelletem Czysty Kryl w zróżnicowanych rozmiarach od 6 do 12mm. Taktyka była bardzo prosta – nęcę punktowo. Na włosie ulokowałem moją niezawodną Japońską Kałamarnice i przeszedłem „do ataku”.

Na dalszy przebieg wydarzeń nie musiałem długo czekać. Jeszcze w czasie rozbijania obozowiska, z tyłu głowy usłyszałem dźwięk sygnalizatora. To było dość niespodziewane. Oczywiście chciałem go usłyszeć, ale nie wiedziałem, że sprawy potoczą się tak szybko. Tak naprawdę branie nastąpiło 30 minut od wywózki. Oczywiście rzuciłem wszystko i dobiegłem do wędki. Skręciłem hamulec. Szybki i pewny chwyt. Zacięcie. I się zaczęło. Hole na tym zbiorniku są naprawdę wyjątkowe ze względu na duże głębokości, więc złowienie większego osobnika z tych wód wcale nie jest takie proste. Hol tego karpia dał mi dość mocno popalić, zwłaszcza na początku. Tak naprawdę w pierwszych chwilach tylko patrzyłem, jak ryba wybiera żyłkę. Nie chciałem holować siłowo, tym bardziej, że doskonale wiedziałem, że dno łowiska jest czyste i karp na pewno nie wpłynie w żaden zaczep. Czekałem zatem jak ryba najzwyczajniej w świecie się zmęczy. Po jakiś 10 minutach karp wyłonił się z wody, uświadamiając mnie, że nie jest najmniejszy, na moje oko gdzieś 15kg. Jakież było moje zdziwienie, kiedy po szczęśliwym holu okazało się, że ma 18kg. Lepszego początku zasiadki nie mogłem sobie wymarzyć.

Nakręcony tym braniem, wyobrażałem sobie dalsze losy tej wyprawy. Wiedziałem, po prostu czułem, że na jednej rybie się nie skończy. Zrobiłem szybką sesję z rybą, która chwile po tym wróciła do wody i od razu przeszedłem do wywózki. Możecie wierzyć lub nie, ale następna ryba tylko czekała na mój zestaw. Ledwo zdążyłem odwrócić wzrok, a moja wędka już dawała znać, że czeka mnie kolejna walka. Sytuacja się powtórzyła. Karp z początku pokazał pazurki i odjechał w siną dal, wyciągając kilka dobrych metrów żyłki z kołowrotka. Pomyślałem sobie – „już to znam, wiem co robisz!”. Czekałem zatem kilka chwil, zanim zacząłem pełen emocji hol. Znów nie było łatwo. Trochę czasu minęło zanim wyciągnąłem go na brzeg. Jednak się udało. Waga tym razem pokazała 19kg, czyli szła w górę. O jak dobrze!

Takich pierwszych godzin zasiadki nie miałem nigdy i byłem z tego powodu już w tamtej chwili mega zadowolony. Ale jak się okazało, był to dopiero początek. Rybka wróciła do wody, a ja znów zabrałem się za wywożenie zestawu. W myślach miałem tylko: „albo fart albo mój szczęśliwy dzień albo Japońska Kałamarnica to najlepsza przynęta jaką w życiu poznałem”. Czekałem chwilkę i znów zaczęło się dziać! Trzecia ryba połasiła się na mój zestaw.

Jakie to były emocje! Miałem wrażenie, że z niczym się nie wyrabiam. To była dla mnie totalna masakra. Ręce cały czas pełne roboty. Do dziś w to nie mogę uwierzyć.

Szybko zatem wskoczyłem w wodery i zacząłem hol. Pierwszy kontakt z rybą i już wiedziałem, że to będzie coś większego. Oj dała mi ta ryba popalić. Dźwięk wybierającej żyłki z kołowrotka się nie kończył. Ale nie dałem się. Po kilku chwilach i ten osobnik wylądował na mojej macie. Popatrzyłem na niego i już wiedziałem, że mam to, po co tu przyjechałem. Pomyślałem, że może to będzie nawet moje nowe PB. Ale jednak nie… Mimo to waga pokazała ponad 20kg, a właśnie o to mi chodziło. Karp miał dokładnie 21,200kg. To było naprawdę coś!

Spojrzałem na zegarek. Byłem nad wodą dopiero 1,5h i miałem na koncie już trzy wielkie ryby. W sumie mogłem jechać do domu, ale oczywiście zostałem. Tego dnia już nic się nie wydarzyło, więc miałem czas żeby ochłonąć i pozbierać myśli. Miałem też w końcu chwilę żeby ogarnąć moje obozowisko. Noc także była spokojna, więc mogłem dobrze ukoić emocje.

Ostatniego karpia złapałem w noc poprzedzającą mój wyjazd. Ok. godziny 2.00 obudził mnie magiczny dźwięk centralki. Szybko się ubrałem i pobiegłem do wędki. Hol był dość spokojny i karp szybciutko wylądował w podbieraku. Ostatni okaz tej zasiadki był nieco mniejszy i ważył 16kg. Ucieszył mnie jednak równie mocno, jako zwieńczenie tego owocnego wyjazdu

Jeszcze nigdy nie przeżyłem takich emocji w pierwszych paru minutach wyprawy. Byłem niezwykle zaskoczony całą tą sytuacją, jednak nie pozwoliłem sobie na upust. Udało mi się wszystkie ryby doholować do celu i cieszyć się ich widokiem na macie. To było coś niesamowitego! Zasiadka, którą zapamiętam do końca życia.

Pozdrawiam serdecznie
Marcin