You're currently on:

O robieniu kulek słów kilka

Wiecie z pewnością, że aby powstało coś naprawdę genialnego trzeba w to włożyć wiele pracy, zaangażowania, a przede wszystkim serca. To jest trochę jak z restauracjami, które działają na całym świecie, ale nie wszystkie są dobre i nie do wszystkich chcemy wracać. Dlaczego o tym piszę i używam takich porównań? Powód jest prosty nasz klient jest bardzo wymagający. To w końcu Pan Karp!

Najprostsza kulka proteinowa to trochę mąki, jajka i woda. Nam jednak nie o takie kule chodzi. My szukamy rozwiązań wyjątkowych, na wyjątkowe ryby. Jeśli już wiemy z grubsza, czego szukamy lub też co chcemy zrobić, musimy również zadać sobie wiele innych pytań, w tym min.: na jaką porę roku mają być te kulki, cóż to za zbiornik, czy mają to być kulki zanętowe czy przynętowe. To wszystko ma bardzo duże znaczenie. Osobiście wyznaję zasadę, że kulki zanętowe powinny być nieco bardziej treściwe, niż te przynętowe. Zwabmy karpia czymś naprawdę konkretnym, a powrót ryb w nęcony obszar mamy niemal zapewniony!

Opowiem, jak zrobić naprawdę dobre kulki. Obok typowych produktów karpiowych użyję dodatków ogólnie dostępnych w przemyśle spożywczym. Co bardzo istotne, robiąc przynętę samemu możemy ciągle ją udoskonalać, zmieniać, dopasowywać do środowiska, apetytów ryb. Oczywiście w tym działaniu trzeba mieć jakiś plan i ściśle się go trzymać. Warto robić przy tym notatki - wierzcie mi, to bardzo ważne. Dużo zostaje w głowie, ale też cała masa znika z niej bezpowrotnie.

Moim zdaniem kluczowym składnikiem dobrej kulki proteinowej jest miks. Stanowi on bazę, do której dodajemy inne dodatki, mające go jeszcze bardziej uatrakcyjnić. W ubiegłym sezonie najczęściej używałem miksów z serii Top Edition Tandem Baits. Było to między innymi: Monster Mussel, Banan Spicei Fermented Shrimp. Uważam, że są rewelacyjne - bardzo dobrze zbilansowane energetycznie, składają się z właściwych składników, mają odpowiednią ziarnistość oraz fantastycznie się rolują.

Do naszych kulek użyjemy miksu Monster Mussel/około 500 g/. Drugim podstawowym składnikiem będą oczywiście jajka. Tu mała uwaga - jaja na pewno nigdy nie są tej samej wielkości, pamiętajmy więc, że nie ich ilość jest ważna, a objętość, którą zajmują po wbiciu do pojemnika /takie właśnie dane warto notować!/.

W pierwszej kolejności jajka wbijam do plastikowego pojemnika z podziałką w ml /5 jaj - 200-250 ml/, następnie dodaję aromat np. sfermentowaną krewetkę /10 ml/. Generalnie, w temacie zapachów - wszystko w dużym stopniu zależy od pory roku i przyzwyczajeń karpi. Wykorzystajmy po prostu swoje doświadczenia i wcześniejsze obserwacje. Przyjęło się np., że na typowego śmierdziela łowi się wiosną i jesienią. Według sugestii producenta dodajemy 5 ml aromatu na 5 jaj. Jestem zdania, że czasami warto poeksperymentować, osobiście niekiedy dodaję nawet 15 ml na 5 jaj. Nie zauważyłem, aby miało to negatywny wpływ na brania - przynęta ma przecież ciągły kontakt z wodą i aromaty są ciągle wypłukiwane. Część aromatu ulatnia się również przy gotowaniu, dlatego moje kulki gotuję na parze.

Na tym etapie do jajek dodajemy inne składniki: słodziki, wzmacniacze smaku i aromatu, barwniki, itp. Osobiście nie barwię kulek, gdyż uważam, że już sam miks zapewnia zróżnicowanie kolorystyczne przynęty. Niektórzy uważają wręcz, że sztuczne barwniki mogą odpowiadać za gorycz kulek. Jeśli więc zdecyduję się, aby przynętę jednak zabarwić - używam środków naturalnych /np. kurkuma, sok z czerwonych buraczków/. Kiedy mamy już komplet składników przystępujemy do mieszania. Możemy użyć do tego celu np. słoika typu twist - robimy swego rodzaju karpiowy kogel - mogel.

Tak przygotowanym roztworem zalewamy miks, który uprzednio wsypaliśmy do miski. W pierwszej kolejności do mieszania używam łyżki, dopiero później ciasto ugniatam rękoma. Robię to tak długo, aż uzyskam jednolitą masę. Dodaję jeszcze olej /np. konopny/ i znowu ugniatam. Należy pamiętać, iż przed rolowaniem kulek ciasto trzeba zawinąć w foliowy worek na około 15 min, aby składniki dobrze wchłonęły się w miks - ciasto wówczas dojrzewa.

W między czasie przygotowuję garnek z wodą i roler. Roler warto przymocować na sztywno /np. przykręcając go do stołu/, by nie było później problemu z rolowaniem. Ewentualnie można również z przodu zablokować go np. deską do krojenia, albo też na blacie położyć mokry ręcznik. Powinno to zapobiegać przesuwaniu się tablicy.

Po odczekaniu około 15 minut ciasto wkładamy do pistoletu i wyciskamy wałeczki o zaplanowanej średnicy. Następnie kładziemy drugą część rolera i ruchami posuwisto-zwrotnymi formujemy kule. Musimy jednak pamiętać o jednej, niezwykle istotnej kwestii: średnica otworu, przez które wydostaje się ciasto musi być mniejsza o co najmniej jeden mm od średnicy kulek.

Świeżo ukręcone kule wkładamy do miski i posypujemy je odrobiną miksu, aby się nie posklejały. W czasie następnego rolowania uruchamiamy palnik pod garnkiem i podgrzewamy wodę. Do wody warto wsypać odrobinę soli /jedna mała łyżeczka na 2 litry/. Wspomniałem wcześniej, że kulki gotuję na parze /ta metoda powoduje, że aromat znajdujący się w naszej przynęcie tak szybko się nie uwalnia i kulka nie traci intensywnego zapachu/ - na garnek nakładam więc ściereczkę i związuję ją sznurkiem, następnie na ściereczce umieszczam kulki. Całość przykrywam pokrywką lub po prostu drugim garnkiem o identycznej średnicy. Czekam od jednej do dwóch minut. To, ile dokładnie - zależy od średnicy przynęty - wiadomo: mniejsza średnica kul nie potrzebuje tyle czasu gotowania, co ta większa.

Gotowe kulki wykładam na ręcznik i czekam, by odparowały. Następnie przekładam je do siatki i wieszam w miejscu o dobrej cyrkulacji powietrza. Ważne - kulki nie mogą być narażone na działanie promieni słonecznych, gdyż mogą wówczas popękać.

Nasze przynęty możemy jeszcze dopalić - zarówno zewnętrznie jak i wewnętrznie. W pierwszym przypadku kulki wkładamy do woreczka, do którego wlewamy aromat /około 2 ml na pół kilograma/. Całość energicznie wstrząsamy, tak, by nasze przynęty dokładnie pokryły się aromatem. Nie bójmy się przy tym eksperymentować - do kulek o zapachu truskawki możemy śmiało dodać aromat np. kałamarnicy. Połączenie tych dwóch, zupełnie różnych zapachów, wielokrotnie doprowadziło wiele pięknych karpi na moją matę.  Pamiętajmy więc - nasza karpiowa truskawka czy pomarańcza wcale musi być potraktowana zewnętrznie tym samym.

Jeśli mowa o dopalaniu wewnętrznym, posłużę się pewnym przykładem. Z pewnością niejednokrotnie zajadaliście się cukierkami z nadzieniem i idę o zakład, że zawsze z niecierpliwością czekaliście na chwilę, w której wasze kubki smakowe poczuły smak np. toffi, czy rumu … Co mają z tym wspólnego karpie? Otóż one również doskonale potrafią ocenić wartość nadzienia. Mam tu oczywiście na myśli zawartość wewnętrzną naszych kulek - czy są wysokobiałkowe, wystarczająco bogate w składniki mineralne, itd. Dlatego właśnie od kilku sezonów wiele uwagi poświęcam wewnętrznemu dopalaniu kulek – to dość żmudna robota /igła i strzykawka!/, ale naprawdę się opłaca. Spośród wielu zapachów oferowanych przez Tandem Baitsszczególnie dobrze sprawdziły mi się flawory z serii Top Edition. Lubię dodawać do kulek min. rozpuszczalne rybne proteiny, sfermentowany proszek z krewetek, ekstrakt w proszku z zielonego małża, ekstrakt z wątroby oraz mączkę z orzechów arachidowych. Wiele zawdzięczam też Total Red Blend Tandem Baits- mieszance zawierającej kruszone nasiona roślin oleistych, prażone maczki orzechowe, sproszkowane jaja. Od paru sezonów uzupełniam skład moich kulek o wiele różnych naturalnych składników. Używam min. kminku, zmielonego goździka, wiórków kokosowych, majeranku, cynamonu.

Opisałem wyżej jak zrobić dobre kulki tonące, czas teraz na parę słów o kulkach pływających. W ofercie Tandem Baitsznajdują się trzy specjalne mieszanki, dedykowane właśnie przynętom pływającym. Są to: Classic Pop Up Mix, Squid Forse Pop Up Mix i Hi Visual Pop Up Mix. Osobiście do gustu przypadł mi ten ostatni produkt – jaskrawy kolor kulek, który otrzymamy z tego miksu niejednokrotnie okazał się strzałem w dziesiątkę na zbiornikach o wodach z ograniczoną przejrzystością.

Zrobienie ciasta do pop up jest bajecznie proste. Do miski wbijamy jedno jajko, dodajemy atraktor /2ml/, dobrze mieszamy, stopniowo dosypując miks. Później pozostaje już tylko ugniatanie, wyciskarka, roler i gotowanie na parze – czyli dokładnie to samo, co niezbędne do wykonania kulek tonących.

Gorąco zachęcam do uruchomienia domowej produkcji kul. Zaręczam, że satysfakcja z karpia, który połakomił się na przynętę własnej produkcji jest naprawdę wielka. Powodzenia!

 

Bogdan Gackowski

 

Dodaj komentarz