You're currently on:

Marcowe Rainbow

page_gallery_4dff119615dd2_maksZ końcem lutego 2011 r., wraz z moim kumplem Grześkiem, ponownie zjawiam się nad jeziorem Rainbow we Francji. W dniu wyjazdu, w Polsce mieliśmy minus 7 stopni, na miejscu przywitała nas piękna, słoneczna pogoda z temperaturą plus 14 stopni – miła odmiana po długiej i mroźnej zimie w naszym kraju. Kolejną przyjemną informacją była wiadomość, że przed naszym przyjazdem przez cały tydzień jezioro było zamknięte dla wędkujących, a taka sytuacja ma miejsce tylko raz w roku, więc chociaż przez tydzień ryby nie były poddawane presji wędkarskiej. W dodatku jesteśmy na miejscu w piątek, czyli mamy dodatkowy dzień łowienia.

Stanowisko, na którym przyszło nam łowić to 12, na której miałem już okazję dwukrotnie wędkować, więc sprawa wyboru miejsc do położenia zestawów była znacznie uproszczona. Skupiłem się na miejscach gdzie w 2008 r. miałem najlepsze rezultaty, a więc w rowach o głębokości 3-4 metrów z lekko mulistym dnem. Jedną wędkę kontrolnie umieściłem na głębokości 1,5 m, podobnie uczynił Grzesiek. Na kołowrotkach mam nawiniętą nową plecionkę Dynacord o wytrzymałości 50 lb, przyponówka to także nowość - Hybraid 50 lb, więc sprzęt odpowiedni na tak trudną technicznie wodę z masą zatopionych drzew i podwodnych torfowych górek, gdzie o zakleszczenie linki nie trudno. Zanęta to kulki Top Edition 14 mm o smaku Łosoś & Kawior i Fermentowana Krewetka, pellety Ultra Fish, Bio Stim i Hook Pellet oraz mieszanka ziaren Party Mix. Całość zalałem nowym Impact Natural Attract Booster o smaku Wątroby (Liqud Food Liver) i page_gallery_4e008ab851f11_maksposypałem zanętą sypką Stick&Method Mix smaku Czarnego Halibuta. Rainbow to woda o niesamowitej presji, karpie widziały tam już niemal wszystko z karpiowej kuchni i aby je przechytrzyć trzeba się naprawdę trochę nagłówkować i przede wszystkim używać produktów o najwyższej jakości, aby później nie było rozczarowań.

Ponieważ podczas wcześniejszych zasiadek nad tym łowiskiem podobna taktyka i zastawienia smakowe znakomicie mi się sprawdzały, także teraz w ciemno postanowiłem wykorzystać zdobyte doświadczenia. Jako przynęt haczykowych użyłem także niewielkich kulek 14 mm Top Edition o smakach rybnych (Monstrualna Muszla, Mocarna Kałamarnica, Łosoś & Kawior), przełamanych na niektórych wędkach smakami owocowymi (Słodki Ananas), neutralnie wyważonych – zarówno bałwanków, grzybków jak i pojedynczych kulek. Tak przygotowani wywieźliśmy wieczorem nasze zestawy i z pełną dawką optymizmu poszliśmy spać. Niestety, nasz optymizm stopniowo zaczął opadać – po dosyć mocnym spadku temperatury z 14 stopni na 5-6 stopni i upływie prawie 4 dni na naszej macie zameldował się tylko jeden linek, na dodatek nie było widać żadnych śladów aktywności ryb, a i na innych stanowiskach nie było lepiej. Trafiały się wprawdzie pojedyncze ryby, ale niewielkich rozmiarów.

Dopiero w środę, po 5 dniach, doczekałem się prawdziwego karpiowego brania i to akurat w momencie, gdy mój kompan pojechał się wykąpać. Po braniu i delikatnym zacięciu od razu całkowicie zluzowałem plecionkę i popłynąłem w miejsce położenia zastawu. Niestety, około 50 metrów przed bojką plecionka zaczepiła o podwodny torfowy garb i nie sposób było ją stamtąd odczepić. Po kilku minutach nieudanych prób postanowiłem owiązać plecionkę wokół wiosła i wyrwać ją na przysłowiowego „chama”. Po takim manewrze plecionka wyskoczyła z zaczepu z page_gallery_4e008a9551b96_makspokaźnym kawałkiem zbitego torfu i mogłem już dalej bez przeszkód kontynuować hol aż do szczęśliwego momentu podebrania ryby. Na mojej macie wylądowała piękna, brzuchata, pełnołuska samica o wadze 23kg. Chwilę później nadjechał Grzesiek, zrobiliśmy kilka fotek i ryba bezpiecznie wróciła do wody. Jak się później okazało było to jedyne nasze branie karpiowe przez 8 dni pobytu, na innych stanowiskach także nie było szału, padła jedna ryba o wadze 21 kg, wyjątkiem było stanowisko na wyspie, gdzie ewidentnie zgrupowała się ryba i chłopaki zrobili niezły wynik z kilkoma rybami ponad 20 kg i jedną 30-stką. Na pocieszenie udało nam się zarezerwować stanowiska na przyszły rok, tak więc na pewno jeszcze kilka ładnych karpi wyląduje na naszych matach karpiowych.

Tomasz Nuckowski

 

Dodaj komentarz