You're currently on:

Marcin Janusz – Catch Report

W miniony weekend wybrałem się na krótką, spontaniczną zasiadkę na pobliską wodę. A że czasu miałem niewiele, już podczas pakowania obmyślałem pierwsze taktyki łowienia karpi i szerzyłem nadzieje o udanej wędkarskiej wyprawie. Nie wszystko jednak miało pójść po mojej myśli.

Po dojechaniu na zbiornik, zrobiłem mały rekonesans, bacznie obserwując wodę i wypatrując najmniejszych ruchów karpi. Ze smutkiem uznałem, że ryba zbytnio nie żeruje. Nie tracąc jednak wigoru, postanowiłem wziąć się do roboty i wypracować brania, aby nie splamić honoru i nie wrócić do domu na pusto. Wybrałem zatem najlepszą miejscówkę na panujące warunki, rozbiłem stanowisko i zacząłem wędkować.

Wybrane miejsce zanęciłem pelletem Kryl oraz zasypałem kulkami Japońska Kałamarnica. Bardzo dobrze znam te produkty i miałem nadzieję, że dzięki nim z tej wędkarskiej flauty uda mi się coś wydusić. Niestety, po pierwszej dobie nie usłyszałem nawet jednego pika, nie wspominając o karpiach. Cóż jednak, bywa i tak. Wiedziałem, że mam w zanadrzu jeszcze jeden dzień, a że nadzieja umiera ostatnia, liczyłem, że przyniesie on poprawę sytuacji.

Drugiego dnia postanowiłem nieco zmienić taktykę mojej karpiowej zasiadki. Zdecydowałem się na przewiezienie zestawów na głębszą część zbiornika. Pomysł ten okazał się strzałem w dziesiątkę. Oczywiście piękny dźwięk sygnalizatorów nastąpił w najmniej oczekiwanym momencie, czyli w przerwie na obiad. :) Ale to mi w niczym nie przeszkadzało. W końcu miałem to, po co przyjechałem. Na macie wylądował piękny karp, który pobrał na przypon Ronnie Riga, gdzie ulokowałem kulkę Pop Up Kałamarnica z Pomarańczą.

Choć z początku spisałem tę zasiadkę na przegraną, okazała się ona całkiem szczęśliwa. Warto było czekać i nie tracić nadziei dla emocji związanych z holem tak pięknego karpia. Było to dla mnie wspaniałe zwieńczenie tej spontanicznej i trudnej zasiadki. Upór, dobre produkty i odpowiednie odnalezienie się w sytuacji były w tym przypadku kluczem do sukcesu.

Pozdrawiam i do zobaczenia nad wodą.
Marcin Janusz