You're currently on:

JEŚLI SUMY TO NA WIŚLE

W tym roku sezon sumowy był bardzo specyficzny. Na początku, czyli przez cały czerwiec plus połowa lipca, mieliśmy obfite opady deszczu w całej Polsce, co przyczyniło się do wysokiego stanu wszystkich rzek (jeśli chodzi o Wisłę to było to jakieś 2 metry w pionie w porównaniu do poprzedniego roku).

Sumowy harmonogram został poniekąd przesunięty. Opóźnione tarło plus bardzo słabe żerowanie nie napawało optymizmem. Trzeba było jednak walczyć z przeciwnościami i mimo wszystko starać się o ryby.

Na początku sierpnia wraz z kolegą i jego synem wybraliśmy się na dwudniową zasiadkę. Zacumowawszy na bezludnej wyspie, którą nazwaliśmy Junglą, zaczęliśmy przygotowywać się do wywózki.

Jeśli chodzi o sumiarstwo i sprzęt do tej techniki wędkarstwa, to osobiście nigdy nie ryzykuję. Zawsze wykorzystuję najmocniejsze akcesoria. Uważam, że w każdym momencie trzeba być przygotowanym na rybę życia. Mam na przykład bardzo duże zaufanie do plecionki Monster Cat, której używam już od dawna i jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Jej dodatkowym atutem jest sztywność, która powoduje, że żywiec nie plącze zestawów. Warto także zaopatrzyć się w odpowiednie spławiki. Na wyprawach sumowych używam dość małych i bardzo wypornych. Właśnie takie spławiki najlepiej informują o braniu. Jeśli chodzi o sumy to najlepszą porą ich połowu metodą stacjonarną jest końcówka dnia, cała noc plus kilka godzin po wschodzie słońca. W dzień ryby leżą w dołkach i ewentualnie można je łapać metodami aktywnymi.

Dwa zestawy zamontowaliśmy na spławiku podwodnym (zostały ustawione w dolna części Wisły na 130 i 280 metrze poniżej). Kolejne dwa ustawiliśmy w górze rzeki na tzw. chlapacza (odległości podobne).

Pierwsze atomowe branie mieliśmy następnego dnia nad ranem, gdzieś o godzinie 6.00. Ryba pobrała karpika około 500g z podwodnego spławika postawionego w najdalszym punkcie. Bez pontonu i zgranego kompana nie byłoby możliwości jej wyciągnięcia. Sum od razu po zacięciu poszedł pod główkę w kamienie. Dzięki plecionce Monster Cat w rozmiarze 1.0, której używamy jako strzałówki, zestaw cudem nie został przerwany. Szybka reakcja! Prędko załadowaliśmy się do pontonu, odpaliliśmy silnik i w mig podpłynęliśmy do ryby. Po 10 minutach dość morderczej walki, piękny wiślany sum 179 cm był nasz. Każdy był ogromnie szczęśliwy.

Kolejna i zarazem ostatnia rybka tego wyjazdu, pobrała zestaw po ciemku około godzimy 22.00, chwilę po zachodzie. Był to strzał na zestaw wywieziony w górę rzeki na tzw. chlapacza. Sum ten pływał przy powierzchni wody. Tym razem jednak było łatwiej z holem, ponieważ ryba szła z nurtem i tylko w ostatnim momencie troszeczkę wariowała. Miara wyciągniętego suma ostatecznie pokazała 155cm. Kolejny uśmiech zawitał na naszych twarzach. Emocje nas nie opuszczały nawet podczas pakowania. Sum oczywiście został wypuszczony, a my szczęśliwi wróciliśmy do domu.

Pięknie spędzony czas w doborowym towarzystwie i dopisujące rybki – czego chcieć więcej. Tego uczucia i emocji przy holu nie da się niczym zastąpić. Nie zawsze nad wodą liczą się wyniki, ale również towarzystwo i oczywiście ten niesamowity klimat, który na tej zasiadce był niepowtarzalny. Oby tylko częściej…:-)

Pozdrawiam