Kilka ostatnich zasiadek spędziłam na bardzo klimatycznej miejscówce. Jesienią to stanowisko staje się magiczne za sprawą przepięknych kolorów drzew i krzewów. Najlepiej wspominam dwie zasiadki, które opiszę.

Na pierwszą z nich udałam się chyba w najcieplejszym dniu tegorocznej jesieni. Temperatura grubo przekraczała 20 stopni. Tego dnia nie nastawiałam się na nic, ponieważ moim głównym celem było to, żeby nacieszyć się słońcem i piękną pogodą. W takim miejscu sposób nęcenia jest prosty, w ruch poszły siateczka PVA oraz proca.

Podczas łowienia niecałe 20m od brzegu kluczowe jest zachowanie jak największej ciszy, więc PVA z kulkami Chilli Robin Red zalane boosterem o tym samym smaku, oraz przypony przygotowałam już w domu. Wiedziałam wcześniej jakie aromaty chcę wykorzystać i w jaki sposób będę łowić. Nad wodą nie pozostało mi nic innego, jak tylko zarzucić wędki i zanęcić samymi kulkami za pomocą procy. Jeżeli chodzi o smaki, to wykorzystałam po kilka kulek Scopex oraz Ryba&Skorupiak. Na branie trzeba było troszkę poczekać.

Początkowo nie było widać żerowania karpi, jednak po trzech godzinach zaczęło się coś w końcu dziać. Efektem było branie i piękny karp. Walka była ostra i nerwowa. Liczne zaczepy nie pozwalały ani na chwilę rozkojarzenia. Kiedy ryba znalazła się w podbieraku, całe napięcie ustąpiło i zamieniło się w szczerą radość. Nie był to jesienny olbrzym, na którego czekałam, ale i tak dostarczył wielu emocji. Wtedy jeszcze nie wiedziałam co nastąpi kilka dni później…

Dokładniej mówiąc tydzień później. Znalazłam się wtedy na tym samym stanowisku, jednak tym razem otoczona przez piękną złotą polską jesień. Temperatura była znacznie niższa niż podczas ostatniej zasiadki, ale przygotowałam się i na tę niedogodność. I tym razem od samego początku było widać, że karpie są w tym miejscu.

Przygotowaniem PVA i przyponów, tak jak poprzednio, zajęłam się już w domu. Nęcenie również wykonałam w ten sam sposób. Jeżeli jakaś technika się sprawdza, to nie widzę potrzeby, aby ją zmieniać. Po godzinie od zarzucenia zestawów miałam już branie. Karp zaprezentował piękny odjazd i od razu poszedł w zatopione drzewa. Dzięki grubej strzałówce Balistic MF Snag Leadres udało się jednak uwolnić rybę z zaczepu i umieścić ją w podbieraku. Było widać na niej miejsce, w którym ocierała się o konar drzewa, mimo to wytrzymała do końca.

To był ten karp, na którego polowałam. W końcu po kilku zasiadkach właśnie w tym miejscu udało się wypracować duży okaz. Jego ubarwienie, piękny złoty kolor oraz cała sceneria jesieni było tym, co mnie zachwyciło.

Teraz nie pozostaje nic innego jak wyruszyć znowu nad wodę. Jesień jest już w pełni i mam nadzieję, że przyniesie coś dobrego. Ten zbiornik skrywa przede mną jeszcze wiele tajemnic, które mam nadzieję odkryć w przyszłości.

Pozdrawiam
Martyna Wyrobek @carp_stories+