You're currently on:

JAK ZŁOWIĆ REKORD POLSKI

Jak sam mówi, karpiowaniem, w ogóle wędkarstwem, zajmuje się od niedawna. Jednak ogromna chęć zdobywania wiedzy i determinacja szybko doprowadziły go do sukcesu.

Dziś ma na koncie wiele pięknych okazów, a w ostatnim czasie do tego grona dołożył jeszcze nieoficjalny rekord Polski – 36,4kg karpia! Mirosław Walczykiewicz - bo to właśnie o nim mowa, w naszej rozmowie opowiedział o przeżyciach związanych z holem tego olbrzyma z gosławickiej wody, o emocjach towarzyszących ważeniu i o taktyce, jaką stosuje podczas swoich zasiadek.

Wywiad przeprowadziła Magdalena Paziewicz.

Magda: Gratuluję tak wspaniałego okazu, rekordu Polski i osobistego PB.

Mirosław: Bardzo dziękuję.

MP: Kiedy patrzę na zdjęcia tego karpia oraz na wagę po prostu nie dowierzam. Hol takiego kolosa musiał być naprawdę trudny?

MW: Dla mnie był on bardziej dziwny niż trudny. Karp był bardzo spokojny, początkowo zastanawiałem się czy to w ogóle jest ryba, czy może po prostu zaczepiłem jakiś konar i ciągnę go do brzegu. W ogóle nie czułem żadnego ruchu, jedynie masę. Bardzo mnie zastanawiało, co to może być. Dodam, że byłem wtedy na zasiadce z moim kuzynem Sebastianem, który w tym czasie mnie asekurował. W pewnym momencie ryba odskoczyła w lewo. Kiedy poczułem to na wędce, już wiedziałem, że będę miał do czynienia z czymś naprawdę ciekawym. Karp szybko odbił w trzciny tuż przy naszym pomoście, jakby dokładnie wiedział, że tam ma szansę na ucieczkę. Złapałem latarkę i obaj z kuzynem na niego spojrzeliśmy. Czas w tym momencie jakby się na chwilę zatrzymał. Dotarło do mnie, że jest to naprawdę olbrzymi okaz, ale jeszcze nie spodziewałem się, że aż tak! Nie chciałem go stracić. Na moje szczęście, karp przepłynął przez trzciny bez żadnego zaczepu. Kiedy miałem go na otwartej wodzie, doszły ogromne emocje i strach, by nie popełnić żadnego błędu. W tych ostatnich minutach holu ryba nadal była spokojna, a ja pozwalałem jej nieco się zmęczyć. Nie było jakiś nagłych zrywów, ale karp odpływał raz na prawo, raz na lewo, wyciągając parę metrów żyłki, po czym ja znów go podciągałem i tak na zmianę. Aż w końcu przyszedł ten moment. Pamiętam do dziś ton wypowiadanych przeze mnie słów do Sebastiana. „Już, podbieraj” – wyrażenie pełne strachu i emocji. Jednak wiedziałem, że to już jest ten moment, że karp już się poddał i że albo teraz albo nigdy. Sebastian również był bardzo ostrożny, ale udało się! Wyciągnęliśmy go!

MP: Nie ma wątpliwości, że w takich przypadkach niezwykle ważna jest rozwaga i odpowiednia wiedza, bo przecież holował Pan tę rybę do brzegu, a to jest o wiele trudniejsze.

MW: To prawda. Ryba była holowana z pomostu, więc różne rzeczy mogły się wydarzyć. Hol ze środka pływającego jest nieco inny. Tam raczej pływa się za rybą. Tutaj oprócz odpowiedniego zachowania łowiącego, trzeba też liczyć troszkę na łut szczęścia. Kiedy ryba wpłynęła nam w zarośla, bałem się, że już jej stamtąd nie wyciągniemy. Ale właśnie szczęście nas nie opuściło i jakimś trafnym zbiegiem okoliczności, karp gładko stamtąd wyszedł.

MP: Moment podbierania musiał być zatem wyjątkowy?

MW: Oj tak. Mieliśmy w sobie tyle adrenaliny, że głowa mała. Ale musieliśmy być roztropni. Podbieraliśmy karpia miękkim podbierakiem, więc w chwili wyciągnięcia go z wody dla bezpieczeństwa podłożyliśmy worek. Kiedy go podniosłem, krzyknąłem – „Jest trzydziestka!”. Szybko zabraliśmy się do szykowania sprzętu pod ważenie. Bardzo ważna jest dla mnie kondycja złowionych ryb, więc musiało być wszystko jak należy. Pierwsze ważenie. Waga elektroniczna. Popatrzyłem na cyferki i przetarłem oczy. 37,90kg! Od razu w myślach odjąłem sobie 1,5kg za worek i krzyknąłem – 36kg! Po prostu w to nie dowierzałem. Do tej pory nie mogę się przyzwyczaić do wypowiedzenia tej wagi. Często mylę się mówiąc, że karp miał 26kg. Po prostu takie coś zdarza się stosunkowo rzadko i przyzwyczaiłem się do mówienia o rybach 20+. A tu 36,4kg! Niesamowite uczucie.

 

MP: Kiedy to słyszę sama mam ciarki, chciałabym to zobaczyć. To musiało być ogromne wydarzenie na całych Gosławicach?

MW: Było to wydarzenie bez precedensu, ponieważ tę samą rybę udało się wyłowić z tego łowiska 3 razy w odstępie paru dni. Kiedy zatem zobaczyliśmy jaką ma wagę, zabezpieczyliśmy karpia i od razu zadzwoniliśmy do opiekuna łowiska. Wszyscy się wtedy pozjeżdżali. Były zdjęcia, oficjalne ważenie (dla potwierdzenia wyniku ryba została zważona trzema wagami), filmy, gratulacje. Można było wyczuć prawdziwą wędkarską brać. Każdy postępował z niezwykłą troską o rybę, która była w centrum wydarzeń. Dla bezpieczeństwa większość zdjęć robiliśmy w wodzie, by na pewno nie stało jej się nic złego. Podniosłem ją dosłownie tylko na chwilę. Dostałem też kubeł wody na głowę za pobicie PB. Panowała fantastyczna atmosfera. Karp był w doskonałej formie. W chwili przygotowania do wypuszczenia od razu zaciągnął skrzelami powietrze i był gotowa do odpłynięcia. Opiekun upewnił się tylko, czy wszystko gra, po czym ze wzruszeniem pozwoliłem mu odpłynąć. Byłem tak poruszony, że tej nocy już nie zasnąłem. Następnego dnia z samego rana zacząłem wędkować dalej. Udało mi się jeszcze dołowić trzy ryby 20+. Z resztą przed holem tego karpia złowiliśmy również dwa ciekawe okazy. To był naprawdę udany wyjazd.

 

MP: Z pewnością wielu wędkarzy docieka taktyki i tego, na co wziął ten wielki kaban? Nie ukrywam, że sama chętnie się dowiem.

MW: Stawiam przede wszystkim na kulki własnej produkcji, ale ten karp skusił się na przynętę, którą stworzyłem wykorzystując mieszankę od Tandem Baits. Kulka była podbita smakiem ananasa. Również podczas tworzenia miksu wykorzystałem wiele dodatków od TB, takich jak np. liquidy, które naprawdę bardzo lubię.

MP: Aby tworzyć własne produkty, trzeba dojść do niemałej wprawy. Jak zatem Pan zaczynał swoją przygodę z karpiowaniem? Jak dochodził Pan do swoich sukcesów?

MW: Wędkarzem jestem stosunkowo niedługo, bo takie prawdziwe karpiowanie zacząłem jesienią 2016 roku. Ogólnie jestem osobą bardzo aktywną i wcześniej wydawało mi się, że łowienie ryb to sport zupełnie nie dla mnie. Uprawiałem windsurfing, ale kontuzja wykluczyła mnie z tej aktywności. Na rybach bywałem, ale sporadycznie, bardziej jako kompan kuzynów, którym głównie wywoziłem zestawy. Kiedy musiałem przejść na bardziej bierny tryb życia, dostałem od jednego z kuzynów sprzęt do karpiowania i się zaczęło. Trafiłem na paczkę świetnych karpiarzy, którzy mimo tego, że byłem nowy, zdradzili mi wszystkie swoje tajniki, nauczyli wielu rzeczy od podstaw. Na początku było bardzo ciężko mi wszystko pojąć, ale nie poddawałem się i z biegiem czasu bardzo się wciągnąłem. W 2017 roku koledzy namówili mnie na zawody na Gosławicach, które miały trwać trzy dni. Pogoda była paskudna, przeszła wtedy wichura. Warunki do łowienia nie były najprostsze i nie mieliśmy żadnej ryby na koncie. Ze względu na to, że ogromnie lubię obserwować wodę, pływać łódką zanętową, sondować dno, uzbroiłem się w wiedzę o dobrych miejscówkach na tym jeziorze. Po odpowiednim rozmieszczeniu zestawów, udało nam się wyłowić ryby i wygrać zawody. W tym czasie również wyciągnąłem karpia 18,2kg, który był moim PB w tamtym czasie. Niesamowite emocje, które wtedy mi towarzyszył sprawiły, że wciągnąłem się już na dobre.

MP: Od razu zaczął Pan łowić na własne produkty?

MW: Nie. Kulki zacząłem robić z moim kumplem Robertem w tamtym roku. Wtedy zauważyliśmy, że osiągamy duże lepsze wyniki na wodach PZW. Produkcji pierwszych kulek uczyliśmy się zresztą z filmu Tandem Baits właśnie o robieniu przynęt. Polecam wszystkim ten filmik, bo to naprawdę świetne wprowadzenie. Wykorzystuję też sprzęt, który ułatwia pracę. Staram się robić kulki zbalansowane na bazie mączek rybnych. Według mnie takie przynęty najlepiej można zaprezentować w wodzie, dzięki temu, że ruszają się w swoim położeniu, nęcąc ryby. Nie stawiam też na jakieś ostre zapachy. Lubię kulki neutralne, które mogę w razie czego dopalić np. liquidem. W produkcji używam także produktów gotowych jako dodatków. Bardzo lubię miksy od Tandem Baits, a także wspomniane liquidy. W tej chwili najlepiej mi się to sprawdza, ale wiem też, że karpiowanie jest bardzo nieprzewidywalne, a ja nie mam zamiaru osiadać na laurach. Być może za kilka lat dojdę do innych wniosków i zmienię swoją taktykę. Czas pokaże.

MP: Skąd Pan wie, że przynęta sprawdzi się na danym łowisku?

MW: Tak jak już mówiłem, lubię czytać wodę. Mógłbym nic innego nie robić tylko sondować dno. Kiedy zaczynam przygotowywać się do łowienia, najważniejsze jest dla mnie jak najlepsze położenie zestawów. Potem kładę tam wybrane przynęty i robię notatki. W najbardziej obławianym miejscu zmieniam przynęty i wyciągam wnioski ze statystyk, wyłaniając „złotą kulkę”. Potem na danym łowisku wędkuję tylko i wyłącznie na tę przynętę, zakładając ją na wszystkich zestawach i nic już nie kombinując. Jest to żmudna praca, ale przynosząca według mnie, najlepsze efekty.

MP: Ostatni ponad 36kg karp to ogromny sukces. Ale nie jedyny na Pańskim koncie, prawda?

MW: Owszem. Już troszkę tych rybek się nagromadziło, zarówno wyciągniętych na Gosławicach, jak i z wód PZW. Oczywiście te drugie łowiska są trudniejsze i ciężej tam opracować odpowiednią taktykę. Ale ja lubię takie wyzwania. Do tej pory moim PB był karp 28,40kg, mam też na swoim koncie kilka amurów, największego 26kg.

MP: Z pewnością hol ostatniego karpia był ogromnym przeżyciem i zostanie długo w Pańskiej pamięci?

MW: Dokładnie. Te emocje są nadal bardzo żywe i mam w sobie bardzo wiele radości związanej ze złowieniem tej ryby. Przyznam szczerze, że jednak nie był to najcięższy hol, jaki przeżyłem. Najtrudniejszą walkę w swoim życiu stoczyłem z amurem 20,5kg z wody PZW. Był to naprawdę długi hol, pełen nagłych odjazdów, zrywów. Wydawało się, że ryba już jest w zaczepie, ale udawało się go podciągnąć, a on znów odpływał. Walka była bardzo ciężka, ale i tego osobnika udało się położyć na macie.

MP: Gratuluję zatem jeszcze raz sukcesów, charyzmy i chęci osiągania celów. Chciałby Pan coś przekazać młodym wędkarzom, którzy być może właśnie teraz zaczynają swoją przygodę z karpiowaniem?

MW: Na pewno to, że nie mogą się poddawać, bo wędkarstwo jest nieprzewidywalne. Warto też uczyć się i wyciągać wnioski z własnych błędów. Dużym wsparciem jest też odpowiednie grono przyjaciół, którzy udzielą porad, którym można zaufać, którzy kochają ten sport tak samo jak my. Cieszę się, że ja takich ludzi poznałem, bo wprowadzili mnie w tajniki, dzięki którym szybko mogłem rozwinąć skrzydła.

MP: Dziękuję za rozmowę. Życzę dalszych sukcesów i bicia własnych rekordów.

MW: Dziękuję również. Pozdrawiam wszystkich.