You're currently on:

KARPIE Z DZIKICH WÓD - RAFAŁA PREJSA

Początki na wodach nam wcześniej nieznanych to zawsze tajemnica, założę się, że większość z Was tak jak ja miewa bardzo dużo wątpliwości w trakcie poszukiwania nowej, ciekawej wody.

Zazwyczaj pojawia się strach przed porażką oraz obiekcje, które niekiedy zupełnie nas zniechęcają do ryzyka.

W naszej głowie rodzą się pytania o sens zasiadki w tym miejscu. Czy są tu ryby? Czy dziadki leśne już wszystko zgrillowali, a Tobie zostawili tylko złudzenia o pięknych, walecznych, dzikich rybach...?
To wszystko znam z własnej autopsji i sam nieraz walczyłem z biegającymi w różnych kierunkach, kłębiącymi się niczym tumany dymu - czarnymi myślami.
Jeśli tylko pojawi się zwątpienie w pierwszej fazie planowania eskapady na obcy Ci teren, najprędzej ulegniesz złudzeniu, że to może jednak nie mieć sensu.
Zatem, pierwszą cechą, jaką musisz w sobie wykształcić, to cierpliwość oraz pozytywne myślenie - wszak raczej niemożliwe, aby wszystkie ryby padły łupem żarłocznych tubylców.

Wybieraj mądrze

Bardzo często z własnej wygody wybieramy miejsca łatwo dostępne, z możliwością podjechania pod samo stanowisko, a także takie, gdzie w łowienia nie będą nam przeszkadzać zwalone drzewa czy bujnie porośnięta moczarka kanadyjska na dnie i lustrze wody, a jedyną zagwozdką w wyholowaniu ryby - będzie sama ryba.

Nie twierdzę, że w takich miejscach nic nie złowicie. Jednak sama specyfika takiego stanowiska przekonuje wielu ludzi do łowienia właśnie tutaj, i to dokładnie z tych samych, wymienionych wyżej powódek. Moim zdaniem prawdopodobieństwo uchowania się dużych, pięknych ryb na tak łatwo dostępnej wodzie, jest po prostu mało realne, a samo siedzenie w dużym tłoku „miejscowych” - wątpliwie przyjemne.

To co dla ciebie jest przeszkodą, dla ryb często jest kryjówką.
Powalone drzewa, nawisy gałęzi dające dużo cienia w ciepłe miesiące, zatopione pod wodą obiekty, takie jak wraki aut czy duże obrośnięte muszlami kamienie to miejsca, gdzie najszybciej doczekasz się brania. Ryby po prostu lubią spędzać sporą część swojego życia właśnie w tego typu miejscówkach.

Raz, że czują się bezpiecznie z czysto naturalnych powodów, a dwa, że walcząc o swoje życie, udało im się zdobyć przewagę nad niejednym wędkarzem, wykorzystując właśnie te naturalne przeszkody.

Dlatego zawsze, zanim zaplanujesz datę przyjazdu nad wodę, postaraj się przynajmniej kilka razy o różnych porach wpaść na chwilę na upatrzone łowisko i poświęcić więcej czasu niż zwykle na zwyczajną obserwację.
Wytypuj dobre Twoim zdaniem miejsca i po prostu przypatrz się nim.

Po obserwacji czas na badanie dna.
W ostatnim czasie zwracam mniejszą uwagę na wybór zanęty i przynęty, którą mam zamiar podawać przyszłym przeciwnikom, a bardziej skupiam się na wyborze miejsca na którym przyjdzie mi się zmierzyć z dzikusami.

Najlepsza kosmiczna kulka mająca początki u samego Boga, w niczym nie pomoże, jeśli będzie podana w niewłaściwy sposób.
Oto przykład.
Zdecydowanie ciężej rybie będzie zlokalizować naszą przynętę, jeśli przez nieodpowiednie dobranie zestawu spowodujemy np. wciągnięcie w muł wszystkich elementów końcowych. Nie mówię tu o tym, że nie łowi się w głębokim mule - łowi się i to te największe okazy, ale tylko świadomie wiedząc z czym się ma do czynienia.

Dno rozszyfrowane, teraz dobór zestawu właściwie używam tylko trzech rodzajów przyponów.

Podstawowy - na miękkiej i megawytrzymałej plecionce długości między 35 a 45cm, oparty o mocny i odporny na rozgięcia haczyk w rozmiarze 4 – 6 wzbogacony pozycjonerem.

Ze względu na to, że ten rodzaj przyponu używam głównie na mulistym dnie lub na grubych pokładach zgniłych, śmierdzących siarką liści, wzbogacam mój zestaw końcowy o kawałek uciętej silikonowej rurki nałożonej na haczyk. Ma to na celu wypozycjonowanie mojego ulubionego typu przynęty, czyli krytycznie zbalansowanej pojedynczej kulki.

Biorąc pod uwagę fakt, że moje ulubione zapachy (orzech tygrysi oraz sardynka pacyficzna) z szerokiej gamy naszych produktów, nie doczekały się jeszcze wersji wafters lub critical balanced, muszę sobie radzić sam przy pomocy zwykłego kawałka korka oraz małego wiertełka.

Polecam ten sposób. Przy użyciu dwóch prostych przedmiotów możecie nadać swojej przynęcie dodatkowej atrakcyjności w postaci naturalnych ruchów, które potrafią skusić naprawdę fajną i dziką sztukę.

Drugi typ przyponu, który używam na dzień dzisiejszy praktycznie zawsze, to ronnie rig. Nie będę się tu rozpisywał o zaletach tego rodzaju prezentacji przynęty przy połowach na pojedynczą, selektywną, tonącą lub pływającą przynętę.

Ten typ prezentacji robi po prostu odpowiednią robotę pod wodą i tyle. Mój ulubiony rodzaj przyponu, to wiązany na grubym mono materiale o przekroju 0,47, sprawdzający się na twardym, żwirowym i gliniastym dnie, oraz wiązany na miękkim, nieco bardziej finezyjnym materiale, idealny na muliste i liściaste połacie łowiska.

Trzeci rodzaj przyponu - to oczywiście nieśmiertelna pętla D pod postacią D-Rig, przeznaczony głównie na łowienie słabo i ostrożnie żerujących ryb.

Zbudowany również na sztywnym i mocnym materiale pod postacią naszego niezawodnego i mogącego wytrzymać naprawdę wagę superciężką -  Snag Leadera o przekroju 0,6mm.

I tylko tyle! Lub aż tyle? Mi osobiście nic więcej nie potrzeba do częstego spotykania się z rybą w mojej bardzo fajnej i mobilnej macie.

Solidna dawka żarcia
Na zbiorniku, gdzie przyjdzie nam konkurować z dużą ilością naturalnego pożywienia, musimy w jakiś sposób spowodować, aby ryby wybrały coś z naszego stołu. Od dłuższego czasu stałem się na nowo fanem mieszanek różnego rodzaju pelletów. Przy odpowiednim doborze, dają one możliwości stymulowania żerowania przez wiele godzin, nie powodując przenęcenia naszego łowiska.

Dobrym pomysłem jest mieszanie twardych pelletów o różnej gramaturze od 2 do 16mm, co da nam możliwość dłuższej pracy zanęty w wodzie.
Pellet świetnie komponuje się z naszą pulpą kukurydzianą, która dzięki swej konsystencji idealnie przylega do kawałków pelletu i nadaje dodatkowej atrakcyjności zanęconej miejscówce. Płynna kukurydza jest też odpowiednio aromatyzowana, co jest świetną bronią wówczas, gdy musimy się zmierzyć z silnie gnijącym dnem lub pokładami obumarłych szczątek organicznych, których zapach przebija się przez wszystko.

Do mieszanki pelletu dodaję również w niewielkich ilościach pellet typu Diffusion, który bardzo szybko pracuje i rozpuszczając się, uwalnia ogromne ilości sygnału do żerowania dla podwodnych głodomorów.
Żeby nasze miśki mogły też coś treściwego wrzucić na ząb, w tym sezonie zamiast dużych ilości kulek, podaję im naładowane na maxa olejami, bardzo stabilne i szybko strawne pellety z serii Oil. Są one po prostu perfekcyjne. Przy dłuższej pracy w wodzie (3-4 godziny), kiedy nabiorą wody, stają się miękkimi, ale zachowującymi ciało stałe gąbkami, napakowanymi wszystkim, co kochają grube miśki.
Dostałem je na próbę w zeszłym roku na wyjazd nad Ebro i do tej pory nie wyobrażam sobie ich braku podczas polowania na grubaski.


Tu muszę dodać, że amury wręcz hipnotycznie odwiedzają miejsca zasypane słodkimi odmianami tego pelletu, więc jeśli nie jesteście amatorami tego gatunku ryb, to lepiej nie próbujcie nęcić nim swojego stanowiska!
Osobiście uwielbiam polować na azjatów, w szczególności w czerwcu i na początku lipca, gdzie na dużej ilości zbiorników mamy do czynienia z tarłem karpia, a co za tym idzie, z jego małą aktywnością.

Podczas wcześniejszego przygotowania łowiska zawsze podaję kulki, po to, aby moi przyszli przeciwnicy wiedzieli, że zawsze coś w tym miejscu znajdą. W dniu łowienia natomiast, odpalam pellet. W tym roku udało mi się w taki sposób przechytrzyć kilka ryb, w tym rekord personalny, co pokazuje, że to podejście, przynajmniej u mnie, ma pokrycie w rezultatach.

To chyba już wszystko, co mógłbym przekazać. Tak jak pisałem na początku, najważniejsza moim zdaniem jest Wasza głowa i nastawienie. Jak wyobrazicie sobie pięknego walecznego karpia i w niego uwierzycie, to najprędzej właśnie zrobiliście pierwszy krok do realizacji tej wizualizacji.

Jeśli w Waszej głowie pojawi się na początku zwątpienie, to niestety może być to krok do kolejnej porażki.

Rafał Prejs Tandem Baits Team