You're currently on:

CZESKI, AMUROWY TERROR

Cześć wszystkim. Dzielimy się z Wami naszą historią tygodniowego wypadu, na którym niepostrzeżenie pierwsze skrzypce zagrały amury.

Z wędkarskich wakacji wróciliśmy z mieszanymi uczuciami, choć w gruncie rzeczy przeważały te pozytywne emocje. Niestety, prawie 30 stopniowy upał dał nam się mocno we znaki. Taki ukrop nie odpowiada ani ludziom, ani rybom. Choć łatwo nie było, parę ciekawych okazów udało nam się wypracować.

Po przybyciu na łowisko najszybciej jak się dało, rozpakowaliśmy się i zaczęliśmy przygotowywać pierwszą strawę dla naszych potencjalnych zdobyczy. Kiedy stanowiska mieliśmy już zanęcone, do wody poleciały zestawy. Niemalże godzinę po rzucie jedna z wędek dała jednoznaczny sygnał, świadczący o ataku. Szybkie zacięcie, hol i po kilku minutach w podbieraku wylądował pierwszy amur tej wyprawy z wagą 8kg. Ryba pięknie i zacięcie walczyła na kiju. Wiem, że niektórym karpiarzom amury przeszkadzają, ale ja je lubię. Są niezwykle silne i dają wiele emocji podczas holu. Kiedy wyłowiliśmy tę pierwszą sztukę, jeszcze nie mieliśmy pojęcia, że to dopiero początek całotygodniowego ataku, jaki amury planowały na nas przeprowadzić.

Przez cały tydzień strzały amurów otrzymywaliśmy dość regularnie, karpia natomiast trafialiśmy tylko przypadkiem, zazwyczaj we wczesnych godzinach porannych lub po zmroku. Wiązało się to z faktem, iż amury nawet nie dopuszczały karpi do naszych stanowisk, wyjadając całą wrzuconą do wody zanętę.

Po zanęceniu, zazwyczaj w ciągu 20 minut pojawiał się waleczny azjata i jazda zaczynała się od nowa. I tak na macie lądował kolejny amur, i kolejny, i następny… Łączny wynik to 35 amurów i 21 karpi. Największy amur, jakiego złowiliśmy ważył 14kg, karp – 12kg.

Na naszych haczykach najlepiej sprawdzały się dwa smaki kulek od Tandem Baits. Były to: Morwa Fluo 12mm oraz Halibut/Truskawka. Na tę ostatnią przynętę złowiliśmy największego amura i jednocześnie najwięcej karpi.

Zarówno ja, jak i Martina w ciągu tego tygodnia niesamowicie się nałowiliśmy. Niestety, Martina przez uraz ręki nie mogła podnieść do zdjęcia swoich zdobyczy, ale i tak brawa dla niej za piękne, wyłowione okazy. Choć namęczyliśmy się w tym upale okropnie, to jesteśmy szczęśliwi, że ten wyjazd zakończył się tak pozytywnym akcentem. Amury górą!

Ahoj
Martina i Martin