Zasiadka planowana od roku. Wiele przygotowań. Duże karpiowe nadzieje. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Nie przewidzieli tylko jednego - zmiennej pogody.

Dwóch Robertów - “Ryba” Rybczyński i Skrętkowicz, znanych jako Brygada RR, wybrali się na długo planowany wyjazd, który miał trwać cztery doby. Łowisko Katlov w Czechach miało być ich sposobem na wyłowienie się po długiej zimie. Nie wszystko poszło jednak po ich myśli, bo choć zapowiadało się, że pogoda będzie idealna, to ta postanowiła sprawić im psikusa.

“Cztery dni były bardzo niestabilne. Wiało, padało, było zimno. Ciśnienie skakało w górę i w dół. Jeszcze trafiliśmy na pełnię księżyca. Niby niektórzy twierdzą, że podczas pełni biorą największe konie, jednak ja podchodzę do tego sceptycznie. Według mnie wszystko jest uzależnione od paru czynników: odpowiedniego miejsca, dobrej taktyki i warunków atmosferycznych. Te ostatnie nie napawały optymizmem.” - relacjonuje Robert Skrętkowicz - “Na szczęście dla nas, wiatr wiał w naszą stronę, a to dobry omen, który tchnął w nas nieco nadziei”.

Panowie nie zamierzali się poddawać. Po dotarciu na miejsce wybrali odpowiednią miejscówkę i przeszli do wypracowywania upragnionych karpi. “Ja zasiadłem po prawej, Ryba po lewej. Zawsze mamy taki układ” - śmieje się Robert Skrętkowicz.

Katlov nie jest im obce. Mieli bowiem okazję wędkować na tym łowisku już kilka razy, więc teoretycznie sprawa obrania dobrych miejscówek była prosta. Okazało się jednak, że nie tak do końca. “Ostatnio łowiliśmy w środkowej części zbiornika. Tak też zaczęliśmy. Obserwując wodę zauważyliśmy jednak spławy w bocznych strefach. Po pierwszej dobie ja pozostawałem bez brania, dlatego postanowiłem zaryzykować i posłać w to miejsce jedną wędkę.” - mówi Skrętkowicz. “Choć łowisko znaliśmy dobrze, bo obaj byliśmy tu parę razy, to jednak zasiadka była inna, inne warunki, inne zachowania karpi. Ryby uczą pokory. Musieliśmy to uszanować” - dodaje Ryba.

Brygada RR na tym wyjeździe postawiła mocno na klasykę, bez zbędnego kombinowania. “Łowiliśmy na Ronnie Riga i klasyczny przypon. Jako przynęt używaliśmy bałwanków Robin Red i Kałamarnica&Pomarańcza, oraz pojedynczych kulek Kałamarnica&Pomarańcza. Nie da się ukryć, że te ostatnie robiły na tym wyjeździe całą robotę. Karpie ewidentnie reagowały na pomarańczowy kolor. Każdy zestaw z taką właśnie kulką wzbudzał największe zainteresowanie. Podczas nęcenia postawiliśmy na nasiona. Tutaj poszła kukurydza, rzepik, konopie zmieszane z pokruszonymi kulkami i dopalone Liquid Maizem, który zdecydowanie wzbogacał ziarna" - mówi Ryba. “O tak! Liquid Maiz to fermentowana kukurydza z dodatkami, którą uwielbiam i zawsze wykorzystuję w swoich zanętach.” - dodaje Skrętowicz, po czym stwierdza - “Jak dla mnie jest to mistrzostwo świata. Mieliśmy okazję sprawdzić go już na niejednej zasiadce. Początkowo dodaliśmy go niedużo. W punktach nęcenia coś zaczynało się dziać, ale nie było to nic ekstremalnego. Razem z Rybą podjęliśmy decyzję - albo jedziemy grubo z Liquid Maizem, albo wcale. To był strzał w dziesiątkę. W wodzie powstała chmura pełna drobnych cząstek kukurydzy i płynnych atraktorów. To szybko ściągnęło ryby w pole nęcenia. Dopiero wtedy, tak naprawdę, zaczęło się prawdziwe karpiowanie ”.

Co ciekawe, pierwsze spore ryby, tej przecież karpiowej zasiadki, pojawiły się na feederze. Ryba zdecydował się nie porzucać swej rodzimej techniki i zaczął łowić najdelikatniejszą wędką X Lite 3m z rodziny Winnera, wyciągając na nią dwa karpie o wadze 14,5kg i 18,6kg oraz kilka linów, leszczy i pare mniejszych karpików. “To był niezły ubaw, ale i emocje sięgające zenitu.” - relacjonuje złowienie dwóch większych karpi Ryba - “Myślałem, że połamię tego kija! Nic z tego. Wyciągnąłem te ryby, choć podczas holu musiałem się nieźle napocić. Kij giął się do granic. Na blanku czułem całą siłę tych karpi. Miałem okazję sprawdzić, jak wędka świetnie oddaje zachowania ryby podczas siłowego holu i jednocześnie przekonać się, jak dobrze współpracuje z wędkarzem. Po prostu kosa.”

Ewidentnie pierwsza doba zasiadki należała do Ryby, który oprócz zabawy z feederem, miał także okazję pobić swoje PB: “Ten karp wziął rano o 4:30 na pomarańczową kulkę Kałamarnica&Pomarańcza SuperFeed. Początkowo byłem pewien, że mam na haku leszcza, bo wcześniej kilka z Robertem wyciągnęliśmy. Z resztą branie też było jakby leszczowe. W późniejszej fazie holu zorientowałem się, że to musi być jednak coś grubszego, ale w zasadzie nie wiedziałem co, bo ryba zachowywała się dziwnie - zamiast płynąć przy dnie, cały czas ciągnąłem ją wierzchem. Kiedy w końcu zorientowałem się, że to karp byłem mega zadowolony. Emocje sięgały zenitu, ale musiałem się opanować, by go nie stracić. Po wyciągnięciu okazało się, że karp waży 24,600kg. Moja życiówka. Świetne uczucie”.

Robert Skrętkowicz pomagając koledze, cierpliwie czekał na swoją kolej. Ta przyszła w drugiej dobie.

Choć barania pojawiały się głównie w ciągu dnia, kilka z nich Panowie odnotowali także w nocy. A w zasadzie jeden Pan: “Miałem zarzucone trzy wędki. W drugiej dobie zaczęły się brania na moich zestawach, w tym trzy w nocy. Ewidentnie potrzebowałem przy nich pomocy. Niestety mój kompan, wycieńczony emocjami, był nie do obudzenia. Za każdym razem sygnalizatory wyły jak oszalałe, ale Ryby w ogóle to nie wzruszało.:) Musiałem radzić sobie sam” - wspomina Skrętkowicz. Oczywiście był to jedyny taki incydent, który już został wybaczony. Przez cały wyjazd Panowie współpracowali ramię w ramię, wspierając się na każdym kroku.

Owocem tej współpracy były kolejne ryby pojawiajace się na macie. W drugiej dobie u Roberta Skrętkowicza pojawił się piękny karp 24,800kg później 22,5kg. W trzeciej, podwyższył on poprzeczkę na 26,200kg. W sumie Brygada RR złowiła około 30 karpi, w tym pięć ponad 20 kilowych (trzy złowił Skrętkowicz, dwie Ryba). “Wyjazd nie należał do najłatwiejszych, a o ryby było ciężko. Tarło, zmieniające się warunki… Nie łatwo było przyciągnąć karpie do siebie” - mówi Ryba i dodaje: “Dobrym pomysłem było skierowanie zestawów w boczne strefy łowiska. Tam rzeczywiście działo się najwięcej. To właśnie stamtąd wyciągnęliśmy te wszystkie ryby. Robert pierwszy posłał tam swoje wędki, ja później powieliłem jego taktykę. Okazała się słuszna. To pokazuje, że nie warto zawsze trzymać się utartego szlaku. My znaliśmy tę wodę, jednak obserwacja poprowadziła nas do innych wniosków niż zwykle. I to była bardzo dobra decyzja”.

Mimo, że wyjazd nie należał do najłatwiejszych, Brygada RR czuje się spełniona i zadowolona: “Było ciężko, ale było bardzo fajnie”, “Oj tak to był świetny wyjazd” - zgadzają się obaj.

Panowie nie spoczywają jednak na laurach i już planują kolejne wyprawy. Najbliższa jeszcze w czerwcu. “Czeka na nas w najbliższym czasie Nebesack. Mam nadzieję, że tam o karpie będzie łatwiej” - kwituje Ryba. Trzymamy kciuki i czekamy na relację.

Team TB.