You're currently on:

Aż do pierwszego lodu

Pomimo kończącego się sezonu, to właśnie jesień jest porą roku, którą lubię najbardziej. Od kilku sezonów wrzesień i październik są miesiącami, w których każdą wolną chwilę spędzam nad wodą. Powiem więcej, w tym okresie częściej jestem na rybach niż w domu! Jest co najmniej kilka powodów takiego stanu rzeczy. Najważniejszym jest jednak fakt, że karpie w końcu zaczynają naprawdę jeść. Spadek temperatury wody o kilka stopni i trochę mniejsza niż w lecie ilość światła powodują, że ryby odczuwając nadchodzące zmiany jedzą na zapas.
To ostatnie miesiące „wielkiego żarcia”, w których muszą odłożyć potrzebny im do przeżycia zimy tłuszcz. Niewykorzystanie tego okresu byłoby grzechem. Zbiornikami, w których najczęściej łowię jesienią są żwirownie o bardzo zróżnicowanym dnie i powierzchni, od kilkunastu do kilkudziesięciu hektarów. Raczej omijam wody o płaskim, mało urozmaiconym dnie. Brak charakterystycznych miejsc utrudnia lokalizację ryb, które w zasadzie mogą być wszędzie.

page_gallery_495e35f2d90ee_maksBez względu na porę roku, kluczem do skutecznego łowienia karpi jest odnalezienie ich naturalnych żerowisk. Już na przełomie lata i jesieni tak chętnie odwiedzane przez nie płycizny pustoszeją. Ryby w poszukiwaniu pokarmu przenoszą się w głębsze partie otwartej wody. Przemieszczają się wzdłuż podwodnych stoków, nierzadko na głębokości od kilku do nawet kilkunastu metrów. Dobrymi miejscami są podwodne wzniesienia, których szczyty znajdują się na głębokości kilku metrów, oraz twarde kamieniste blaty zamieszkałe przez kolonie racicznicy i raków. Im bardziej zróżnicowane i pełne podwodnych nierówności oraz zaczepów dno, tym lepiej. W dużych kilkudziesięciohektarowych zbiornikach, przy wyborze miejscówki, duże znaczenie ma kierunek wiatru. Jeżeli to możliwe wybieram miejsca w okolicach brzegów nawietrznych. Na małych parohektarowych żwirowniach wiatr nie ma aż tak decydującego znaczenia. O tej porze roku nie łowię na szczytach podwodnych wypłyceń. Umieszczam zestawy u podnóża górek w miejscu, gdzie stok przechodzi w płaski blat. Z reguły dno w takich miejscach jest gliniasto muliste.

page_gallery_495e361dee597_maksDoskonale można to wyczuć obstukując spad górki cykadłem (ciężarek na sznurku). Wolę kłaść zestawy na dnie z cienką warstwą żyznego mułu, niż na piaszczystych twardych szczytach lub stokach górek.  Oddalając się od szczytów górek, w znacznym stopniu ograniczałem ilość brań małych karpi. Omijam najbardziej muliste partie dna, które podczas opukiwania cykałem wydzielają siarkowodór. Zachodzące tam procesy gnilne pozbawiają dno tlenu, a tym samym ograniczają występowanie ochotki i skorupiaków. Ryby raczej omijają takie miejsca. Z reguły łowię w dwóch różnych oddalonych od siebie łowiskach. Daje mi to możliwość zastosowania w każdym innej taktyki, poza tym obławiam większą część wody. W jednym łowisku kontynuuję długotrwałe nęcenie, natomiast drugie często zmieniam w poszukiwaniu ryb. Przywiązanie do jednego łowiska jest często popełnianym błędem. Miejsca, w których rok wcześniej karpie doskonale brały, wcale nie muszą być dobre w tym roku. W zbiornikach o zróżnicowanym dnie bardzo ważne jest właściwe oznaczenie łowiska. Decydujące znaczenie ma miejsce płożenia zestawów, różnica kilku metrów często decyduje o wszystkim.

page_gallery_495e36405a638_maksMarkera ustawiam zawsze w kierunku płytszej wody od miejsca, w którym zamierzam łowić. Z reguły karpie przypływają w łowisko od strony głębokiej wody, więc stojący płycej marker nie powinien ich wystraszyć. Warto zabezpieczyć się w świecące „bojki”, albo przed nocą przymocować do nich świetliki.
Odnalezienie nie świecącego markera w ciemną mglistą noc graniczy z cudem. W jedną z październikowych nocy temperatura spadła poniżej zera, a oddająca ciepło woda parowała tak mocno, że miałem problem z odnalezieniem nawet świecącego markera. Miałem wtedy kilka brań leszczy, dopiero dobrze po północy zameldował się pierwszy karp. Gdybym nie zamontował świetlika, na pewno nie odnalazłbym oddalonego o ponad 150 m łowiska, a tym samym nie złowił karpia.
Jesień jest porą, w której ryby starają się pozyskać jak najwięcej energii jak najmniejszym kosztem. Ich zapotrzebowanie na tłuszcz jest największe właśnie teraz. Warto o tym pamiętać przy doborze zanęt i przynęt. Używam kulek o zdecydowanie mięsnym profilu, natomiast ziarna zastępuję rybnymi pelletami. Łowisko otwieram kilkoma garściami kulek, hook pelletu  i około kilogramem najdrobniejszego fish pelletu.

page_gallery_495e36736e38d_maksUważam, że na jesiennych zanętach nie warto oszczędzać. Lepiej zabrać na wyjazd kilka kilo kulek wykonanych z dobrego sprawdzonego miksu, niż potem żałować. Ja używam miksu Top Edition Natural Food w połączeniu z Robin Redem i dużą ilością oleju z łososia. Olej ten wyjątkowo dobrze sprawdza się w chłodnych porach roku, gdyż nie gęstnieje w niskich temperaturach i nie ogranicza pracy kulki. Jeżeli chodzi o aromaty, preferuję mieszanki  mięsno korzenne.  Podam kilka kombinacji, których najczęściej używam: Tasty Meat - Mega Korzenny, Liver - Spice i  Monstrualny Krab. Kulki i pellety przed łowieniem zalewam rozpuszczalnym w wodzie liquidem, na bazie zwierzęcych ekstraktów. Moim faworytem z tej grupy produktów jest Liquid Food Liver. Jest to dodatek o działaniu smakowo zapachowym wykonany na bazie płynnej wątroby.  Ponieważ łowię w trudnych, pełnych małży i ostrych kamieni miejscach, mój sprzęt jest przystosowany do takich warunków. Używam odpornych na przetarcie plecionek i długiego kilkudziesięciometrowego odcinka strzałówki, oraz haków z serii Genesis xs nr 1 i Super Heavy nr 2 i 4, które doskonale trzymają rybę i umożliwiają siłowy hol.

page_gallery_495e368358555_maksW zależności od odległości na jakiej łowię, plecionka główna ma wytrzymałość 40 lb, używam też żyłki mono o żyłki o średnicy 0.40 mm. Mocny kij o krzywej ugięcia 3,5 lb i kołowrotek typu big pit jest uzupełnieniem niezbyt finezyjnego, ale praktycznego kompletu. Jesienią ryby są w świetnej kondycji i naprawdę doskonale walczą. Nierzadko hol kontynuuję z pontonu, gdyż przeciągnięcie karpia przez kilka wypłyceń nie jest najlepszym pomysłem. Uważam, że lepiej popłynąć w kierunku zaciętej ryby niż przetrzeć żyłkę na ostrych jak nóż racicznicach. Ponadto właśnie teraz jest największa szansa na spotkanie z wielkim karpiem, a wtedy żaden sprzęt nie jest przesadnie mocny. Najlepsze wyniki miałem gdy temperatura wody oscylowała  w granicach 12-15 stopni C.
Nic, co dobre, nie trwa wiecznie. Woda stopniowo się oziębia, a gdy jej temperatura spada poniżej 10 stopni ryby stają się mało aktywne. Przenoszą się w okolice zimowisk i nie pokonują już tak znacznych odległości w poszukiwaniu pokarmu. Ich procesy życiowe znacznie się spowalniają, jedzą zdecydowanie mniej i o wiele wolniej trawią.

page_gallery_495e36a14046c_maksNie znaczy to jednak, że nie biorą, ich złowienie wymaga jednak trochę innego podejścia. O tej porze roku wiatr nie ma już znaczenia. W poprzednim sezonie łowiłem karpie w zimnej wodzie aż do końca listopada. Nie dość, że miałem w miarę regularne brania, to masa łowionych ryb była z wyjazdu na wyjazd większa. Ostatni trzydniowy wypad zakończył się tylko jednym braniem, ale był to największy karp sezonu. Nęciłem bardzo oszczędnie zanętą smużącą wykonaną na bazie miksu rybnego z dodatkiem zmielonego fish pelletu. Na zestaw wędrowały trzy kulki zanęty wielkości mandarynki i kilka pokruszonych kulek. Łowiłem na bałwanka wykonanego z dwóch kulek o średnicy 14 mm. Przynętę wyważałem tak, aby unosiła się nad leżącym na dnie haczykiem.  Późną jesienią moje zestawy są bardzo delikatne; używam lekkich haków nr 6 i miękkich wolno tonących plecionek przyponowych. Wolę też miękkie kije, które nie mają tendencji do wyrywania małych płytko zaczepionych haczyków. W zimnej parostopniowej wodzie reaguję zacięciem na każdy ruch swingera i więcej niż jedno piknięcie mojego sygnalizatora. Ryby w zasadzie nie walczą, hol kilkunastokilowego karpia przypomina ciągnięcie dużej kępy zielska. Kwestię kiedy zakończyć sezon pozostawiam otwartą, ja łowię tak długo aż nie zamarznie woda.

Tomasz Wasilewski

„Przywiązanie do jednego łowiska w zbiorniku jest często popełnianym błędem”

„Używam kulek o zdecydowanie mięsnym profilu, natomiast ziarna zastępuję rybnymi pelletami”

„Właśnie teraz, jesienią, jest największa szansa na spotkanie z wielkim karpiem”

„Późną jesienią moje zestawy są bardzo delikatne. Używam lekkich haków nr 6 i miękkich wolno tonących plecionek przyponowych”

Dodaj komentarz