To był szybki wypad ze znajomymi. Nie liczyłem na jakoś bardzo wiele, ale miałem jednak nadzieję, że nie wrócę do domu o kiju. Jednego jednak byłem pewien - atmosfera miała być wyjątkowa.

I w zasadzie tak było, mimo okropnej pogody. Nad wodę dotarliśmy około godziny 16.00. Szybko przeszliśmy do rozłożenia stanowisk, ale w tym czasie złapał nas ostry deszcz. Zdecydowaliśmy się go przeczekać pod wiatą, gdzie czas minął nam na przyjemnych rozmowach i salwach śmiechu.

Po jakimś czasie zaczęło się przejaśniać. Na niebie widać był już koniec deszczowego armagedonu, kiedy to nagle z towarzystwa wyrwała mnie pierwsza rola tej zasiadki. Szybko podbiegłem do stanowiska. Oczywiście byłem już cały mokry, więc 15 minutowy hol w strugach deszczu nie zrobił na mnie żadnego wrażenia. Karpia udało się szczęśliwie podebrać i schować do worka. Ja natomiast szybko uciekłem pod wiatę, żeby się ogarnąć i ogrzać.

Deszcz na szczęście ustał, a my zaczęliśmy szykować wędki na noc. Wieczór spędziliśmy w fajnej, prawdziwie wędkarskiej atmosferze, siedzą i przgadując wszystkie tematy, jakie tylko ślina przyniosła nam na język. Do rana padło kilka rybek u kolegów. Moje wędki w tym czasie spokojnie leżały w bezruchu. Na szczęście do czasu…

Około południa zajęliśmy się szykowaniem czegoś do jedzenia. Nagle usłyszałem jednoczesny dźwięk sygnalizatora i centralki. Potężna rola. Jak to mówią, sprzęgło aż sią paliło! Chwila holu i na mojej macie wylądował drugi karp. Kilka fotek, ważenie i rybka wróciła do domu.

Tak jak pisałem, była to szybka zasiadka, więc krótko po tym nadszedł czas pakowania. Ku mojemu szczęściu, tuż przed wyjazdem jeszcze ostatni raz było mi dane usłyszeć dźwięk sygnalizatora. Trzeci karpik tej zasiadki pojawił się na mojej macie. Ostatnia rybka cieszyła najbardziej, bo była zwieńczeniem wyjazdu, dając powera do planowania kolejnych wypadów.

Wszystkie rybki zostały złowione na 12mm Mini Hokersa o smaku Ananasowy Sok oraz ziarno Gotowej Kukurydzy o tym samym aromacie. Nęciłam naprawdę niewiele, bo po łyżce towaru na zestaw, w którym znalazła się Gotowa Kukurydza z domieszką rzepiku.

Taktyka okazała się strzałem w dziesiątkę, bo ryby jak najbardziej dopisały. Do tego wspaniała atmosfera, wędkarska brać, dużo rozmów i czas spędzony w wyjątkowym towarzystwie. Czego chcieć więcej. Za to wszystko właśnie kocham nasze hobby.

Pozdrawiam

Mateusz Zalisz