You're currently on:

Wygonin po raz pierwszy

W piątek z samego rana wyruszyliśmy razem z Moniką w podróż na spotkanie z kolejną przygodą, która miała się odbyć na nowym dla nas gruncie. Był to malowniczy i legendarny Wygonin. Dużo czytałem w naszej karpiowej prasie na temat tej wody, sporo podpowiedzi płynęło od moich zaprzyjaźnionych kolegów, którzy mieli już okazję zasiadać nad tym przepięknym zbiornikiem. Jak zwykle życie zweryfikowało wszystko po swojemu:) Miejsca jakie udało nam się wytypować ze stanowiska 23, znajdującego się w zatoce, były wręcz książkowe: wyrwy między zalegającym zielskiem z twardym dnem na głębokości około 4m, wydawały się być idealne, ale.....

 

 

 

 

 

 

 

 

No właśnie. Często spotyka nas jakieś ale, a pierwsze moje zdziwienie było takie, że zestawy na które najczęściej łowione są ryby na Wygoninie, nie wzbudzały żadnego zainteresowania, a ryby w okolicach naszych markerów nie pojawiały się wcale. Jednak cały dzień obserwacji pozwolił nam wytypować (jak się później okażę bardzo dobrą) kolejną miejscówkę. Około dwa, trzy razy na godzinę, w okolicach zalanego ogrodzenia obok plaży w bliskim sąsiedztwie przystani, pokazywały się karpie. Moja ciekawość była silniejsza i wskoczyliśmy na łódkę, aby zobaczyć co takiego jest w tym miejscu pod wodą, że ryby regularnie się tam pokazują. Po chwili pływania z echo i stukadełkiem, zrozumieliśmy na czym polega różnica pomiędzy naszymi dotychczasowymi miejscówkami, a nowym spotem - mianowicie w miejscu gdzie regularnie spławiały się karpie, była gruba warstwa namułku, a na nim sterta zalegającego zielska.

 

 

 

 

 

 

 

 

Na nowo znalezioną miejscówkę postanowiliśmy zmienić totalnie taktykę łowienia. Do takiego typu łowiska gdzie jest sporo mułu z zalegającą roślinnością, mój pierwszy wybór to chod rig. Skoro w miejscu gdzie zaplanowałem przenieść jeden kij na noc jest dużo gnijącego zielska, ciężarek oblepiłem pastą Super Feed Fluo Hookbait Paste Owocowa Bestia. Co prawda pasta przeznaczona jest głównie do oblepiania przynęt hakowych, ale w tych warunkach zrobiła różnicę. Na haczyk od choda, w tym przypadku model Chod z serii Stealth od TB, zakładam mikro pva wypełnione PVA Stick Mix Coco Vanilla i wyruszam już po ciemku położyć zestaw na nowej miejscówce. Pierwsze branie nastąpiło po 5h od wywózki, a na macie wylądował 9kg lustrzeń... nadzieja zaczęła powracać. Zapomniałem napisać, że zapach na który skusiłą się ryba, to ostatnio często wybierany przez nas Ananasowy Sok z serii Carp Food, jak na choda przystało, pojedynczy Pop Up 16mm.

21886514_1446522912081302_485750468_o 21908022_1446526145414312_859670452_o

 

 

 

 

 

 

 

Na kolejne branie przyszło mi czekać zaledwie 1,5h, ale tym razem hol w podwodnej Jungli był jakiś taki bardziej majestatyczny, a po wyplątaniu ostatniej kępy trawy poczułem, że to już większy osobnik i wcale nie zamierza wyjść do powierzchni tak łatwo. Idealną amortyzację przy holu dawał mi odcinek mocnego fluocarbonu, na który bezpośrednio zamontowałem chod-a. Dopiero po dopłynięciu do brzegu spojrzałem podbieraka i już wiedziałem, że moje marzenie o złowieniu staruszka z Wygoninia, właśnie się spełniło!!! Ryba pomarszczona z wielkim pyskiem i pięknym ułuszczeniem, w mega ciemnym odcieniu... mi nic więcej na tamten moment nie było już potrzeba. Co prawda waga nie była oszałamiająca, bo po odjęciu maty wynik to 16.200 kg, ale jej wygląd rekompensował to w 100%. Przez następną dobę mogłem już tylko delektować się urokami wody i lasu wokół naszego stanowiska. Z tego samego miejsca w ciągu dnia kiedy zawitało słońce, zameldował się jeszcze jeden piękny 15kg pełnołuski osobnik. Nadaliśmy mu roboczą ksywkę: 360:)... Ryba nim wylądowała w podbieraku, zrobiła około dwudziestu kółek wkoło naszej łódki. Na Żwirowniach miałem do czynienia z silnymi rybami, ale te z Wygonina biją je wszystkie na głowę.

Ostatniego dnia, tuż przed odjazdem, złowiliśmy jeszcze pełnołuskiego karpia o wadze pod 10kg. Podsumowując, pierwsze co wyróżniało ten wyjazd od innych to sposób nęcenia. Na zestaw, na którym złowiliśmy wszystkie ryby sypałem niewielką ilość samych kulek z serii SuperFeed Coco Vanilla i po każdej rybie powtarzałem schemat. Nie używałem żadnych ziaren ani pelletów, co zazwyczaj stanowi solidną bazę podczas nęcenia na żwirowniach. Dla mnie ta woda to coś wyjątkowego, stado lisów które odwiedzało nas w dwie noce, gang wiewiórek, który szabrował wszystko co nie było przykryte plandeką oraz prawdziwki rosnące dookoła namiotu... to wszystko tworzy niepowtarzalny i jedyny w swoim rodzaju klimat na wczesnojesienną zasiadkę. Już zadecydowaliśmy, że w tym roku musimy zrobić COME BACK!!

Pozdrowienia dla wszystkich, których łączy wspólna Pasja.....

Rafał Prejs