You're currently on:

WIOSENNY SUPER START

Piszę ten tekst w środku zimy, czyli szczytu internetowej aktywności karpiarzy. Do napisania tych paru słów skłoniła mnie ilość pytań jaką codziennie od was dostaję,  a także facebookowe dyskusje które wydają się nie mieć końca. Różnorodność odpowiedzi na to samo pytanie

świadczy  dobitnie, że nie ma jednego złotego środka, natomiast chciałbym w tym artykule zebrać do „kupy” kilka zasad którymi od lat się kieruję i dzięki którym udaje mi się czasem coś złowić. Najczęściej zadawanymi pytaniami  są „jadę na taką i taka wodę jak wybrać miejscówkę”, a także „czym i w jakich ilościach  zanęcić”? Mam nadzieję, że za oknami jest już wiosna, zszedł lód i większość z was niebawem przewietrzy swój sprzęt. Odpowiem zatem pod kątem pory roku. Lokalizacja karpi jest bardzo ważna, natomiast w zimnych porach roku jest ważna do kwadratu. Szukajcie karpi wszędzie tam gdzie życie w wodzie budzi się pierwsze i gdzie karpie mogą znaleźć najlepsze dla siebie warunki, a także pożywienie.  Aktywność ryb zawsze zależy od ilości tlenu w wodzie, a także od jej temperatury.  Jeżeli dmuchnął ciepły wiosenny wiatr to nie wyobrażam sobie, żebym łowił na innym brzegu niż nawietrzny. Różnica temperatury wody w różnych miejscach tego samego  zbiornika w  zależności od cyrkulacji wiatru może wynieść dwa a nawet trzy stopnie. Chyba nie musze nikomu tłumaczyć co to znaczy.  Wszystkie pozostałości po zeszłorocznych roślinach, trzcinowiska, krzaki w wodzie, a także inne przeszkody podwodne są również miejscami które przyciągają ryby. Nie boję się łowienia bardzo blisko brzegów, przy samych trzcinach, a jeszcze lepiej w środku trzcinowisk.  Jeżeli dostęp do takiego brzegu jest ograniczony i ryby mają tam względny spokój jeden z moich zestawów na pewno tam powędruje. Różnego rodzaju dopływy są regularni odwiedzanymi przez ryby. Po pierwsze dotleniona woda, po drugie pożywienie.  Ma to również związek z ruchami tarłowymi innych karpiowatych ryb.  Bardzo często łowiłem wiosną ryby w miejscach gdzie w lecie przy normalnym stanie nie ma już wody. Jeżeli zbiornik jest osłonięty od wiatru, albo zwyczajnie od paru dni nie dmucha, koncentruję swoją uwagę  na przybrzeżnych, mocno nasłonecznionych jego częściach. Często jest tak, że w ciągu tej same doby, te same ryby, w zależności od pory dnia i tego która część jeziora jest lepiej oświetlona, przebywają w jednej lub drugiej części zbiornika. Łowiłem kiedyś wraz z moim kolegą na niewielkim dzikim jeziorze. Ja łowiłem wzdłuż brzegu na którym mieliśmy obozowisko, wywoziłem zestawy w prawo i lewo skos, a on woził pod drugi brzeg. Umie ryby brały w godzinach porannych u niego brania zaczynały się dopiero wieczorem i trwały do północy. Zgadnijcie dlaczego. Lubię łowić na ciemnym dnie, gdyż ciemny kolor skupia na sobie promienie słoneczne i takie miejsca najszybciej się nagrzewają. Właśnie tam budzą się do życia wszystkie drobne żyjątka i tylko kwestią czasu jest kiedy to miejsce odwiedzą karpie.  Oczywiście każdy zestaw leży w innym, najlepiej oddalonym od siebie miejscu. Jeżeli ciśnienie znacznie spada, szukam karpi w głębszych partiach zbiornika. Pamiętam jak kilka lat temu spadek ciśnienia o  ponad 20hpa zatrzymał tarło leszczy. Ryby najzwyczajniej zeszły głębiej żeby sobie wyrównać ciśnienie, po kilkunastu godzinach wróciły do amorów. Z jednej strony woda jeszcze nie jest z ciepła, a z drugiej natura każe im jeść karpie,  aby w możliwie najlepszej kondycji przystąpić do tarła. O tej porze roku nęcę kulkami, pelletem, a także nasionami konopi.  Tak lubiane przeze mnie orzechy tygrysie zostawiam na późną wiosnę i lato. Jeżeli chodzi o kulki  zanętowe to moim standardem są osiemnastki. Najważniejsza o tej porze roku jest ich praca i łatwostrawność. Powinny dawać sygnał o jedzeniu natychmiast po wrzuceniu do wody. Nie mam na myśli kulek z których wydostanie się do wody gigantyczna ilość aromatu,  tylko przynęty na bazie mączek, a także ekstraktów zwierzęcych aktywujące karpie do żerowania. Pamiętajcie, że w woda jest jeszcze bardzo czysta i nie ma w niej zbyt wielu zapachów i nie przesadzajcie z aromatem, a także olejami które w tej temperaturze nie najlepiej pracują. Natomiast dodatek dobrej jakości mączek rybnych, rozpuszczalnych rybnych protein, a także ekstraktów na pewno podniesie wartość waszych kulek. Rozpuszczalne w wodzie białko pochodzenia zwierzęcego, jest znakomitym sygnałem do żerowania, a także informacją dla karpi, że w tym miejscu można „coś dobrego” zjeść.  Wiosna to dla mnie taki czas kiesy nie eksperymentuję z nowymi smakami, zabieram ze sobą tylko sprawdzone kulki , ulubiony boster i parę paczek pływaków o różnej średnicy. Myślę, że w tym momencie powinienem się wam czymś pochwalić…  W tym roku  wraz z Tandem Baits wypuszczam moją nową zupełnie autorską serię kulek.  Długo dojrzewałem do tej trudnej decyzji i uważam, że to jest najwłaściwszy moment. „The Secret” bo o nim mowa, powstał na bazie lekkostrawnego miksu o profilu rybnym w połączeniu z naprawdę dużym dodatkiem Robin Reda. Kompozycja trzech aromatów,  które na przestrzeni lat skusiły wiele pięknych karpi,  tworzy  „śmierdziela” przełamanego owocem z nutą przyprawową. Tyle w temacie lokowania produktu,  reszty dowiecie się jak produkt trafi na rynek. Nie będę was zapewniał, że te kulki zawsze i wszędzie zrobią za was robotę,  ale jestem przekonany, że właściwie użyte pomogą złowić wam wiele pięknych karpi.  Wróćmy nad wodę…  Kilogram konopi zmieszanych z drobnym pelletem i parę garści kulek w zupełności wystarczy na otwarcie łowiska. Donęcić zawsze możecie, natomiast  powybierać nadmiar zanęty będzie raczej trudniej. Po przyjechaniu nad wodę mieszam w wiadrze porcję konopi z kulkami, całość zalewam ulubionym boosterem  Liquid Food Liver i ponownie dokładnie mieszam.  To dodatek na bazie hydrolizatu wątrobowego bogaty w aminokwasy i witaminy który doskonale przyciąga, a także aktywuje do żerowania karpie. Używam go tylko powierzchniowo, nigdy jako składnik kulek, gdyż poddany obróbce termicznej podobnie jak wiele innych dodatków traci swoje właściwości. Tak przygotowana zanęta stoi, a jej składniki przechodzą sobą wzajemnie. Po wymieszaniu mam porcję zanęty na otwarcie łowisk, a także na donęcenie po ewentualnym braniu. Żeby zanęta nie osiągnęła konsystencji gliny,  pellet dodaję dopiero chwilę przed wsypaniem do wody. Wolę żeby pracował w łowisku, a nie rozpuścił się w wiadrze i wszystko skleił. Wtedy zanęta nie rozłożyła by się równomiernie w postaci drobnych cząstek na powierzchni dna, tylko opadła w jednym miejscu, a na tym mi nie zależy. Jeżeli chodzi o wczesnowiosenne przynęty to najczęściej łowię na neutralnie wyważone bałwanki składające się z dwóch mniejszych kulek niż kulki którymi nęcę a ma drugim zestawie zwykła kulka zanętowa.  Klasyczny Blow Bag Rig zawiązany z tonącej plecionce i haku nr 4 jest najczęściej używanym przeze mnie przyponem. Wiosną zanim ryby się rozpędzą długość włosa jest krótsza niż w pełni sezonu i oscyluje w granicach 2,5cm od kółeczka do kulki.  Pisząc ten tekst tak naprawdę mam już kumulację karpiowej korby,  już nie mogę się doczekać wiosny. Jestem pełen nadziei,  że w momencie jak ukaże się on w KM za oknami będzie już ją czuć, i że będziecie mogli go przeczytać siedząc w jakimś pięknym miejscu nad wodą.

 Tomasz Wasilewski