You're currently on:

W pogoni za czasem

Obecnie, niewielu z Nas, Karpiarzy, dysponuje taką ilością czasu, aby "nasycić" się łowieniem karpi. Zakładam, że większość z Was, już podczas zasiadki planuje następną wyprawę, a wracając samochodem do domu po spakowaniu w pocie czoła wszystkich gratów, w głowie już zaczyna gorliwie odliczać czas - dni, a w końcu godziny, kiedy to, po raz kolejny możliwym będzie stanąć nad brzegiem łowiska, po krótkiej lub dłuższej podróży, z błogą myślą, że oto przede mną dwa, trzy lub więcej dni, które spędzę w spokoju, odcięty od pędzącego świata cienkim, zielonym materiałem o wytrzymałości dziesięciu tysięcy milimetrów słupa wody. "Nie możesz zatrzymać żadnego dnia, ale możesz go nie stracić" - choć jest to chińskie przysłowie, które najprawdopodobniej zostało pierwszy raz wypowiedziane bardzo dawno temu, prawie bezbłędnie odzwierciedla myśl jaka pojawiła się w mojej głowie we wtorkowe majowe popołudnie, kiedy to postanowiłem pojechać na ryby w środku pracującego tygodnia, wykorzystując tylko tę krótką chwilę pomiędzy 17:00 a 9:00 dnia następnego.

W teorii 16 godzin. Myśl ta pojawiła się, kiedy zdałem sobie sprawę, z mojego krytycznego położenia. Następna zasiadka za 4 weekendy. Epoka. Wiosny już nie będzie. Pomimo tego, że uwielbiam być nad wodą i łowić ryby, prawie od razu zacząłem wyszukiwać problemów, w realizacji planu. Trzeba się spakować, a nie ma na to czasu, przygotować zanętę, a nie ma na to czasu - poza tym z marszu pewnie i tak nic nie złowię, a z resztą nie ma gdzie, nie nęcę w tej chwili żadnych miejscówek więc ostatecznie wyjazd skończy się na męce rozkładania, snu w samochodzie i jeszcze większej męce składania - bo pewnie bez ryby… Wówczas przypomniałem sobie inne powiedzenie - "człowiek ma w życiu albo wymówki, albo wyniki" - problemy zniknęły, a myśli zaczęły układać się w plan. Byłem w domu! Ponieważ w środę musiałem być służbowo w Krakowie, wybrałem łowisko na trasie mojego przejazdu w drodze powrotnej do Wrocławia. 30 km do autostrady są Nowaki - woda na której byłem już wcześniej i która może dać piękne ryby. Szybki telefon i rezerwacja. W głowie zaczęła się układać strategia łowienia - mam realnie 12 godzin jakie zestawy spędzą w wodzie. Reszta to czas operacyjny na organizację po przyjeździe i powrót.

DSC_2370 DSC_2337 Postanowiłem, że każda z 3 wędek powędruje w diametralnie różniące się miejsce – bez większej straty czasu, maksymalnie zwiększę moje szanse na lokalizację, a finalnie kontakt z rybą. W momencie, kiedy któreś z miejsc zapracuje, zostanie donęcone dużą ilością drobnej zanęty na poszerzonym obszarze, abym mógł przenieść w nęcisko dodatkową wędkę. Ponieważ nie było szans na przygotowanie ziaren, zaopatrzyłem się w 10kg SuperFeed Micro Pellet - 5kg 2mm i tyle samo 4mm, oraz 3kg 14mm kulek z serii SuperFeed - Diabelska Słodycz - smak na który udało mi się złowić w tym roku kilka ryb powyżej 10kg.Po dotarciu nad wodę uświadomiłem sobie jakie zadanie mnie czeka... Deszcz oraz silny wiatr byli moimi pierwszymi przeciwnikami. Po ekspresowym przygotowaniu pontonu ruszyłem na wodę. Wiejący w tamę wiatr wskazał pierwszą miejscówkę, na 5m głębokości, około 2 metrów od podstawy budowli. Kolejny zestaw miał powędrować w najgłębszy rów – przy obecnym stanie wody, 6,2m. Pierwotnie, trzecie miejsce planowałem w niedalekiej odległości od rowu – na jakichś 5 metrach przy spadku, jednak zwróciłem uwagę na dwa spławy w połowie odległości między brzegiem a moją najgłębszą miejscówką. Cykadło pokazało 4m, a ponieważ nie lekceważę wskazówek dawanych przez same karpie w najbardziej widowiskowy sposób, moja bojka została umieszczona właśnie w tym miejscu. Każdą z miejscówek „otworzyłem” w ten sam sposób. Po kilogramie SuperFeed Micro Pellet 2mm i 4mm rozsypanego dość spójnie, ponieważ przy opadaniu, nęcony obszar znacznie się rozszerzy, oraz po pół kilograma Diabła w obszarze około 12-15m2.

GOPR0633 GOPR0669

 

 

 

 

 

 

 

 

Idea była taka, aby większe ryby które dotrą w łowisko po drobnicy, musiały się poruszać przy stole nim się najedzą – przy okazji natykając się na interesujący jasno fioletowy smakołyk – Diabelsko Słodkiego bałwanka – taki zestaw również powędrował w każdą z miejscówek. Nadszedł czas na umieszczenie zestawów w wodzie, co przy wywózce w pojedynkę, pontonem bez silnika przy tak silnym wietrze, okazało się największym wyzwaniem tej sesji. Jakkolwiek, po przemoczeniu każdej z części mojego stroju, kilka minut po 19, komplet moich zestawów był w wodzie. Spanie zorganizowałem na fotelu pasażera i po przebraniu się w ciepłą odzież, ze spokojem zagłębiłem się w lekturę książki. W międzyczasie odwiedził mnie znajomy łowiący kilka stanowisk dalej (niestety byłem już po wywózkach…) informując mnie, że od 10:00 kiedy łowią nie mieli brania. Inna ekipa od poniedziałku miała 2 ryby. Pozostając optymistą, pomyślałem, że noc pokaże i po wypaleniu wspólnie papierosa, powróciłem do lektury, a niedługo później, wymęczony wiatrem deszczem i pontonem postanowiłem złapać energię na kolejny dzień w pracy. Z kolejnym przeciwnikiem tego wyjazdu, dane było mi się zmierzyć chwilę przed północą. Sygnalizator skrajnie prawej wędki, bezlitośnie przerwał mój sen. Standardowo, czułem się jakbym stał obok siebie, jednocześnie próbując ustabilizować swoje tętno po majestatycznym poślizgu na mokrej trawie w drodze do wędki.

DSC_2366 DSC_2305

 

 

 

 

 

 

 

A więc jest. Pierwsze wrażenie, nim spadł ciężarek nie było najlepsze, krótkie nerwowe szarpnięcia są charakterystyczne dla mniejszych ryb, jednak chwilę później kiedy ja oprzytomniałem, ryba także przełączyła się z fazy szoku na przetrwanie i jednostajnym zdecydowanym ruchem, ruszyła w głąb akwenu. Przez następnych kilka minut, trwał spór pomiędzy mną a rybą – czy to ja będę miał więcej plecionki na kołowrotku, czy ona będzie dalej od brzegu – zupełnie jak wahadło zegara – w tą i z powrotem. Ostatecznie ryba skapitulowała i podejmując ostatnią próbę schowania się w przybrzeżnym tataraku pokazała się, jednocześnie wykładając i dając się podebrać. Było bardzo dobrze. Zasadniczo, w tym momencie, mógłbym spakować się i wrócić do domu. Wówczas jednak nie zatrzymałbym chwili przy pomocy fotografii. Przed trafieniem do worka, ryba została zważona. Wytarowana waga pokazała 21,3kg – cudownie! Kwadrans po północy, w wodzie ponownie leżał zestaw, dosypany dwoma kilogramami SuperFeed Micro Pellet 2mm i 4mm oraz jak wcześniej połową paczki Diabelskiej Słodyczy 14mm. Kolejna ryba obudziła mnie o 2:00 – ta sama wędka – pełnołuski wariat – 10,5kg – ryba została wypuszczona zaraz po zważeniu – do porannej sesji miałem dwa razy większego kolegę. Nim zdążyłem przygotować się do kolejnej wywózki, niemrawo odezwał się sygnalizator wędki, której zestaw spoczywał na 6,2m – jeszcze nim zaciąłem, wiedziałem co jest grane. Wcześniej, montując zestawy, na tej wędce, założyłem gotowy przypon z krótszym włosem, jaki miałem w piórniku i wcześniej stosowałem do pojedynczej 12mm kulki bardzo wczesną wiosną. Taki zestaw, w połączeniu z tym sposobem nęcenia musiał prędzej, czy później ukłuć płoć. Postanowiłem realizować swój plan i po zmianie przyponu na taki z dłuższym włosem, wywiozłem obie wędki mniej więcej w odległości 15m od siebie.

DSC_2318 GOPR0632

 

 

 

 

 

 

 

 

Nowy zestaw zasypałem pozostałym SuperFeed Micro Pellet oraz kulkami jak wcześniej. Na szary świt, dołowiłem kolejnego karpia – 11kg, który także po zważeniu trafił do wody. Ponownie zapracowała prawa skrajna wędka. Tym razem donęcona już tylko kulkami – Micro Pellet pracował na dnie. Ja zaś postanowiłem złapać ostatnie chwile snu przed pakowaniem się i odjazdem. Pierwszy raz tej nocy, obudził mnie telefon od czasu – budzik! Kiedy słońce tego poranka było już nieco wyżej, a ja w większości byłem już spakowany, wciąż zaprzątał mi głowę problem jaki ma każdy łowiący samotnie karpiarz kiedy złowi piękną rybę – jak zatrzymać chwilę na zdjęciu? O ile mogłem odżałować dwie wypuszczone w nocy ryby, o tyle piękny golas w worku musiał zostać uwieczniony. Po nieudanych próbach ustawienia samowyzwalacza z pomocą przyszedł kolega Karpiarz, za co bardzo mu dziękuję, szczególnie, że zdjęcia wyszły świetnie! Dokładając szczęścia, kropkę nad i tego wyjazdu, postawił 12 kilogramowy karp, który wziął podczas sesji zdjęciowej złowionej w nocy dwudziestki – dzięki czemu, mam zdjęcia także z nim. Goniąc czas, moją wyprawę, zakończyłem z pięknym wynikiem 4 karpi – każdy o masie powyżej 10kg w tym jeden 20+ w około 12 godzin.

DSC_2321 DSC_2332

 

 

 

 

 

 

 

 

Tego rodzaju krótkie sesje, na dłuższą metę, są zdecydowanie męczące, jednak każdemu polecam, tego rodzaju wypad – obierając odpowiednią taktykę, zarówno nęcenia jaki i lokalizacji ryb, a następnie jej realizowanie jak widać, wbrew niesprzyjającemu upływowi czasu może przynieść doskonały efekt. Sądzę, że grupa ryb, po zamieszaniu związanym z holem, wracała w nęcone miejsce, próbując najeść się mikro pelletem oraz niewielkimi kulkami. Na moje szczęście, tej nocy, pośród tej grupy był piękny okaz! Na koniec „dwa słowa” o zestawie końcowym. Jestem zwolennikiem przypiętego do dna przyponu, w związku z tym odkąd tylko wpadła mi w ręce Gravity Silk używam jej w większości przypadków. Przy jej użyciu zawiązałem Blow Back Rig na haku Stealth Hook Nailer LS z dłuższym włosem – dzięki temu, minimalizuję ryzyko brania mniejszych ryb. Każdorazowo, na przypon nawleczona była „kiełbaska” PVA z wymieszanym 2 i 4mm Micro Pelletem. Przynęta to bałwanek z zanętowej kulki Diabelska Słodycz – 14mm oraz 14mm kulki pływającej o tym samym zapachu. Bałwanki balansuję w ten sposób, aby haczyk oraz kulka tonąca leżały na dnie.

DSC_2308

Powodzenia w waszych wyścigach!

Marcin Dębski