You're currently on:

Szalona 20-stka na Szalonego Homara

Zaczynając ten tekst nie sposób nie nadmienić faktu iż wodę tą „naciskam” od 3 lat, robiąc przerwy każdego lata, spędzam tam kilkanaście nocek wiosną, oraz tyle samo jesienią. Jest to woda PZW, która leży nieopodal mojego miejsca zamieszkania. Niestety miejscowi upodobali sobie ten akwen jako miejsce do wypoczynku i rekreacji, w zależności kto i jak nazywa te rzeczy po imieniu w ich przypadku zabawa jest bardzo huczna, co niekiedy wyklucza łowienie. Dlatego każde podejście traktowałem szczególnie i z rozmysłem, chodziło głównie o zwiększenie swojej szansy na trafienie migrujących karpi wzdłuż kanału. Dotychczas udało mi się tam złowić kilka sztuk o wadze kilkunastu kilogramów, walka z każdym z nich była niesamowita, podwodne drzewa oraz wszędobylskie grążele nie ułatwiały mi zadania. Jednak im trudniej tym lepiej, mam wtedy pewność że nie każdy mógł złowić i zabrać te piękne stare karpie. Tak się dzieje z tutejszymi rybami, miejscowi nie przepuszczą niczego co ma więcej jak 5cm. Co jest rzeczą  niestety smutną ale prawdziwą, oraz powtarzającą się na wielu akwenach w naszym kraju. Po krótce przybliżyłem wam charakter mojej leśnej miejscówki, gdzie tego szczęśliwego dnia było mi dane stoczyć walkę z jedną z podwodnych zapomnianych lokomotyw.

 

 

 

 

 

 

 

 

Chcąc wykorzystać w pełni wolny czwartek, jeszcze w środę wieczorem zaraz po pracy pakujemy się razem z moją dziewczyną w auto i jedziemy kilkadziesiąt kilometrów żeby znaleźć się w okolicach zalewu Zegrzyńskiego. Już na miejscu widzę że moje miejsce jest zajęte przez kąpielowiczów, a obok miejscówki przez wyżej wymienionych „wędkarzy” którzy mają po kilka szczupaków w siatkach. Dogaduję się z nimi i czekam aż odjadą, wynikiem tego moje zestawy lądują w wodzie tuż przed zachodem słońca. W tym roku mocno katuję Szalonego Homara z serii SuperFeed od Tandema, z jednej bardzo ważnej przyczyny, po prostu czuje w tej kulce moc. Postanawiam podbić owocem i wracam do mojego starego pudełka z pływakami ananasowymi, z racji tego iż ryby także gustują tu w słodkościach. Obydwa zestawy lądują naprzeciwko w strefie podwodnych drzew, które nie dają za wiele możliwości. Kije ustawione niemal na sztywno leżą w wodzie, a obok nich nęcę dużą dawką drobnego pelletu TB Carp XL Pellets 4mm Ananasowy Sok i kilogramem kulek „Crejziego” Noc szybko minęła i ku mojemu zdziwieniu nie było żadnego brania, które na tej wodzie występują tylko i wyłącznie w nocy.

 

 

 

 

 

 

 

 

Nad ranem siedzimy i jemy kanapki kiedy naszą konsumpcję przerywa wycie sygnałka i gnący się kij, podbiegam zacinam i czuję jak… z prawej strony ściąga mnie spinningista. Nawet mnie to nie dziwi, łowienie w kanale tak się kończy. Po kilku okrzykach i krótką konsultacją z wędkarzem odzyskuje poszarpany zestaw. Siadam do kanapek i mówię „zwijam ten drugi, bo zaraz mnie pościągają” kończę to zdanie czekam około 10 minut i… znowu jedzie. Tym razem lekko zdenerwowany podchodzę do wędek i rozglądam się po brzegu, to samo moja dziewczyna. Kij gnie się a z kołowrotka ciężko ale wychodzi żyłka, jakie było moje zdziwienie gdy na brzegu ani po mojej stronie, ani naprzeciwko nie było nikogo. Szybkie podniesienie wędki i „siedzi” oboje jesteśmy w szoku, nigdy nie mieliśmy tu brania w dzień, tym bardziej przy takim hałasie. Kij wygięty maksymalnie, a ryba wchodzi w koryto i nawiązuje się mocna walka, niestety długo jechała i kieruje się w stronę podwodnego drzewa pod moim brzegiem. Wchodzi w nie na samym końcu, ja stawiam wszystko na jedną kartę i dokręcam hamulec i operuje tylko kijem. Wychodzi! Dalej są grążele, ledwo co je widzę ale rozchodzą się i karp znowu wychodzi! Już tylko trzciny i będzie naprzeciwko nas, kieruje się powoli i majestatycznie idąc przy samym dnie.

DSC_0055 DSC_0042

 

 

 

 

 

 

 

 

Dopiero po kilku minutach wychodzi pierwszy raz, nogi mam jak z waty, a moja Niunia uświadamia sobie że musi wejść do wody, mówi mi że się boi. Ja mówię „spokojnie masz jedno podejście” i po około 5 odbiciach w głąb wody, co wyglądało przecudownie i do dziś żałuję że nie miałem swojego garmina na głowie, ląduje w podbieraku. Nie wierzę własnym oczom co za zwierzę leży w siatce, szybko chcemy go wyjąć ponieważ słońce operuje bardzo mocno. Dziewczyna nie daje rady ja na skarpie także z ledwością, ważymy rybę i nie wierzę po odjęciu worka wychodzi równe 20kg! Ryba ważona była na Rubenie z flagą Polski! Jest moja szalona 20 na szalonego homara! Buziak z dziewczyną na znak wygranej i szybka sesja, która kończy się w wodzie. Jeszcze ostatni buziak dla mojej złotej rybki i wraca do swojego domu, robię to bardzo ostrożnie tak aby miejscowi mięsiarze widzieli jak najmniej. Po zeszłorocznej gołej rybie 20,80kg teraz mam pełnołuską śliczność równe 20kg. Kocham to! Na zakończenie łowienia dorzucam 3kg szalonego homara 18mm. Teraz już wiem dlaczego nazywa się szalony, jest stworzony dla takich ludzi jak ja… Szalonych!

DSC_0020

Adrian Modzelewski.