You're currently on:

Jesienne karpie

Z pośród czterech karpiowych pór roku, właśnie jesień lubię najbardziej. Jest to dla mnie bardzo trudny okres, ponieważ próbuję w tym czasie ogarnąć trzy niemożliwe do pogodzenia „rzeczy”: karpie, rodzinę i pracę. „Kochanie wytrzymaj proszę kolejny raz to, że częściej jestem nad wodą niż w domu”… Spadek temperatury i mniejsza ilość światła w ciągu doby, jest dla karpi sygnałem że, powinny najeść się na zapas. Siedzenie w domu w takim momencie, byłoby ciężkim grzechem. Zaczyna się okres wielkiego żarcia, trwający najwyżej parę tygodni, w którym ryby uzupełnią potrzebny im do przezimowania tłuszcz. Kiedy temperatura wody spadnie poniżej 10st, karpie zwolnią swój metabolizm i nie będą już żerowały kilka razy na dobę. Łowienie w takich warunkach jest trudniejsze i z reguły sprowadza się do wyłuskiwania pojedynczych, ale często wartościowych ryb. Jest to dla mnie najlepszy okres polowania na naprawdę wielkie karpie. Średnia waga łowionych przeze mnie ryb, jest największa właśnie w październiku i listopadzie.

Jesienne... Jesienne...
... krajobrazy ... krajobrazy

Moimi jesiennymi łowiskami są przede wszystkim głębokie żwirownie, chociaż starorzecza i rzeka w tym okresie, również obdarowały mnie kilkoma pięknymi karpiami. Bez względu na porę roku, kluczem do skutecznego łowienia, jest zlokalizowanie ryb. Odpuszczam o tej porze płycizny i trzcinowiska, które jeszcze parę tygodni temu były doskonałymi łowiskami. Kieruję swoją uwagę na strefę głębszej otwartej wody. Ryby w poszukiwaniu pokarmu, przemieszczają się wzdłuż podwodnych stoków na głębokości od kilku do nawet kilkunastu metrów. Wszystko zależy od specyfiki łowiska. Dobrymi miejscami są podwodne wzniesienia, których szczyty znajdują się na głębokości kilku metrów, oraz twarde kamieniste blaty zamieszkałe przez kolonie racicznicy i raków. Im bardziej zróżnicowane i pełne podwodnych nierówności i zaczepów dno tym lepiej. Karpie prędzej czy później pojawią się w takich miejscach. Kolejną doskonałą jesienną miejscówką, są leżące w wodzie drzewa i inne twarde zaczepy. Ważne żeby były na odpowiedniej głębokości.

Ponad 27kg żywej wagi,  październik łowisko PZW Ponad 27kg żywej wagi, październik łowisko PZW
Rzeczna 18-tka złowiona w połowie października Rzeczna 18-tka złowiona w połowie października

Swojego największego polskiego karpia, złowiłem w rynnie o głębokości 5m, nad którą znajdowało się zwalone do wody drzewo. Szczególnie teraz, takie miejsca działają na karpie jak magnes. W większych kilkudziesięciohektarowych zbiornikach, przy wyborze miejscówki, duże znaczenie ma kierunek wiatru. Jeżeli wiatr jest ciepły, zawsze staram się łowić w okolicach brzegów nawietrznych. Na małych parohektarowych wodach wiatr nie ma  aż tak decydującego znaczenia. Chciałbym poruszyć dwie bardzo istotne, z mojego punktu widzenia, sprawy. W najgłębszych mocno zamulonych częściach zbiornika, na dnie często brakuje tlenu, występuje natomiast nadmiar siarkowodoru. Zachodzące tam procesy gnilne pozbawiają dno tlenu, a tym samym ograniczają występowanie ochotki i skorupiaków. Dla mnie to martwe obszary zbiornika, które omijam szerokim łukiem. Myślę, że ryby postępują bardzo podobnie. Kolejnym zagadnieniem, na które warto zwrócić uwagę jest zjawisko termokliny. Poniżej granicy termokliny temperatura wody gwałtownie maleje i drastycznie pogarszają się tam warunki tlenowe. W naszych wodach termoklina występuje najczęściej poniżej głębokości 7-8 metrów.

Invader to żyłka która rozciąga się trzykrotnie mniej niż inne żyłki Invader to żyłka która rozciąga się trzykrotnie mniej niż inne żyłki
Moja plecionka przyponowa do zadań specjalnych Moja plecionka przyponowa do zadań specjalnych

Łowienie w takich miejscach z dna jest pozbawione sensu. W przypadku zaobserwowania spławów w tej okolicy, rozsądne było by zastosowanie coraz bardziej popularnego Zig Riga. Jeżeli chodzi o sprzęt, to łowię bardzo ciężko. Po pierwsze staram się dostosować go do trudnych technicznie miejsc, w których szukam cyprinusów. Po drugie, karpie o tej porze roku są w naprawdę dobrej kondycji, a dotleniona woda pozwala im walczyć jeszcze mocniej i dłużej. Po trzecie, nie lubię w głupi sposób tracić ryb i na własne życzenie tworzyć opowieści o wielkich nie wyciągniętych „potworach” Z reguły używam plecionki jako linki głównej. Dzięki mniejszej rozciągliwości, zdecydowanie szybciej od żyłki informuje o braniach i pozwala kontrolować holowanego karpia. Jeżeli regulamin łowiska nie zezwala na używanie plecionki, stosuję żyłkę Invader o średnicy 0.352, która jest znacznie mniej rozciągliwa od zwykłych żyłek. Kompletem jest długi, dwudziesto metrowy przypon strzałowy z odpornej na przetarcia żyłki mono o średnicy około 0.6mm,  przypon wykonany z Hybraid 30lb, która jest plecionką do zadań specjalnych i sprawdziła się najtrudniejszych warunkach, zakończony solidnym hakiem o numeracji 2-4, zależności o wielkości użytej przynęty. Podstawą mojej jesiennej zanęty są boile.

Jesienna 14-tka z glinianki Jesienna 14-tka z glinianki
Ciemniejsze Superfeed'y i jaśniejsze ręcznie robione, porównywalnie skuteczne Ciemniejsze Superfeed'y i jaśniejsze ręcznie robione, porównywalnie skuteczne

Używam dobrej jakości sprawdzonych kulek, wykonanych na bazie mączek zwierzęcych, z takimi dodatkami jak rozpuszczalne proteiny rybne, proszek wątrobowy, proszek ze squida i olej rybny. Dla mnie, nie kolor i nie zapach, decyduje o tym, czy użyję tych kulek, tylko jakość użytych do ich produkcji składników, a także połączenie ich ze sobą we właściwych proporcjach, tak, aby stanowiły zbilansowane, łatwo przyswajalne i pełnowartościowe pożywienie dla ryb. W związku z brakiem czasu, nie kręcę sam kulek. Używam gotowych Super Feedów, które współtworzyłem i jestem przekonany o ich skuteczności. Uzupełnieniem mojej jesiennej zanęty, jest mieszanka drobnych ziaren. Natomiast bardzo często, ograniczam się do otwarcia łowiska kilkoma litrami tej mieszanki, a potem przechodzę już tylko na kulki. Podstawą moich jesiennych zasiadek, jest dwuwarstwowy namiot i porządne ciepłe, oddychające ciuchy. Co roku łapię się na tym samym. Chciałbym być jednocześnie w kilku miejscach. Chciałbym się rozdwoić, a nawet roztroić. Jestem dziwnie podenerwowany i działam w jakimś amoku, a czas leci jakby szybciej. To syndrom kończącego się sezonu. Próbuję się nałowić jakby na zapas i próbuję swoich sił tak długo, aż moich zbiorników nie pokryje lód.

One tęż czują ... One tęż czują ...
... nadchodząca jesień ... nadchodząca jesień

Tomek Wasilewski