You're currently on:

Jesień + TB = Grube miśki na macie Mateusza !!!

O takim starcie jesieni marzyłem !!Ale od początku…. Niby koniec sezonu karpiowego zbliża się wielkimi krokami, ale mimo wielu odbytych zasiadek i złapania wielu ryb w tym roku, dostaję dodatkowego kopa do działania, gdy widzę pierwsze przymrozki, a za oknem natura przywdziewa piękne jesienne barwy.

Z tyłu mojej głowy pulsuje wiedza, która przypomina mi że karpie tak jak inne zwierzęta w naturze zaczynają pobierać większą ilość pokarmu, żeby zrobić zapasy energetyczne przed nadchodzącą zimą.

Przeglądam Internet i moja wiedza potwierdza się w relacjach wędkarzy z całej Polski i położonych pięknych okazach na macie. Nie wiem co myślicie, ale według mnie foty z karpiami w jesiennej aurze, z pożółkłymi liśćmi i trawami w tle to mega ujęcia które bardzo lubię mieć w swojej galerii. Załatwiam w pracy 2 dni wolnego, szybko pakuje się, rano zaliczam poranną zmianę w pracy i wyjeżdżam na łowisko . Resztę schematów nie będę opisywać bo nie ma sensu przynudzać. Konkrety…. Z racji tego że w tym roku byłem już parę razy na tej wodzie, doszedłem do wniosku że zwiększenie rozmiaru przynęty zmniejsza częstotliwość brań ale też robi fajną selekcję jeśli chodzi o wielkość karpii. Stąd na jeden zestaw powędrował bałwanek złożony z kulki Ryba & Rak w rozmiarze 30 mm z serii Monster Cat oraz niezawodny Pop Up Japońska Kałamarnica z serii Perfection Pop up.

Drugi zestaw złożyłem z kulki 20mm Robin Red z serii Top Edition oraz kulki 18 mm Chilli & Robin Red z serii Superfeed . Jeden i drugi zestaw obtoczyłem dipami proszkowymi z serii Layer Powder Dip z serii Superfeed x core o smakach Japońskiej Kałamarnicy i Chilli & Robin Red.

Na każdy zestaw powędrowała garść kulek zadipowana boosterami o takich samych nutach zapachowych.

Zaczęło się wyśmienicie. Niedługo po wywózce na macie ląduje piękny i waleczny jesiotr…… który jak to jesiotr daję mi popalić podczas 20 minutowego holu. Po obiecującym początku dołowiłem kilka karpii ale o mniejszych rozmiarach.

Większość brań występowała w godzinach po południowych przed zachodem słońca. Nocka minęła w ciepłym śpiworze i przyznam szczerze, trochę się cieszyłem bo wstać do brania w nocy podczas minusowej temperatury to dla mnie masakra. Kolejny dzień mijał spokojnie bez jakichkolwiek brań. W końcu koło godziny 15 odzywa się dźwięk sygnalizatora . Delikatne branie obrazowało spokojne podnoszenie swingera. Zacinam…… jest… ryba idzie spokojnie, nagle robi zwrot i kieruje się w drugi zestaw. Oczywiście odzywa się sygnalizator. Wkurzony manewruję wędziskiem żeby odbić ją w drugą stronę , patrząc na moje żyłki fluo udaje mi się to zrobić. Jednak ku zaskoczeniu swinger przykleja się do wędziska a sygnalizator zaczyna nie przerwanie wyć. Odkręcam hamulec kołowrotka na wędzisku z rybą odstawiam ją na rod poda i z niedowierzaniem zacinam drugą… Niemożliwe!!! W tym momencie wiedziałem że mam fajną rybę której ciężar poczułem od razu, a której waga była na pewno większa niż na pierwszym wędzisku. Po 15 minutach w podbieraku ląduję piękny jesienny misiek. Nie wiedziałem jaką wagę ma, natomiast szybko umieściłem go w worku by zająć się rybą którą zaciąłem w pierwszej kolejności. Druga ryba szła spokojnie i nie z taką intensywnością walki jak wyholowany przed chwilą karp. Po chwili mam go w podbieraku , patrzę i z niedowierzaniem stwierdzam że mam piękne 2 jesienne miśki !!! Coś nieprawdopodobnego . Branie w jednym momencie zestawów położonych w całkowicie dwóch różnych miejscach, a pierwszy zacięty karp był w wodzie ponad 15 minut i na szczęście się nie wypiął. Z pokaźnym stanem adrenaliny zważyłem moje zdobycze i marzenie stało się faktem …. Karpie ważyły 18.5 kg oraz 19 kg a ja przy pomocy gospodarza łowiska mogłem przystąpić do upragnionej jesiennej sesji zdjęciowej.

W poczuciu spełnienia mogłem wrócić do domu , jednak z tyłu głowy już kreślił mi się plan kolejnej zasiadki w pięknej jesiennej aurze… Co przyniesie ??? Zobaczymy. Na pewno nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa w tym sezonie. Trzymajcie się i do zobaczenia nad wodą, być może ostatni raz w tym roku :) Mateusz Mazur