You're currently on:

Dwa dzikusy na The One

Nie wiem, czy Wy też macie podobne odczucia, ale ja mam wrażenie, że z tym czasem to jest jakieś mega oszustwo!!! Siedzę w pracy i czekam na kolejny weekend, a cztery dni trwają całą wieczność. W końcu jestem tam gdzie lubię najbardziej. Stawiam namiot nad pięknym dzikim bajorkiem, wsiadam do pontonu robię całą robotę i zawiesza mi się czasoprzestrzeń. „Chwilę” później, dociera do mnie, że minęły trzy doby, muszę wracać do cywilizacji, a takie powroty są nie do wytrzymania. Podobnie było tym razem. Nad wodę przyjechałem około 16-tej. Po przyjeździe, okazało się, że miejsce, w którym zamierzałem łowić, było zajęte. Po kilku zdaniach, okazało się, że chłopaki siedzą od rana i już mają lekko dosyć, więc zapaliło się światełko w tunelu. Żeby nie tracić czasu napompowałem ponton i popłynąłem poszukać jakiś miejscówek. Po dwóch godzinach spędzonych w pontonie miałem wytypowane dwie miejscówki. W wyborze pierwszej miejscówki pomogły mi bobry. Zdecydowałem się łowić pod drugim brzegiem, przy leżącym w wodzie zwalonym drzewie. Głębokość w tym miejscu oscylowała w granicach dwóch metrów, a odbijające od dna liście grążeli utwierdzały mnie w przekonaniu, że karpie powinny się tu kręcić.

 

8 41Zanęciłem kilkoma garściami kulek z serii Top Edition „The One” i około kilogramem Mikro Pelletu GLM Mussel z serii SuperFeed. Drugą miejscówką był spad łączący płytką zatokę z głębszą częścią zbiornika. Trochę wbrew logice, postanowiłem łowić jedną wędką głęboko. Polodowcowe jeziora rządzą się swoimi prawami i ryby często, nawet wiosną są głębiej niż byśmy się tego mogli

spodziewać. W takich miejscach, gdzie nie występuje żadna charakterystyka dna z reguły nęcę więcej. Na otwarcie łowiska do wody powędrowało 3kg drobnego pelletu i 2kg kulek o średnicy 16mm. Żeby sprowadzić w miarę punktowo pellet na dno łowiska, wcześniej go namoczyłem i zrobiłem z niego kule wielkości mandarynki. Kulki rozsypałem na powierzchni kilkunastu metrów kwadratowych. Było już szaro, kiedy wywoziłem drugi zestaw. Kiedy ja w końcu będę miał tyle czasu, żeby móc wszystko zrobić spokojnie, bez jęzora na wierzchu?! Pierwsza doba minęła szybko i bezrybnie, nie licząc bobra, który wpłynął w plecionkę i zrobił mi pobudkę. Z drugiej strony, powinienem mu podziękować, bo jakby nie on „gniłbym” teraz w śpiworze, nie mogąc zobaczyć jak pięknie budzi się kolejny dzień. Kolejna noc minęła również, bez pip. Cóż, nie ma się co dziwić, takie są realia PZW.

 

4 6

 

 

 

 

 

 

 

 

Gdzieś koło 14-tej sygnalizator piknął trzy razy, a  swinger lekko opadł. Podkręciłem lekko luz, a swinger ponownie opadł. Jakby nie wierząc w to co się dzieje wybrałem luz i lekko zaciąłem. W miejscu gdzie miałem położony zestaw wypłynęły gejzery bąbli, a żyłka zaczęła się przesuwać w prawo. Karp pływał gdzie chciał, a ja na miękkich nogach stałem z wygiętym w pałąk Invaderem i trząsłem się z emocji. Po kilkunastu minutach wlazłem do wody i w końcu wpakowałem Go do podbieraka. Chwilę później, to piękne jezioro usłyszało krzyk mojej radości. Po kilku minutach przybiegł mój kolega, który poszedł na spacer w koło jeziora. „Co się tak drzesz stało się coś”?? „Poza tym, że złowiłem „Kabana” to nic." W pierwszym momencie nie uwierzył, ale po chwili zrozumiał że, dla zabawy raczej nie wlazłem w ciuchach po pas do wody. W ciągu trzech dni miałem tylko, a może aż ,jedno branie. Biorąc pod uwagę to jaki piękny, czarny, dziki lustrzeń był sprawcą tego jedynego brania. Nietaktem byłoby mówić, że „tylko jedno”.

pellet 1.x

 

 

 

 

 

 

 

 

W niedzielę po południu wróciłem do rzeczywistości, a w czwartek wieczorem znowu jechałem na ryby. Wariactwo tej decyzji polega na tym, że prosto z pracy. Po nocce spędzonej nad wodą, znowu do pracy itd… Nad wodą jestem już po ciemku. W głębi ducha, sam się z siebie śmieję. Przyjechałem się wyspać nad wodę, jakbym nie mógł, jak normalni ludzie, zrobić tego w domu. Zbiornik znam jak własną kieszeń, więc nie mam cienia wątpliwości gdzie położę zestawy. Taktyka podobna jak tydzień temu. Jedno miejsce oszczędnie garść kulek i zestaw centralnie w łowisku. Drugie miejsce obsypuję dosyć grubo kulkami „The One”, a przynętę umieszczam około metra od granicy nęciska w kierunku do głębokiej wody. Na zestaw punktowo wrzucam garść kulek. Na włosie Glugged Hookers The One i pływające dumbells o tym samym zapachu. W ostatnich latach zdecydowanie częściej sięgam po „dipy” i przynęty wykonane na bazie naturalnych ekstraktów. Oleje rybne i naturalne ekstrakty są najlepszymi stymulatorami apetytu jakie znam. Złowiłem na takie przynęty wiele wartościowych ryb, zarówno w dzikich zbiornikach jak i łowiskach komercyjnych poddanych dużej presji. Jak zwykle myśląc spotkaniu z big fishem, mój włos jest znacznie dłuższy od standardowego. Pierwsza noc mija bez pip. Rano budzik, wyciągam śpiochy z oczu, wypijam kawę i lecę do pracy… Dobrze, że pracuję u siebie, bo żaden pracodawca by tego nie wytrzymał.

2 5.Wieczorem zamykam sklep i wracam nad łowisko. Te pół godziny zanim dojadę nad wodę trwa wieczność. W końcu jestem… Wywożę zestawy powtarzam taktykę z poprzedniego dnia i siadam na fotelu. Jest pięknie. Piątek wieczorem, a my sami nad wodą, „chwilo trwaj wiecznie”. Z tego cudownego stanu wyrywa mnie telefon od żony. „A ty wrócisz kiedyś do domu”… Co miałem Jej powiedzieć?? Tak Kochanie kiedyś wrócę, obiecuję. Koło północy robi się chłodniej i jest to najwyższy czas, żeby się przestać oszukiwać i zapiąć w cieplutkim phantomie. Nastawiam budzik na 5.30 i idę spać. Parę godzin później budzi mnie dźwięk sygnalizatora. Nie ogarniam tego, że to branie. Wyłączam odruchowo budzik i pomału wstaję. Marcin się drze „zacinaj bo wjedzie w kołki”!!!! Świadomość powraca, o Boże to nie budzik to branie! Wybiegam na boso z namiotu i zacinam. Z perspektywy czasu wiem, że za mocno. Cóż emocje były wielkie i trochę mnie poniosło. Ryba odjeżdża w prawo, mija zwalone w wodzie drzewo i ciągle bierze plecionkę z hamulca. Decyzja może być tylko jedna. Wsiadamy do pontonu i próbujemy coś zrobić.

5Dopływamy do drzewa, plecionka wchodzi pionowo i „siedzi” w kołkach, a ryba jest kilkadziesiąt metrów dalej. Głębokość w tym miejscu wynosi ponad 4m. Nie uśmiecha mi się nurkować w tej zimnej wodzie. Opływamy zaczep i próbujemy z drugiej strony odnaleźć plecionkę. Wynalazek w postaci dużej kotwicy na lince doskonale się spisuje i po chwili odnajdujemy plecionkę. Odcinam ją, by po chwili ponownie ją dowiązać do wędki. Nie mam ani czasu ani koncepcji na normalny węzeł. Trzęsącymi się rękoma wiążę potrójną pętelkę i szybko nawijam węzeł na kołowrotek. W końcu, po drugiej stronie czuję żywy pulsujący ciężar. Po drodze odczepiamy plecionkę z kolejnego zaczepu. Przepłynęliśmy około 80 metrów od miejsca, w którym miałem branie i w końcu moim oczom pojawia się węzeł plecionki z grubą strzałówką mono. To oznacza, że dzieli nas jeszcze około 25m do ryby. Stealth Shock Leaders wyskakuje z kolejnego kołka i zakręca prosto w kierunku brzegu. Napięcie rośnie. Płyniemy w znajdujący się przy brzegu pas grążeli. Myśli czy jeszcze tam jest, jak jest zapięty, a przede wszystkim z kim mam do czynienia kłębią się w głowie. Rozchylam liście, odczepiam strzałówkę, a moim oczom ukazuję się piękny wrzecionowaty ponad metrowy kształt. Ryba majestatycznie odpływa w kierunku głębokiej wody, schodzi do dna, ale już nie ma siły walczyć. Po kilku minutach bardzo asekuracyjnego holu, wypływa na powierzchnię i kładzie się na boku. Już wiem że to ON. Karp, na którego polowałem od trzech lat. Piękny pełnołuski, którego widziałem z drzewa. „Marcin uszczypnij mnie bo boję się, że się zaraz obudzę”. Płyniemy do brzegu, resztkami sił powstrzymuję się żeby nie tańczyć i nie śpiewać. Nawet nie przeszkadza mi fakt, że zaraz będę musiał jechać do pracy.

3.Na koniec dwa słowa o taktyce. Ryby w okresie przed tarłem naprawdę dużo jedzą. Duże karpie do utrzymania swojej masy i prawidłowego rozwoju ikry potrzebują naprawdę dużych ilości dobrego pokarmu. Połowa maja, to nie jest już początek sezonu, kiedy zastanawiałem się czy dwie garści kulek na zestaw to przypadkiem nie za dużo. Wiosną używam przynęt Top Edition, ponieważ moje wiosenne kulki muszą być napakowane mączkami rybnymi a także ekstraktami a tych TE zawierają nieprzyzwoita sięgającą 10% ilość. Dobre przynęty pomagają łowić skutecznie ale bardzo ważnym elementem sukcesu jest odnalezienie właściwych miejsc a nie sypanie nawet najlepszych kulek byle jak byle gdzie.

Tomek Wasilewski

 

Linki do produktów:

Top Edition Boilies

SuperFeed Micro Pellet

 

 

 

GALERIA