You're currently on:

Chorwackie wojaże ekipy TB

W połowie września wybraliśmy się 5 osobową ekipą TB na chorwackie Jezioro Tribal. Początek września płynął bardzo wolno, a każdy z nas nie mógł doczekać się momentu spakowania całego sprzętu do busa, wpisania w nawigacji współrzędnych miejsca docelowego i wyruszenia w trasę. W końcu nadszedł ten upragniony dzień.

 

Jechaliśmy na 2 busy. W jednym busie jechała Brygada RR, czyli dwaj Robertowie, a w drugim busie jechaliśmy w trójkę – Rafał – nasz nowy kolega teamowy, Paweł oraz ja. Droga minęła bardzo szybko i sprawnie. Na miejsce dojeżdżamy pierwsi, niby zmęczeni podróżą, jednak woda przed którą stoimy daje nam nowy zastrzyk energii.

Oczywiście plan o szybkim dojechaniu na miejsce i położeniu się spać legł w gruzach. Po niecałej godzinie jesteśmy w komplecie. Na miejscu czekał na nas kolega Pawła - Stefan Chorwat, który często bywa na tej wodzie, a z Pawłem zna się już szmat czasu. Jeśli chodzi o samą wodę, to miałem okazję kilka lat wcześniej odwiedzić ją po raz pierwszy. Wtedy udało mi się złapać jednego karpia 14kg, jednak wtedy obiecałem sobie że wrócę w to magiczne miejsce. Sama woda to urokliwy obszar. 41 hektarów wody umiejscowione pomiędzy górami, w której pływają bardzo duże karpie.

 

Po rozmowie ze Stefanem wstępnie uzgadniamy że zajmiemy stanowiska na tzw. Betonach, czyli betonowym wale, gdzie co prawda nie ma cienia, natomiast łapanych jest tutaj najwięcej dużych mieszkańców tej wody. Podjeżdżamy busami za wał, w końcu wyciągamy łóżka i idziemy spać. Myślę że, każdy z nas chciał jak najszybciej zamknąć oczy i obudzić się rano by móc zacząć się rozbijać. Jednak poranek daje nam nie miłą informację. W nocy miejscowy Chorwat rozbił się na jednym z „naszych” stanowisk. Piszę w cudzy słowiu, ponieważ na tym łowisku nie ma rezerwacji miejsc. Przyjeżdżasz, rozbijasz się na wolnym stanowisku, idziesz opłacić licencję i łowisz. Nie przypuszczaliśmy że przez te 4 godziny od 2 do 6 rano, ktoś może przyjechać na ryby, tym bardziej że miejscowi zapewniali nas że takie rzeczy zdarzają się bardzo rzadko - a jednak. No nic, stoimy debatujemy aż w końcu pada decyzja że Robertowie oraz Rafał zajmą 2 wolne stanowiska na betonach, a my z Pawłem przeniesiemy się na przeciwległy brzeg gdzie znajdowało się duże obszerne stanowisko w bardzo miłej iście wędkarskiej scenerii. Przyznam szczerze, że planowałem zostać na betonach, ponieważ analiza chorwackiej strony jeziora dobitnie pokazywała że te miejsca dają największe ryby. Jednak po analizie i wiadomościach odnośnie naszego nowego stanowiska postanowiłem że usiądę tam z Pawłem. Jeśli chodzi o stanowisko, to ważną dla mnie informacją była głębokość obszaru na którym mieliśmy łowić, ponieważ z poprzedniego wypadu zapamiętałem ze jest to płytsza część zbiornika . Mimo to okazało się że między 90 a 110 m biegnie stare koryto rzeki, gdzie głębokość sięga 5 m. Ta informacja zdecydowanie mnie uspokoiła i utwierdziła w przekonaniu że nie jest to miejsce z góry przegrane. Stanowiska zostały wybrane, w końcu mogliśmy przejść do rozbicia obozowiska, dokładniejszego sondowania, a następnie nęcenia.

Ustaliliśmy z Pawłem , że punktem zaczepnym będzie stare koryto rzeki o którym wspominałem wcześniej. Umieściliśmy markera na 100 m, następnie zaczęliśmy nęcić z tym że Paweł nęcił swoje miejscówki na 90-100m po prawej stronie od markera, natomiast ja obsypywałem miejsca na 105-110 m po stronie lewej .Chcieliśmy w ten sposób zlokalizować, czy karpie wolą żerować na spadzie koryta czy centralnie w jego środku. Chłopaki po przeciwnej stronie mieli bardziej uproszczone zadanie, ponieważ na ich stanowisku siedział Stefan, który doskonale znał tamte miejsca. Więc na ich stanowiskach był blat o głębokości około 3 metrów który schodził łagodnie coraz głębiej w kierunku środka wody.

Taktyka nęcenia dla wszystkich ekip , jak się później okazało , była podobna . Do nęcenia używaliśmy przeważnie kulek , pelletu , mixu ziaren zalanych boosterem . Ja z Pawłem jako bazy użyliśmy kulek z serii Carp Food 18mm o zapachu Japońskiej Kałamarnicy, plus kulki z serii Top Edition o smaku Essential S oraz GLM Euphoria rozmiar 20 mm. Do tego dorzuciliśmy pellet s serii Carp Food Hook Pellet o rozmiarze 12 i 16mm . Całość zalaliśmy boosterem z serii Carp Food Attract o smaku Kremowy Banan. Jedyną różnicą w naszych zanętach, był dorzucony mix ziaren oraz orzechów tygrysich u Pawła, natomiast u mnie całość bazy zalanej boosterem, dopaliłem Stick mixem Pva o smaku Tłusty Łosoś Kawior, który stworzył mi „panierkę” kulek i pelletu. Baza zanętowa u chłopaków była bardzo podobna, delikatnie różniąc się gamą smaków. Używali oni również pelletu , kulek oraz mixu ziaren i orzechów tygrysich. Zapachy kulek jakie pojawiały się u Rafała i Robertów to x berry , red krill, oraz japońska kałamarnica z serii Superfeed, również zalane boosterem , z tym że o zapachu morwy. Przejdźmy dalej. Wędziska jakich używaliśmy były rożne.

Paweł używał wędzisk Invader S3K 3,25 lb , takich samych modeli używali Robertowie, z tym że krzywa ugięcia ich modeli wynosiła 3 Lb. Ja natomiast używałem modeli Phantom o krzywej ugięcia 3,5 LB. Jeśli chodzi o spoda to mieliśmy okazje przetestować nasz nowy model z serii Green Phantom i musze przyznać że wędzisko zdało egzamin na 5+.

Jeśli chodzi o żyłki, to nie odkryje ameryki pisząc wam że w łowieniu rzutowym liczy się rozmiar ale i także specyfikacja żyłki – czyli jej rozciągliwość i elastyczność. W tej kwestii wybór mógł być tylko jeden – Stealth Steel Mono średnica 0.28mm.

Przechodząc do zestawów końcowych , każdy łowił na 3 kije razy 5 daje nam 15 wędzisk, a co za tym idzie 15 zestawów. Najczęstszymi zestawami które się pojawiały były ronnie rig , chod rig, zwykły zestaw z węzłem bez węzła oraz tzw. łamańce . Przynęty jakie używaliśmy również były rozmaite , od pop upów z serii Perfection Pop Up o zapachach Japońskiej Kałamarnicy , Dojrzałej Morwy, Bananowego Kremu , Tropicany , Doskonałej Truskawki, po kulki tonące z serii Perfetion Hookers oraz Perfection Oil Hookers o zapachach wymienionych wcześniej plus zapachy Krylla oraz Ananasowego Soku. Dodatkowo na poszczególne zestawy zakładaliśmy naszą firmową kukurydzę oraz orzechy tygrysie.

Już pierwszej doby mieliśmy okazje przywitać się z mieszkańcami tej wody . Karpie w przedziale 8 – 12 kg zameldowały się na naszych matach. W kolejnych dniach doławialiśmy z Pawłem kolejne ryby które były co raz cięższe , natomiast u chłopaków meldowały się mniejsze ryby, które dawały im dużo frajdy , bo jak wiadomo każda ryba złowiona za granicą , nieważne w jakim przedziale wagowym – daje miłe odczucie. Wtorek był dniem, który jak się spodziewaliśmy mógł być dniem konia. Według prognoz temperatura miała spaść o 10 stopni a do tego miał się zacząć silny wiatr. Koło godziny 15 doławiam karpia o wadze 16 kg więc radość jest nie mała, bo jak by nie było pobijam swój osobisty rekord karpia na tej wodzie.

Robimy zdjęcia i wpuszczamy karpia z powrotem do wody, gdy z drugiej strony słyszymy okrzyki radości chłopaków – myślimy sobie – mają konia. Drugi z Robertów, który do tej pory nie miał żadnego brania w końcu doczekał się karpia i to jakiego !!!! Waga zatrzymała się na 26.200 kg, tym samym Robert ustanowił swoje nowe PB.

W tym miejscu chciałbym dodać że brygada RR ma niesamowity sezon, ponieważ w tym roku mają już na koncie kilka ryb 20 + i mnóstwo ryb oscylujących w granicach 20 kilo. Ryba skusiła się na Przynętę złożoną z kulki Robin Red z serii Top edition oraz pop upa z serii Perfection Pop Up o zapachu kałamarnicy & pomarańcz.

Nie mija kilka godzin a Rafał również pobija swoje PB – 22.4 kg!!. Radość jest prze ogromna . Tym razem karp skusił się na bałwanka złożonego z kulki 20 mm Robin Red Top Edition i pop upa Tropicana na zestawie Blow Back Rig.

Niestety od środy przyszło załamanie pogody, piszę niestety ponieważ zaczął wiać bardzo silny wiatr. Pierwszy raz musiałem kotwiczyć namiot podwójnymi śledziami obkładać namiot kamieniami. Przez dwa dni była konkretna masakra. Była to znakomita okazja by przetestować w warunkach ekstremalnych mojego Phanton Base-a i bez zaskoczenia namiot wytrzymał w 100% nie mając choćby drobnej usterki a uwierzcie mi podmuchy wiatru były tak mocne ,że nie pozwalały utrzymać się na nogach.

Silny wiatr w twarz oraz fale na wodzie jak w morzu nie pozwalały nam łowić w obszarze nęcenia, ba zarzucenie zestawu graniczyło z cudem. Byliśmy źli ponieważ robota jaką wykonaliśmy dotychczas przynosiła co raz lepsze efekty. Niestety pogoda spowodowała że na innych stanowiskach również przestały pojawiać się ryby. Niestety zła aura utrzymała się do ostatniej doby. Mimo to udało się mi złapać karpia o wadze 17 kg więc byłem bardzo zadowolony.

Ogółem złapaliśmy łącznie około 40 ryb w przedziale 8 – 26 kg , więc był to wynik całkiem dobry. Na zasiadce padły nowe Personal Best’s więc była to niezapomniana wyprawa. Niestety tydzień przeleciał bardzo szybko więc nadszedł czas powrotu , ale wszyscy stwierdziliśmy że wrócimy w to miejsce by znów dobrać się do olbrzymów mieszkających w tej wodzie.