You're currently on:

Artykuły

  • PVA-logia cz. III

    Rękaw

    page_gallery_495e467081d2d_maksOstatnim z pośród szerokiej oferty materiałów PVA jest rękaw. Podobnie jak w przypadku siatek, w zależności od potrzeb, sami możemy decydować o jego długości. Rękaw PVA stosuję wtedy, gdy standardowe woreczki są zbyt krótkie. W bardzo zamulonych łowiskach, gdzie grubość mułu wymusza zastosowanie długiego przyponu, możemy umieścić wewnątrz rękawa cały przypon, a także ciężarek. W mocno zarośniętych łowiskach pojedyncze kulki i pellet mogą osiąść na zielsku, zanim dotrą do dna. Rękaw wypełniony zanęta i boosterem jest na tyle duży, że nawet jeżeli przeszkodą będą rośliny, dotrze do dna. Natomiast nie jest na tyle ciężki, żeby się w nim zapaść. Ponadto zestaw umieszczony wewnątrz daje 100% pewności, że nie zaczepi się o zielsko. Nawet po rozpuszczeniu się rękawa prawdopodobieństwo zaczepienia się haczyka o roślinność jest o wiele mniejsze. Czytaj dalej

  • Rainbow na telefon

    Wyprawę na jezioro Rainbow planowałem już od dawna. Magia tej wody, jej dzikość, a przede wszystkim wspaniałe ryby, które tam mieszkają, powodują, że niemal każdy karpiarz chciałby spróbować tam swoich sił. Jednak ze względu na ograniczoną liczbę miejsc, jak i wielką popularność tej wody, zarezerwowanie jakiegokolwiek stanowiska graniczy niemal z cudem. Wszystkie najlepsze stanowiska są pozajmowane na dwa lata do przodu, a nasza najbliższa rezerwacja wypadała dopiero na wiosnę 2008 r. Jednak niespodziewany telefon na początku lutego, z informacją o wolnym stanowisku, szybko zmobilizował mnie do działania, tym bardziej, że czasu do wyjazdu zostało niewiele, raptem dwa tygodnie. Powtarza się sytuacja z 2002 r., kiedy o wyjeździe nad Radutę dowiedziałem się niespełna tydzień przed planowanym terminem. Co prawda pora roku nie jest sprzyjająca, a brania są sporadyczne, jednak tam trzeba po prostu być, ać sobie szansę, gdyż w każdej chwili można zaciąć rybę ponad 30 kg. Przecież w żadnej innej wodzie nie ma tylu okazałych karpi. Czytaj dalej

  • Aż do pierwszego lodu

    Pomimo kończącego się sezonu, to właśnie jesień jest porą roku, którą lubię najbardziej. Od kilku sezonów wrzesień i październik są miesiącami, w których każdą wolną chwilę spędzam nad wodą. Powiem więcej, w tym okresie częściej jestem na rybach niż w domu! Jest co najmniej kilka powodów takiego stanu rzeczy. Najważniejszym jest jednak fakt, że karpie w końcu zaczynają naprawdę jeść. Spadek temperatury wody o kilka stopni i trochę mniejsza niż w lecie ilość światła powodują, że ryby odczuwając nadchodzące zmiany jedzą na zapas.
    To ostatnie miesiące „wielkiego żarcia”, w których muszą odłożyć potrzebny im do przeżycia zimy tłuszcz. Niewykorzystanie tego okresu byłoby grzechem. Zbiornikami, w których najczęściej łowię jesienią są żwirownie o bardzo zróżnicowanym dnie i powierzchni, od kilkunastu do kilkudziesięciu hektarów. Raczej omijam wody o płaskim, mało urozmaiconym dnie. Brak charakterystycznych miejsc utrudnia lokalizację ryb, które w zasadzie mogą być wszędzie. Czytaj dalej

  • Na zaporówkach - bez białej gorączki

    page_gallery_495e2484b0b3b_maksDuże zbiorniki zaporowe o powierzchni kilku tysięcy hektarów to znakomite łowiska karpiowe, ze względu na swoją wielkość, a co za tym idzie dużą populację zamieszkujących tam karpi i amurów. Ogromna powierzchnia sprawia, że nie są to wody przełowione i skłusowane, więc możemy liczyć na znakomite połowy dziewiczych ryb, które tam mieszkają. Aby odnieść sukces należy się jednak odpowiednio przygotować do połowów, bo duże zaporówki to bardzo wymagające wody, które niejednego wędkarza są w stanie przyprawić o białą gorączkę. Czytaj dalej

Produkty 31 do 34 z 34

na stronę
Strona:
  1. 1
  2. 2
  3. 3
  4. 4