You're currently on:

Artykuły

  • CUDOWNE KULKI? - MITY A RZECZYWISTOŚĆ.

    Nie wiem czy w jakiejś innej metodzie, jest druga taka przynęta, która jest aż tak często używana. Kulki, bo o nich mowa, bez których chyba, żaden z nas nie wyobraża sobie zasiadki karpiowej, o których przez lata powstało wiele mitów, a także zupełnie wykluczających się teorii. W tym, moja ulubiona „każda woda rządzi się swoimi prawami i ma swoją najskuteczniejszą kulkę”.
    Czytaj dalej

  • WIOSENNY SUPER START

    Piszę ten tekst w środku zimy, czyli szczytu internetowej aktywności karpiarzy. Do napisania tych paru słów skłoniła mnie ilość pytań jaką codziennie od was dostaję,  a także facebookowe dyskusje które wydają się nie mieć końca. Różnorodność odpowiedzi na to samo pytanie

    świadczy  dobitnie, że nie ma jednego złotego środka, natomiast chciałbym w tym artykule Czytaj dalej

  • JAK NĘCE I JAKICH PRZYPONÓW UŻYWAM?

    Po przyjechaniu nad wodę i wybraniu miejscówek najważniejszym krokiem jest właściwie je zanęcić. Co znaczy właściwie??22196336_1642298702487404_6534749741563988131_n

    Czytaj dalej

  • SUPER FEED X CORE - PRZYNĘTY NA OSTROŻNE KARPIE!

    KLIMAT JEST !
    Ale czy chciałbyś tak siedzieć tydzień, bez brania ? Jeśli chcesz skutecznie łowić karpie.
    Przeczytaj poniższy artykuł !
    Często pojawiając się po raz pierwszy nad wodą, zastanawiamy się jaką przynętę zastosować dodanego typu zbiornika. Każda woda potrafi skrywać jakieś tajemnice, których odkrycie może przyczynić się do odniesienia własnego małego lub większego sukcesu. Czytaj dalej

  • Wygonin po raz pierwszy

    W piątek z samego rana wyruszyliśmy razem z Moniką w podróż na spotkanie z kolejną przygodą, która miała się odbyć na nowym dla nas gruncie. Był to malowniczy i legendarny Wygonin. Dużo czytałem w naszej karpiowej prasie na temat tej wody, sporo podpowiedzi płynęło od moich zaprzyjaźnionych kolegów, którzy mieli już okazję zasiadać nad tym Czytaj dalej

  • Majówka Fijołków

    Razem z synem Szymonem wybraliśmy się nad dziką zaporówkę położoną niedaleko od naszego miejsca zamieszkania. Zasiadkę planowaliśmy już od dłuższego czasu. Nad wodę wyruszyliśmy już 28 kwietnia w piątek. Rozpakowujemy się i bierzemy się do roboty. Mieliśmy w planie przetestować nowe kulki Tandem Baits X-Berry i to na nie postawiliśmy na tej zasiadce. Okazało się że był to strzał w dziesiątkę, ale o tym za chwilę. Gdy przyjechaliśmy nad wodę, byliśmy tylko my, a po rozłożeniu klamotów dojechał Przemek, który uczył mnie i Szymona karpiowania i tak już 10 lat jeździmy razem na zasiadki. Nad wodę zjechały się jeszcze cztery ekipy karpiarzy z okolic. Zestawy uzbrojone w kulki X-Berry: na jednej dwie kulki pływające, na drugiej tonąca plus pływak - u Szymona na zestawach to samo. Wywozimy zestawy w korzenie pod drugim brzegiem, na zestaw sypiemy około 2 kg kukurydzy, garść kulek pokruszonych i 15 sztuk całych kulek o tym samym smaku co na włosie. Pierwsza nocka była strasznie zimna, zamki w namiotach pozamarzały i nikt nie miał brania. Dopiero koło południa dnia następnego u kolegi obok zameldował się 13kg karp.

    Przeczuwaliśmy, że zacznie się coś dziać. Drugiego dnia zasiadki mam branie i po pięknej walce i holu z pontonu, na macie ląduje piękny karp o wadze 22,300kg!!! Mamy rekord zbiornika!!! Przynajmniej nikt nigdy nie słyszał o większej rybie złapanej w tej wodzie:)

    Podekscytowani kładziemy się spać. Z rana budzi nas budzik w postaci sygnalizatora Szymona. Szymon bez problemu sobie radzi i po 15 minutowym holu karp ląduje w podbieraku. Waga wskazuje 10,500 kg. Robimy kilka zdjęć, wypuszczamy rybę i wywozimy zestaw Szymona. Nie mija 30 minut i na Szymona prawym kiju znowu gra sygnalizator przerywając nam śniadanie. Szymon podbiega do kija i krzyczy, że jest większy...: "Tato szykuj ponton!". Wskakujemy w ponton i po ciężkiej walce w korzeniach w podbieraku ląduję piękna piętnastka!

    received_1232018770243087

     

     

     

     

     

     

     

     

    Kończymy kolację i mamy już w sumie 3 piękne ryby, gdzie u naszych sąsiadów cisza. Kolejny dzień i około godziny 11:00 branie na moim kiju i jest... kolejna ryba i to jaka! Waga pokazuję 17,400kg. To już nasza czwarta ryba tej zasiadki a przed nami jeszcze tyle dni.

    Karp wraca do wody, my donęcamy po raz kolejny łowisko kukurydzą oraz kulkami X-Berry. Do wieczora nie mamy już brania. Kolejnego dnia około południa odwiedza nas moja żona, robimy grilla, szykujemy obiad i... na mojej wędce jest branie!!! Zacinam i w podbieraku ląduję 10 kilogramowy karp. Niesamowite.. pogoda jest zmienna, w dzień pada po chwili wychodzi słońce, aby na wieczór przyszedł przymrozek... a my mamy regularne brania choć sygnalizatory pozostałych ekip milczą.

     

    Kolejny poranek i nadszedł najpiękniejszy moment tej zasiadki. Zaczęło się od tego że mam branie i po spokojnym holu wyciągam pięknego karpia o wadzę 18,300kg... w trakcie ważenia nagle na kiju Szymona jest odjazd. Szymon holuję rybę a ja wkładam swojego karpia do worka i pomagam synowi przy jego rybie. Po długiej walce mamy wreszcie karpia w podbieraku, a jego waga to 18,200kg! Dwa piękne i duże karpie... Ojciec i Syn. Czekamy na kolegę, który nie wierzył w to co dzieje się u nas na stanowisku i musiał zobaczyć to na własne oczy :) Kiedy do nas dotarł, my kończymy wywozić zestaw modelem i nagle na drugim kiju Szymona znów branie...po szybkim ale wyczerpującym holu mamy w podbieraku szesnastkę!!! Robimy zdjęcia i wraz z synem cieszymy się tą chwilą:)

    Po sesji wypuszczamy karpie i sami nie wierzymy co się dzieję... tym bardziej że jest to woda PZW :) Przewozimy wszystkie zestawy i nęcimy łowisko dywanowo kukurydzą i kulkami a na włos niezmiennie kombinacje X-Berry. Skoro to się sprawdza to uznajemy zasadę, że nie ma co kombinować. Przez dwa kolejne dni łapiemy kilka karpi w przedziale od 8 do 10,5kg. W przedostatni dzień zasiadki nasze łowisko oraz maty, odwiedziły karpie o wadze 14,300kg i 15,500kg. Zbliża się ostatni dzień zasiadki, a jest tak pięknie, że nie mamy najmniejszej ochoty wracać do domu. Ostatnia noc i ranek... doławiamy z Szymonem jeszcze dwa karpie – mój 9,300kg i Szymona 9,900kg.

    Podsumowując naszą zasiadkę: Pogoda na zasiadce była bardzo zmienna, deszcze, wiatry, nocne przymrozki oraz słoneczne dni, a karpie po prostu brały:) Ja złapałem 10 karpi o łącznej wadze 135,6kg i Szymon 9 karpi o łącznej wadzę 107,5kg. Jesteśmy mega zadowoleni i mówimy do następnego ! C&R

    Marek Fijołek i Szymon Fijołek

  • Tomek Wasilewski, karpie z zielska.

    Postaram się w tym artykule pokazać Wam, jak skutecznie łowić w zielsku i nie mam tu na myśli łowisk z kilkoma kępami moczarki czy wywłócznika, ale łowiska których prawie cała powierzchnię pokrywają rośliny.

    Ryba z trudnego miejsca.
    20+

    1.Jest co najmniej kilka powodów dla których warto spróbować  tam swoich sił. Po pierwsze takie
    łowiska często kryją prawdziwe perełki gdyż są trudne do przełowienia.  Słabo odnajdują się tam kłusownicy i mięsiarze. Poza tym konkurencja w postaci innych karpiarzy też będzie mniejsza niż w zbiornikach gdzie łowienie wymaga mniej pracy, gdzie można odnaleźć się z rzutu, albo wywieźć zestaw łódeczką i bezstresowo napić piwa :).

    Po drugie lubię takie łowienie, pływanie w nocy we mgle po każdą rybę i „wydzieranie” jej z kolejnej kępy zielska. Najlepiej w pojedynkę, ja ponton podbierak z krótką rączką i ciągnąca mnie od kępy do kępy „lokomotywa”. Trochę się rozmarzyłem, ale już schodzę na ziemię.  Jeżeli łowię w miękkim zielsku typu moczarka czy wywłócznik staram się odnaleźć naturalne korytarze ewentualnie placki dna które jest pozbawione roślin. Osobiście wolę miękkie dno, ale jeżeli będziecie się z tym lepiej czuli możecie poszukać  twardych piaskowo żwirowych miejsc. Zasada którą się kieruję jest taka „im większa konkurencja i bardziej pokłute ryby tym bardziej w zielsku łowię i omijam czyste blaty”. W dziewiczych wodach o które w dzisiejszych czasach jest coraz trudniej, można pokusić się o łowienie na skraju zielska, albo na blatach zupełnie go pozbawionych. Podstawowym narzędziem bez którego nie wyobrażam sobie łowienia w takich warunkach jest ponton.

    4.

     

    Po pierwsze nie znajdziecie bez niego miejsca na położenie zestawów po drugie nawet gdyby, to trafienie tam z rzutu topornym zestawem z grubą strzałówką graniczy z cudem. Jeżeli chodzi o łowienie w grążelach, często stawiam zestaw w największej gęstwinie dbając tylko o to by nie zaczepił się o korzenie.  Omijam duże oczka o średnicy paru metrów kwadratowych, gdyż prawdopodobnie  przed moim zestawem leżało tam wiele innych.  Nie chcę tu dorabiać ideologii o wielkiej mądrości karpi, ale w takich miejscach często znikała mi zanęta,  a zestawy leżały nietknięte.

    DCIM100GOPRO

    Czy nietknięte, czy tylko delikatnie „podniesione” i wyplute tego nie wiem, ale fakt jest taki, że często miałem wyczyszczone dno, a brań nie miałem.  Zatem poza dziewiczymi wodami, na których nie mam konkurencji, unikam raczej typowych miejscówek w których łowią wszyscy. Żeby nie generować  opowieści dziwnej treści o wielkich pourywanych rybach trzeba się odpowiednio do tego przygotować.  Jak wcześniej wspominałem ponton ewentualnie łódka to podstawa.  Sprzęt zawsze dostosowuję do warunków panujących w łowisku, a nie wielkości ryb jakie chcę łowić. Moimi ulubionymi  wędkami są Invadery 12’ 2,75lb które na pierwszy rzut oka mogą się wydawać delikatne, ale pokonały wiele wartościowych karpi. Poza tym hol „pałą” na krótkiej lince może się skończyć wyrwaniem haka albo zerwaniem zestawu.

    Jeżeli chodzi o linkę główną to z reguły używam plecionki o wytrzymałości 40lb. Kiedy po powierzchni zbiornika pływają kępy zielsk mogą one zaczepić pływającą plecionkę i zaciągnąć zestaw w rośliny.

    6.

    W takim przypadku lepiej  sprawdzi się nierozciągliwa gruba żyłka mono.  Od kilku lat z dobrym skutkiem stosuję Balistic  0,40mm. Bez względu na to czy używam plecionkę, czy żyłkę stosuję długi  25m odcinek przyponu strzałowego, a w zasadzie asekuracyjnego z grubej żyłki mono o średnicy 0,60mm.

    11.

    Po braniu ryba odjeżdża kawałek i parkuje w zielsku. Płynę po nią na luźnej żyłce, nie popieram darcia na siłę , ani podciągania się pontonem do ryby.  Płynę sobie po karpia, spokojnie likwidując luz. O wiele łatwiej jest kiedy mam ponton z silnikiem, natomiast na mniejszych odległościach na „wiosełkach” też można ogarnąć. Tak naprawdę ryba jest zacięta, ciężarek ewentualnie kamień dawno spadł,  więc nie widzę potrzeby szarpania się z karpiem, który spokojnie czeka na mnie w zielsku. Im więcej spokoju wykażecie tym mniej zaczepów złapie po drodze walcząca ryba. W kwestii przynęt i zanęt powiem tak, ilu łowców tyle skutecznych kombinacji.

    OLYMPUS DIGITAL CAMERA

    Moimi ulubionymi letnimi smakami jest Kałamarnica &Pomarańcza i  Szalony Homar, a także nowość na ten rok X-Berry na którą udało mi się złowić rybę +25kg. W związku z wysoką temperaturą wody i tym, że chcę przebić się przez wiele różnych występujących w niej o tej porze zapachów wybieram kulki o wyraźnych mocnych aromatach.

    7..Od wielu lat używam Superfeedów i jak już znajdę czas, żeby pojechać na ryby to z reguły coś łowię. Wolę mniejsze średnice kulek gdyż są one dla karpi bardziej naturalne. Cześć zanęty sypię punktowo na zestaw, a resztę rozsypuję na większej powierzchni nawet po zielsku, żeby karpie szybciej ją odnalazły. Jest lato, woda ma wysoką temperaturę i rozchodzi się w niej wiele sygnałów zapachowych, związanych nie tylko z pokarmem. Pamiętajcie o tym, że musicie się przez nie przebić i dopalcie swoje przynęty jakimś dipem SuperFeed.

    15+

     

    Tomek Wasilewski

  • Podsumowanie sezonu 2015 z Tandem Baits

    Po 2014 roku, moim pierwszym sezonie karpiowym pełnym nauki, eksperymentów , testów, niekończących się rozmów z nowopoznanymi kolegami karpiarzami, przyszedł nowy 2015 rok. Mój drugi sezon karpiowy. Przetestowałem różne zapachy, wielkości, kombinacje zestawów kulek, dipów, pudrów, pelletów. Po wielu próbach i testach skuteczności polecanych przez kolegów przynęt, postawiłem na jednego producenta najskuteczniejszych według mnie kulek proteinowych. Była to firma Tandem Baits.

    Zdecydowałem, że będę łowił cały sezon na te właśnie kulki, które na naszym łowisku okazały się naprawdę skuteczne. Od początku stosuję zestaw CF Perfection Hookers 18 mm podwieszony CF Perfection Pop Up 16 lub 18 mm, czyli klasycznego bałwanka o zapachu Japońskiej Kałamarnicy, wspomaganego Powder Dipem o tym samym zapachu. W lecie dołożyłem do moich zestawów nowe kulki z serii SperFeed Fluo Pop Up Kałamarnica&Pomarańcza, oczywiście Tandem Baits. Do nęcenia używam kul Carp Food Boilies o zapachu Japońskiej Kałamarnicy, pelletu Aller Aqua oraz gotowanej kukurydzy. Stosuję nęcenie punktowe przy zestawie wywożonym łódką zanętową.  Kulki są bardzo skuteczne w każdych warunkach niezależnie od pory roku.

    P1040740

     

     

     

     

     

     

     

     

    Zawsze miałem dużo brań zarówno w dzień jak i w nocy. Od początku maja do końca października między 10 a 25 brań w ciagu 1 doby. Rok 2015 był dla mnie sezonem nowych rekordów. Złowiłem łącznie ponad 2300 kg ryb w tym 166 amurów – moje nowe PB: 15,2 kg. 59 karpi – moje nowe PB: 21 kg, 15 sumów – moje nowe PB: 34 kg i 1 tołpygę – 27,5 kg. Wszystkie te ryby zostały złowione na kulki Tandem Baits, tylko na jednym łowisku w ciągu 6 miesięcy. Wszystkie zasiadki miały charakter weekendowy. W przyszłym sezonie nie mam zamiaru nic zmieniać i na pewno pozostanę przy moich najlepszych, sprawdzonych kulkach Carp Food Perfection Hookers o zapachu Japońskiej Kałamarnicy. Wielu moich kolegów widząc moje wyniki nad wodą, przekonało się do skuteczności przynęt Tandem Baits.

    Pozdrawiam.

    Jarek Poręba.

  • Diabelska skuteczność

    Każdorazowo po skutecznej, czyli zakończonej wyholowaniem karpia zasiadce, zadaję sobie pytanie, dlaczego właściwie wziął? Każdy z karpiarzy ma na to swoją koronną teorię i w większości przypadków, nie skupia się ona na przynęcie samej w sobie. Tak jest także w moim przypadku. Choć nie całkowicie… Rozwijając powyższą myśl, chciałbym opowiedzieć Wam o moim ostatnim wyjeździe wraz z kolegą na zbiornik Nowaki. Po przyjeździe nad wodę zastały nas nie najlepsze informacje – biorą bardzo słabo, w dodatku ryby nie przekraczające 10kg. Koledzy siedzący bliżej płytkiej zatoki w końcu zbiornika, opowiadali o kotłujących się rybach, które absolutnie nie interesują się przynętami podkładanymi pod nos…

    Mając do dyspozycji 6 kijów postanawiamy łowić właściwie na całej szerokości zbiornika, mając nadzieję, że natrafimy na ścieżkę mimo wszystko przemieszczających się ryb. Łowimy płytko, głęboko, blisko, daleko, po środku i przy trzcinach – noc z piątku na sobotę nie daje nam jednak ryby. Jest źle. Źle ponieważ nie mamy ryby, jednak nadzieję budzi coraz silniej wiejący zachodni wiatr, który w naszej opinii musi ruszyć ryby – trzymamy kciuki aby wiał nieprzerwanie. Pewni swojej strategii, nie ruszamy naszych zestawów do późnego popołudnia. Szczęśliwie wiatr nie tylko nie przestawał wiać – przeciwnie – wzmagał się wprost proporcjonalnie do naszego optymizmu. W okolicach godziny 16, dało się zauważyć coraz śmielsze spławy, także w okolicach naszych zestawów oraz pojedyncze piknięcia sygnalizatorów, które w mojej opinii świadczyły o pojawieniu się ryb w łowiskach – brania jednak nie następowały. Nasze zestawy zostały przewiezione i donęcone – ostatni z nich powędrował do wody już na szarówkę.

    Entuzjazm spadł, kiedy 5 minut po wywiezieniu ostatniego zestawu na jednej z wędek zameldował się szakal – leszcz może dałby radość na delikatnym feederze jednak perspektywa kolejnej wywózki przy tak silnym wietrze skutecznie działała na i tak już nadwyrężone nerwy. Sytuacja pogorszyła się, kiedy w kolejne 5 minut po wywiezieniu zestawu, na innej wędce, swinger opadł zwiastując kolejnego niechcianego amatora naszej zanęty. Tym razem jednak kij wygiął się mocno, drgnął dwukrotnie po czym moim oczom ukazała się piekielnie rozczarowana mina Krzyśka gdy ryba puściła przynętę. Spadł. Pierwszy, najprawdopodobniej karp, spadł w chwilę po braniu – dodam, że była to pierwsza spinka na blowback rigu której byłem świadkiem od bardzo, bardzo dawna.

    W tym momencie, zwaliłem to na statystykę – kiedyś spaść musiał. Coś nie pozwalało nam zasnąć, siedzieliśmy w milczeniu pośród hulającego wiatru, czekając na kolejne branie prawie jak na pewniak. Nie myliliśmy się – około godziny 24 swinger delikatni przypiął się do wędki a hamulec oddał kilkanaście centymetrów żyłki gdy poczułem przyjemny opór po drugiej stronie wędki. Zadowolenie momentalnie przerodziło się w irytację, kiedy ryba, ponownie po kilku sekundach spadła… Teraz już byłem pewien, że coś jest nie tak. Już w trakcie zwijania do końca zestawu, w mojej głowie, prawdopodobnie pod wpływem silnych emocji ułożyła się myśli i pomysł co zrobić aby nie stracić kolejnej ryby – jeśli w ogóle nastąpi branie. Uznałem, że ryby w związku z deficytem tlenu w wodzie, były w swoistym letargu, z którego dzięki silnemu, wiejącemu od kilkunastu godzin wiatrowi się budzą. W związku z tym, nie pobierają zbyt intensywnie pokarmu i wydłużone włosy moich przyponów które mają chronić mnie przed leszczami uniemożliwiają mi zacięcie karpia.

    Natychmiast postanowiłem zmienić przypon i jak najszybciej umieścić zestaw w wodzie. Na włosie tak jak wcześniej założyłem krytycznie wyważonego bałwanka z pop upa i hookersa Diabelska Słodycz – jeden z czterech smaków obok homar&rak, kałamarnica&pomarańcza oraz kremowej truskawki na które łowię. To właśnie diabelska słodycz dała mi kilka ryb w tym +20 podczas 12 godzinnej zasiadki w maju na nowakach, oraz pięknego pełnołuskiego dzikusa z wody związkowej – także +20kg.Niestety wiatr nieco zelżał, sygnalizatory nie wydały z siebie nawet jednego piku a ja otworzyłem oczy i ujrzałem niedzielny poranek. Nie przyszły. Trzeba się zwijać, aby złapać trochę niedzieli w domu. Ponieważ było nas dwóch, składanie szło szybko. O 9:30 Nasz phantom był już w pokrowcu a ja awizowałem żonie obecność w domu nie później niż w południe.

    Musiałem przerwać nagle rozmowę ponieważ swinger moje środkowej wędki – tej z której w nocy spiąłem rybę, przykleił się do wędki i ani drgnął. Podniosłem kij i poczułem mozolny opór. Jest dobrze, jednak mocno martwię się, aby ryba nie spadła. Ta dość ciężko, jednak daje się zwijać nie podejmując specjalnie walki. Ponieważ ciężarek spadł, karp dość szybko wyszedł do powierzchni o dał się dosłownie zwinąć w linii prostej od miejsca gdzie położony był zestaw – nie byłem nawet w stanie przeprowadzić go do miejsca podbierania i Krzysiek musiał podebrać go prawie pod stojakiem! Najważniejsze, że skutecznie. Ryba jest duża – jest dobrze. Karp waży 21,5kg co w okolicznościach jakie miały miejsce kilkanaście minut temu, porównałbym do obfitego deszczu po kilku miesiącach suszy. Kolejny raz się udało!

    Powracając do początku powyższej relacji chcę zwrócić uwagę, że choć pewnie w opinii wielu z Was przynęta sama nie łowi, z czym się także zgadzam – w przeciwnym razie nie zmieniałbym przyponu i zarzucał byle gdzie, nie próbując znaleźć rozwiązania sytuacji w której się znalazłem, to jednak nie zwalałbym na dzieło przypadku złowienia 3 ryb +20kg właśnie na ten zestaw. Dlatego w moim przypadku Diabelską Słodycz, uważam za Diabelsko Skuteczną.

    Pozdrawiam,
    Marcin Dębski

  • Powrót do przeszłości

    Wydarzenia jakie miały miejsce z mojej ostatniej tygodniowej zasiadki, prawie po 15 latach wspaniałej przygody z karpiarstwem, zmusiły mnie do pewnych refleksji i podsumowań danego okresu. Choć pasja łowienia ryb tkwiła we mnie od dzieciństwa, to jednak mój ukochany Dziadziuś zawsze chciał, bym został myśliwym. Pomimo jego uporu, uciekałem w kierunku wody i wszystkiemu, co z tym związane. Moje pierwsze kroki, a raczej kroczki, w kierunku łowienia karpi, stawiałem w roku 2000, kiedy to z moim serdecznym przyjacielem, Andrzejem Gronkowskim, zaczynaliśmy pierwsze zasiadki.

    Pochodzę z miejscowości Jarosław, leżącym w województwie podkarpackim. W tamtejszych rejonach karpiarstwo nie było nazbyt rozwinięte w owych latach. Ograniczony dostępu do jakichkolwiek informacji związanych z łowieniem karpi, nie wspominając o braku możliwości zakupu podstawowych klamotów profesjonalnego karpiarza. Pamiętam chwile, gdy siedząc przy czasopiśmie: „Wiadomości Wędkarskie” oraz czytając artykuły Przemka Mroczka, marzyliśmy z Andrzejem o kołowrotkach typu: Big pit. Natomiast o kulkach proteinowych wiedzieliśmy tylko tyle, że są okrągłe, zakłada się je na włos (co też do końca jeszcze nie było dla nas zrozumiałe) oraz, że za ich pomocą łowi się karpie. W miejscowym sklepie wędkarskim, oferta skierowana dla karpiarzy była bardzo uboga. Dostępny był tylko jeden rodzaj kulek, niewiadomego pochodzenia, niewiadomego producenta, spakowanych w workach pięćdziesięciokilogramowych, wysuszone na kamień, w dwóch wersjach zapachowych: wanilia i truskawka. Jak to jednak w życiu bywa, w poszukiwaniu „lepszej przyszłości”, w 2003 roku przeprowadziłem się do Poznania.

    Ku mojemu zdziwieniu a zarazem wielkiej radości, okazało się, że jak na tamte czasy stolica wielkopolski okazała się być dla mnie „rajem karpiowym”. Poznałem masę wspaniałych ludzi, ze sporym bagażem doświadczeń i ogromną wiedzą w tej dziedzinie. Nareszcie namacalnie mogłem poczuć produkty dobrej jakości, skierowane tylko dla Nas. W tamtych czasach, na rynku polskim istniały praktycznie tylko trzy firmy z ofertą sprzętu karpiowego, w tym jedna rodzima, a mianowicie Tandem Baits. I to głównie na te produkty łowiłem w tamtych czasach.

    Pamiętam jak wspaniałe wyniki miałem na moje ulubione kulki: wątroba & scopex, które nazywałem „plowami”, ponieważ po otwarciu opakowania pachniały jak w pomieszczeniu stolarni. Karpie jednak je uwielbiały i to było najistotniejsze. Kolejne kultowe już kulki to wersja: impact krab & banan, również uwielbiana prze ze mnie do dzisiaj. I nadeszła „era szału” na angielskie marki, która trwała bardzo długo, doprowadzając mnie do swojego rodzaju stagnacji, o której uświadomiłem sobie dopiero w ostatnim okresie. Wiosną tego roku wybrałem się nad jedną z wód pomorza, gdzie miałem przyjemność poznać Tomka Wasilewskiego. Przez kilka dni spędzonych nad wodą mieliśmy okazję porozmawiać na tematy czysto prywatne zupełnie nie związane z karpiami, ale i sporo czasu (jak to na zasiadkach bywa) spędziliśmy na rozmowach o Naszej pasji. I tu, po powrocie z bardzo owocnego wyjazdu coś mnie tchnęło.

    Zadałem sobie pytanie: „Dlaczego tak daleko odbiegłem od Naszych rodzimych firm, które dawały mi lata temu tyle radości z wyholowanych ryb? Uświadomiłem sobie również, że tak naprawdę moje „życiówki” ( po za jednym przypadkiem), złowiłem właśnie na kulki Tandem Baits. Może to przypadek, bo dobrze wiem, że najlepsza przynęta w nieodpowiednim miejscu i w złych warunkach i tak nie zda egzaminu, choćby miała śpiewać serenady karpiom. Ale nie mogę też wykluczyć danej analizy. Na przełomie czerwca i lipca 2015 roku, wybrałem się na zaplanowany, tygodniowy wyjazd nad Jezioro Krążno na kaszubach. Po dotarciu na stanowisko, mym oczom ukazała się przepiękna, polodowcowa woda, która w chwilach nasłonecznienia wpadała w błękitno-zielony lazurowy kolor.

    Po przeprowadzonej rozmowie z właścicielem łowiska, Tomkiem (tak na marginesie w moim odczuci rewelacyjny facet), rozpocząłem swoją przygodę z nieznaną mi dotąd wodą, kryjącą wiele wspaniałych ryb. Początek zasiadki dał mi sowicie popalić. Burze nie pozwalały mi na rozbicie obozowiska a o sondowaniu wody nie było nawet mowy. Mając czas, zacząłem wstępnie przyjmować taktykę, która miała za zadanie obłowienia jak największego rejonu wody przynależącego do mojego stanowiska. Trzy zestawy, trzy różne miejsca i specyfikacje dna. Pozyskałem również pewne informacje na temat stosownych sposobów łowienia na tej wodzie, przez stałych bywalców. Jednakże jestem osobą lubiącą próbować nowych rzeczy i staram się unikać utartych już stereotypów. Miejscowi karpiarze, co do mojej taktyki przekonani nie byli, delikatnie dając do zrozumienia, że w ten sposób jeszcze nikt tu nie łowił. Strasznie spodobało mi się również sformułowanie jakiego używali: „ Dane stanowisko nie pracuje”( w pozytywnym tego słowa znaczeniu ). I właśnie do takich należało moje, o numerze 5. Przez pierwsze trzy dni siedziałem bez żadnego brania. Stanowisko obok zasiadywał Grzegorz, tester jednej z firm polskich. Sąsiad przedstawił mi całą ofertę dipów, boosterów, liqudów, pelletów i oczywiście kulek proteinowych. Szczerze przyznam, że niektóre bardzo przypadły mi do gustu. Tego też dnia Grzegorz złowił dwa piękne golce, 23.600 kg i 13.500 kg - właśnie na kulki testowe. Ja nadal siedziałem bez brania. Do zakończenia zasiadki pozostały tylko trzy doby. W środę dojechała do mnie moja dziewczyna, Kamila. Opowiedziałem jej co się działo przez te parę dni. Brania ogólnie były sporadyczne na całej wodzie, jednak jak już coś uderzyło, to była to najczęściej duża ryba. Wiedziałem również, że karpie akurat były przed tarłem, być może właśnie już się gdzieś grupowały? Lista pytań w mojej głowie się zwiększała, morale opadły.

    Mam jednak wspaniałą kobietę, która zawsze potrafi zmotywować mnie do działania. Przeanalizowałem wówczas co się działo na wodzie od momentu kiedy przyjechałem oraz jakie nastały w tym czasie zmiany. Od rozpoczęcia zasiadki przez pierwsze dwa dni (podczas sondowania) większe ryby znajdowały się przy dnie. Natomiast kolejne dni to dni narastających temperatur i delikatnego podnoszenia się ciśnienia. Echosonda pokazywała ryby zarówno rano, w południe jak i późnym wieczorem, w toni ok 2-2.5 metra pod taflą wody. Zig rig w dzień nie przyniósł mi ryby. Mogło to wynikać z faktu, iż dopiero „raczkuję” w zigrig’owaniu. Dotarła do mnie również myśl o tym, że kolega obok łowi na nasze rodzime przynęty, mając wyniki. Wyciągnąłem wówczas ze swojej torby kilka paczek kulek TB. Zacząłem robić zestawy.

    Wówczas Kamila, powiedziała, że chce wybrać kuleczki na jeden zestaw. Zgodziłem się, nie mając już nic do stracenia. Wybór padł na kulki Carp Food Perfection Pop up Scopex&Wątroba 18mm plus kulka Superfeed Kałamarnica&Pomarańcza 18mm. Zestaw, ze względu na podnoszące się ciśnienie i ryby w toni, postanowiłem podnieść na noc na miękkim przyponie. I tak umieściłem go na głębokości około 8.5 metra, w rowie, pomiędzy spadkiem wynikającym z brzegu jeziora a podwodną wyspą, która tworzy swego rodzaju równy blat o szerokości około 4-5 metrów. Zestaw zasypałem 2 kilogramami kulek Superfeed Kałamarnica&Pomarańcza 18 mm.

    Mijały kolejne godziny i zbliżała się ostatnia noc wyjazdu. Aktywności ryb nie było widać. Ustały barania na całej wodzie, które i tak były sporadyczne przez cały tydzień. Pogodzony, lecz pełen optymizmu położyłem się spać (tym razem na świeżym powietrzu). Po spokojnej nocy Kamila udała się do lasu na jagody. Ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu nagle odezwał się sygnalizator z pojedynczym „pi” na centralce. Pomyślałem sobie, że napływające wysepki zielska, odrywającego się od dna, ocierają się o żyłki. Po chwili usłyszałem kolejny, pojedynczy dźwięk. Z doświadczenia wiem, że takiej sytuacji już nie wolno lekceważyć. Natychmiast wstałem z łóżka i zauważyłem naginającą się szczytówkę wędziska.

    Mam delikatny odjazd podnoszę wędkę i jest!!! W początkowej fazie holu miałem wrażenie że mam małą rybę, ale ten fakt wynikał że część mojej żyłki znajdowała się pod roślinnością wysokości około 2 metry, która obrastała stok. Uświadomiłem sobie że mój kontakt z rybą jest kiepski i będę miał spore problemy z jej wyholowaniem. Po około 5 minutach miałem już rybę blisko podbieraka, jednakże roślinność, która oplatała zestaw końcowy nie pozwalała mi realnie ocenić wielkości ryby na haku. Dosłownie przed samym podbierakiem wyłoniło się potężne cielsko, delikatnie przewalając się przede mną. Nogi miałem jak „z waty” a ręce trzęsły mi się bez opamiętania. Kolejny problem pojawił się, gdy zauważyłem, że karp jest zapięty na luźnym przyponie, tuż za porostami. Znałem doskonale sytuacje tego typu z innych wód, gdzie karpie, w momencie luzu, potrafiły wypiąć się poprzez potrząsanie łepkami. Dotarła do mnie myśl, że mam tylko jedną szansę. Tylko jedno podejście przy podebraniu. Na granicy wytrzymałości zestawu (myślę, że i nawet wędziska) wciągnąłem rybę do podbieraka.

    Wraz z nią ogromne ilości roślinności zatem nadal nie widziałem wielkości karpia. Po chwili walki z wodorostami, ku mojej uciesze, ukazała się „bestia”. Wiedziałem już, że złowiłem swój nowy Personal Best, ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że złowiłem Berrego, prawdopodobnie największego mieszkańca tej wody!!! Byłem sam na stanowisku więc postanowiłem na chwilę schować rybę do worka, by móc podejść do sąsiadów po pomoc. Oznajmiłem im, że wyholowałem karpia, w moim odczuciu 20+. Podczas wyciągania ryby z worka, na macie ukazał się Nam potężny golec, a miejscowy kolega Mariusz, oznajmił Nam, że jest to prawdopodobnie Berry. Rozpoznał go po charakterystycznej łusce przy skrzelach.

    Zamarłem. Wiedziałem, że ten sam karp został złowiony miesiąc wcześniej i ważył 29.300 kg. Oficjalne ważenie karpia ukazuje 32 kilogramy z workiem. Po odjęciu 1.6 kg wagi worka, ważył 30.400 kg!!! Nie potrafię nawet opisać, co wtedy czułem. Ogromne emocje przeplatające się z dozą radości, niedowierzania, braku świadomości co się wydarzyło. W momencie kiedy piszę ten artykuł, nadal nie dociera do mnie, że złowiłem ponad 30 kg karpia, na polskiej wodzie i w dodatku na polskie kulki!!!

    Na koniec jeszcze pragnę Wam powiedzieć, że było to jedyne branie na tej zasiadce! Możecie powiedzieć fart, „szczęście głupiego”, ale ja wiem, że była to dobrze przemyślana taktyka, odpowiedni moment, miejsce i przynęta. Ja już dzisiaj wiem że marzenia się spełniają a powrót do przeszłości i kulek Tandem Baits dały mi Rybę Życia. Czego i Wam życzę z całego serca!!!

    Pozdrawiam Arkadiusz „Kasza” Kaszycki

Produkty 1 do 10 z 35

na stronę
Strona:
  1. 1
  2. 2
  3. 3
  4. 4